Wywiady

Leon Myszkowski o współpracy z mamą, show-biznesie i związku. "Nie mam na co narzekać" [TYLKO W CZT]

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Głowińska

O Leonie Myszkowskim w mediach pisało się dotąd głównie za sprawą sławnej mamy — Justyny Steczkowskiej. Dziś 21-latek świadomie stawia pierwsze duże kroki w show-biznesie. Niedługo w głośnikach zawita jego wspólny utwór z diwą polskiej muzyki. W rozmowie z Aleksandrą Głowińską dla cozatydzien.tvn.pl opowiedział o tym, jak udało mu się namówić mamę do stworzenia wspólnego utworu, dlaczego nie wystąpił w "Masterchefie", czy denerwował się na wścibskich paparazzi, jak reaguje na porównania do Allana Krupy i hejt w sieci oraz gdzie poznał swoją dziewczynę Ksenię.

Leon Myszkowski tworzy muzykę z mamą Justyną Steczkowską

Aleksandra Głowińska, cozatydzien.tvn.pl: Internautów zelektryzowała wiadomość o twojej współpracy z mamą. Jak doszło do tego, że postanowiliście razem tworzyć muzykę?

Leon Myszkowski: Pomysł zrodził się już jakiś czas temu. Razem z moim przyjacielem Michałem, który też jest DJ-em, zaczęliśmy wydawać klubowe utwory. To była naturalna kolej rzeczy. Stworzyliśmy duet. W pewnym momencie pomyśleliśmy, że fajnie byłoby wyprodukować lżejszy utwór, który będzie idealny na lato. Zaprosiłem mamę do współpracy i chociaż to nie jej klimat muzyki, zgodziła się twierdząc, że "z miłości do swoich dzieci zrobi wszystko" (śmiech).

Zgodziła się od razu? 

Zgodziła się od razu, nie trzeba było jej przekonywać.

Mama jest pierwszą osobą, której puszczasz swoje utwory?

Nie. Pokazuję jej te kawałki, miło mi zawsze, jak je ocenia. Jej zdanie jest dla mnie ważne jako muzyka z wykształceniem i wieloletnim stażem, ale ona nie słucha takiej muzyki i obraca się w zupełnie innym muzycznym środowisku.

Dobrze wam się pracuje razem?

Dobrze, znamy się od 21 lat (śmiech). Było dużo pracy przy tym utworze. Pierwsza wersja wokalu nam się nie spodobała, musieliśmy nagrać kolejne wersje, ale w końcu się udało. Jestem zadowolony z efektu. Wyszło fajnie.

Jaka jest twoja mama w pracy?

Zupełnie inna niż w domu. Jest perfekcjonistką.

Wakacyjny utwór to dopiero początek szerszej współpracy?

Zobaczymy. Każdy z nas ma swoje plany wydawnicze, ale niczego nie wykluczam. 

To będzie zupełnie nowy utwór, czy tchnęliście nowe życie w jeden z hitów mamy?

To będzie coś absolutnie nowego. Myśleliśmy nad tym, czy nie odświeżyć jednego z utworów. Mieliśmy wiele możliwości. Długo się zastanawialiśmy, zanim zaczęliśmy działać. W końcu uznaliśmy, że po co coś remiksować, skoro można zrobić coś nowego. 

Mery Spolsky zagrała koncert w Gdańsku
Mery Spolsky zagrała koncert w Gdańsku Źródło: Co Za Tydzień

Leon Myszkowski o karierze

Ty chyba lubisz próbować nowych rzeczy. Prawdziwy człowiek renesansu: wydałeś książkę kucharską, zajmujesz się muzyką, działałeś jako youtuber, chodziłeś po wybiegu... 

Byłem młody, miałem dużo różnych wizji. Jak każdy młody człowiek szukałem siebie. W końcu znalazłem. Będę miał co opowiadać dzieciom (śmiech). Miałem kilkanaście lat, dorastałem, zastanawiałem się, co chcę robić w życiu. Dziś nie przywiązuję już wagi do tych aktywności sprzed lat. 

Zacząłeś gotować bardzo wcześnie. Nie myślałeś, żeby iść, nie wiem, do "Masterchefa"? Otworzyć własną restaurację? Rozwijać się w tym kierunku?

