Jan Borysewicz w rozmowie z "Co za Tydzień" powiedział:
- Nie myśleliśmy, że będziemy grali tyle lat. 45 lat to jest kawał czasu, naprawdę. Wiedziałem na początku, że te utwory będą bardzo nośne, ale że do tego stopnia, że one są jakby dalej motorem napędowym – to jest naprawdę coś niewiarygodnego. Tylko się cieszyć. Ja już mam swoje lata, a codziennie wchodzę do studia, biorę gitarę i coś nowego tworzę. Tych pomysłów mam strasznie dużo, czasami aż za bardzo się to kotłuje. Czasami potrzebuję takiej przerwy – muszę gdzieś wyjechać bez instrumentu, wyczyścić głowę, a potem, jak wracam, to znowu zaczyna się to samo. Z drugiej strony to jest dobre, bo mam cały czas dużo energii i mam nadzieję, że jak zdrowie nam pozwoli, to będziemy grali tak długo, aż będziemy mogli spełniać swoje marzenia. Bardzo się pilnujemy – robimy, co możemy: ćwiczenia, rowerki i tak dalej. Byłem ostatnio na rowerze 3,5 godziny. Pedałowałem 3,5 godziny – nie robi to wrażenia - mówił muzyk.
Janusz Panasewicz dodał:
- Ja pamiętam, jak zaczynaliśmy, i ten pierwszy, taki bardzo intensywny rok, to był 1983. To będę zawsze pamiętał, bo to było po prostu ponad 300 koncertów, 350 czy 360. Graliśmy wszędzie i po kilka koncertów w jednym miasteczku, nawet małym. To było po prostu kompletne szaleństwo. Tyle lat gramy i właściwie nie zawodzimy fanów, bo nie nagraliśmy jednej czy dwóch płyt i później nie odcinaliśmy od tego kuponów, tylko co dwa, trzy lata, czasami co roku wydawaliśmy jakieś nowe rzeczy, nowe płyty, więc cały czas pracowaliśmy i w ten sposób szanowaliśmy swoich fanów. Tak mi się wydaje – po prostu to dostrzegają i też są z nami od wielu, wielu lat. Dla nas najważniejsze i takie dla mnie było marzeniem, żebym mógł jeszcze przez parę ładnych lat sobie śpiewać i żeby to się nie odbijało na moim zdrowiu fizycznym. To jest naprawdę bardzo ważne - mówił.
Najbliższy koncert zespołu 15 maja w Katowicach.