Był kiedyś taki pomysł. Chciałem iść do "Masterchefa". Uczyłem się gotować od taty i męża siostry mojej mamy, Miszy. Mój brat też świetnie gotuje, poszedł do szkoły gastronomicznej. Ogólnie w naszym domu gotują głównie mężczyźni (śmiech), ale nie dotarłem na casting i teraz to się chyba nawet z tego cieszę, że tak się stało. 

Leon Myszkowski podczas promocji swojej książki "Kuchnia Leona"
Leon Myszkowski podczas promocji swojej książki "Kuchnia Leona" Leon Myszkowski podczas promocji swojej książki "Kuchnia Leona" Źródło: MWMEDIA/Piotr Andrzejczak

Dlaczego?

Bo związałem się z muzyką. To nie było tak, że od razu trafiłem do klubów. Zacząłem grać najpierw na dyskotekach szkolnych. Potem na mikołajki dostałem sprzęt, taką małą konsolę. Na niej uczyłem się grać. Poszedłem do szkoły DJ-skiej, gdzie nauczyłem się podstaw, dostałem certyfikat. Ale same podstawy nie robią z ciebie DJ-a. Skończyłem kolejne kursy, uczyłem się na płytach winylowych. Miałem świetnych nauczycieli. Do dzisiaj mam z nimi kontakt. 

To, że pasję do muzyki "wyssałeś z mlekiem matki", w ogóle mnie nie dziwi. Ale czy ty, wiedząc, jak wygląda życie na świeczniku, nie bałeś się wkroczyć w ten świat show-biznesu? 

Jak byłem młodszy, wydawało mi się to fajne. Nie do końca rozumiałem, na czym świat stoi. Patrzyłem na show-biznes przez różowe okulary, ale dziś nie zależy mi na tym, żeby być jego częścią. Udzielam się wtedy, kiedy mam coś do zaoferowania. Byłem na Gali Mistrzów Sportu, żeby zobaczyć, kto wygra. Zaprosili mnie ściankę, zrobili zdjęcie, ale nie należę do grona osób, które muszą być na otwarciu każdego sklepu i wszystkich branżowych eventach. To nie jestem ja. Wiem, że trzeba się czasem pokazać, ale niekoniecznie identyfikuję się z tym środowiskiem. 

W szkole zazdrościli ci, że twoja mama jest gwiazdą?

Były plusy i minusy. Niektórzy ze względu na znaną mamę oczekiwali ode mnie więcej, inni z tego powodu dawali fory. Nie miałem ciężko jako dziecko. Nie zamierzam na to narzekać. Było, jak było. Ciepło wspominam szkołę, chociaż nie lubiłem do niej chodzić (śmiech). Zawsze chodziłem do szkół sportowych, dopiero w liceum to się zmieniło. Lubiłem sport, chociaż, biorąc pod uwagę to, jak wyglądałem w wieku 18 lat, może być trudno w to uwierzyć. Ale tak było. Naprawdę. 

Leon Myszkowski metamorfoza

Przeszedłeś ogromną metamorfozę. Co się stało, że nagle powiedziałeś "dość" niezdrowym przyzwyczajeniom i zacząłeś walkę o siebie?

Jak stałem się dorosły, pojawiły się możliwości, których nie miałem, jak byłem niepełnoletni. Czyli imprezy, niezdrowe jedzenie. Nie prowadziłem higienicznego trybu życia. Skończyło się to tak, że zrobiłem się gruby. Chodziłem niby na siłownię od czasu do czasu, ale nie trenowałem tak naprawdę. W pewnym momencie stanąłem przed lustrem i pomyślałem sobie: jesteś za gruby, trzeba coś z tym zrobić. Moi rodzice, może nie naciskali, ale dali mi do zrozumienia, żebym wziął się za siebie, bo potem mogę mieć z tym problem. W życiu trenowałem wiele sportów: piłkę nożną, pływanie, koszykówkę, ale żaden z tych sportów nie przyciągnął mnie na tyle, żeby został ze mną na dłużej. Poza piłką nożną, ale wiadomo — w piłkę grali wszyscy i wszyscy chcieli być jak Leo Messi. Dziś chcą być jak Robert Lewandowski. Kolega namówił mnie na tajski boks. Zapisałem się i zacząłem chodzić na treningi. Potem zacząłem ćwiczyć coraz częściej i wprowadziłem dietę ketogeniczną. Wiem, że ludzie się spierają, czy jest zdrowa, czy niezdrowa, ale mi ona bardzo odpowiada, polubiłem ją. Leci już trzeci rok, od kiedy ćwiczę. 

Pilnujesz się bardzo z jedzeniem?

Niekoniecznie. Dużo ćwiczę, więc nie muszę wprowadzać żywnościowego reżimu. Teraz zacząłem się odchudzać, jak każdy dwa miesiące przed wakacjami, bo chcę dobrze wyglądać na plaży. 

Leon Myszkowski jako DJ na imprezie Elle Man
Leon Myszkowski jako DJ na imprezie Elle Man Leon Myszkowski jako DJ na imprezie Elle Man Źródło: MWMEDIA/Jarosław Antoniak

Skoro znamy już "sekrety urodowe" Leona Myszkowskiego, nie mogę nie wrócić do pytania o te imprezy. Paparazzi nie dawali ci spokoju, co?

Zdarzyło się dwa razy. Raz pobiłem się przed klubem, ale w słusznej sprawie. Raz mi zrobili zdjęcie w klubie, jak piję alkohol. Faktycznie sensacja. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co mając 18 czy 20 lat, nie imprezował. Te nagłówki nie robiły na mnie wrażenia. To są nagłówki w tabloidzie. 

Spodziewałeś się, że będą za tobą jeździć?

Nie rozumiem, po co to robili. Gdybym coś zrobił złego, byłaby jakaś sensacja, jakiś temat... A tak? Wszystkie nagłówki można byłoby skrócić do: 18-letni chłopak pije wódkę. To jest żaden nagłówek, ale jak się doda "Syn Justyny Steczkowskiej łamie wszelkie zakazy". To jest głupota, a ludzie to łykają. Liczę, że paparazzi nie będą za mną jeździć, ale jak nie mają nic lepszego do roboty, to zapraszam. Na niczym mnie nie przyłapią. 

Myślisz, że można nie stracić prywatności, będąc częścią świata rozrywki?

Można. Wystarczy wyłączyć telefon, komputer i wyjechać gdzieś, gdzie nie ma ludzi. Teraz nie tylko popularne osoby nie mają prywatności. Nikt nie ma. Każdy ma w ręku telefon, są media społecznościowe. Ja korzystam z Instagrama, jak mi się podoba. Żaden ze mnie influencer. Nie nagrywam 150 InstaStories dziennie, nie opowiadam, że kran mi pękł w domu, albo że pies narobił na mój dywan. Raz zgodziłem się na promocję artykułu, z którego naprawdę korzystałem. I tyle. 

Piszą nie tylko o influencerze i DJ-u, ale i o agencie nieruchomości oraz początkującym modelu.

Pracuję w agencji nieruchomości, praca jak każda inna. Modelem był mój ojciec, ja raz wziąłem udział w pokazie mody ze względu na wynagrodzenie. Miałem 15 lat, dostałem opcję zarobienia pieniędzy — dla mnie wtedy to była duża suma. Ale nie złapałem bakcyla. Tata też mnie nie namawiał. 

A co z tymi nieruchomościami? Zająłeś się tym w czasie pandemii, kiedy nie mogłeś grać? 

To się zbiegło w czasie, ale nie od razu. Byłem jakiś czas bez pracy. To był trudny okres dla mnie, dla moich znajomych, dla całej branży. Ja miałem możliwość przetrwać, ale niektórzy moi koledzy musieli sprzedać sprzęt, wrócić do rodzinnych miejscowości. Próbuję swoich sił w branży nieruchomościowej. Raz idzie mi lepiej, raz gorzej. Zajmuję się wynajmem mieszkań, ale żaden ze mnie agent. Ci, którzy całe życie sprzedają domy i mieszkania, to są agenci nieruchomości. Ja jestem ewentualnie stażystą. Nie patrzę na siebie, jak na profesjonalistę w tej dziedzinie. To ciekawy zawód. To praca z ludźmi. Trochę tak, jak z graniem imprez. Jako DJ też obcuję z ludźmi — np. jak podchodzą do mnie i proszą, żebym zagrał Rihannę.

A jaka była najdziwniejsza prośba od uczestnika imprezy?

Wieczne prośby o disco polo. I to w takich klubach, w których jakbym zagrał disco polo, to menedżer wystrzeliłby mnie w kosmos (śmiech). 

Zdarzało ci się grać disco polo czasem?

Tak. Jak zaczynałem przygodę jako DJ, grałem na różnych imprezach, np. "40". Wtedy byłem bardziej "puszczaczem muzyki". Dostawałem playlistę od ludzi i grałem to, co sobie życzyli. Na szczęście dziś mam już ten komfort, że mogę grać, co chcę. Oczywiście jeśli przyjdzie do mnie ktoś z prośbą o utwór, który wpasowuje się w charakter imprezy, to go zagram. Ale liczy się dla mnie przede wszystkim dobro ogółu. Nie jestem na imprezie tylko dla tej jednej osoby, która mnie prosi o konkretny utwór, tylko dla wszystkich tych, którzy się na niej bawią. 

Ciebie często porównują do Allana Krupy, który też jest DJ-em. 

Wiem, a jemu bliżej do mojego brata niż do mnie. Może to wynika z tego, że obaj mamy ciemniejszą skórę, włosy i brązowe oczy (śmiech). Poznaliśmy się kiedyś na urodzinach pewnej influencerki, na której ja grałem, a on był jako gość. Ludzie szukają między nami konfliktu, ale niczego takiego nie ma. Prawie nie mamy ze sobą kontaktu. 

Szczerze mówiąc, nie planowałam pytać o konflikt... 

... Ale wiele osób o to pyta.

Bo wasze mamy kiedyś miały ze sobą "na pieńku". Pewnie dlatego.

Dla mnie to nie ma znaczenia. 

Dałeś na to dowód podczas tych samych urodzin. Tabloidy rozpisywały się o twojej rozmowie z Edytą Górniak

Rozmowa to może za dużo powiedziane. Zamieniliśmy kilka zdań, nawet nie pamiętam o czym. Edyta Górniak zaśpiewała po prostu do utworu, który grałem. Dla mnie była bardzo miła. Nic złego nie mogę powiedzieć. 

Kilka lat temu powiedziałeś, że nie wykluczasz muzycznej współpracy z Allanem Krupą. Wracam więc z tym pytaniem: jest szansa na wspólny utwór?

Gdybyś mnie o to nie zapytała, nie pomyślałbym o tym. Ja mam swoje plany wydawnicze, Allan ma swoje. Robimy teraz zupełnie różne rzeczy. Oczywiście nie mówię "nie", różnie życie się toczy. Na razie nie mamy nic takiego w planach. 

Leon Myszkowski o hejcie

Wspomniałeś o swoim młodszym bracie. Patrząc przez pryzmat własnych doświadczeń z mediami, nie martwisz się, że jego spotka to samo - paparazzi, hejterskie komentarze? Jesteś bratem, który rozkłada nad rodzeństwem parasol bezpieczeństwa?

Mi się nie chce czytać tych komentarzy, bo nie obchodzi mnie, co na mój temat myślą anonimowi ludzie w internecie, którzy większość życia spędzają z piwem na kanapie. Nie robię nikomu krzywdy. Nie robię nic złego. Nie przejmuję się tym za bardzo. 

Nigdy się nie przejmowałeś?

Jak byłem młodszy, to się przejmowałem. Myślałem o tym, co sądzi o mnie jakiś pan z jakiejś miejscowości. Dopiero potem sobie uświadomiłem, że tak naprawdę g*wno mnie to obchodzi. Niech sobie myśli co chce, a ja wiem swoje. 

No i twój brat jest teraz w tym wieku, że jeszcze może się przejmować.

Zmierzymy się z tym. Będę mu mówił, żeby się nie przejmował, jeśli to jest hejt, a nie konstruktywna krytyka. 

Ty przeczytałeś kiedyś komentarz, który sprawił, że się na chwilę zatrzymałeś?

Tak. Przeczytałem kiedyś krytykę, naprawdę mądrą, wtedy zacząłem się zastanawiać, czy coś zrobiłem źle. Wolę to, niż obraźliwe komentarze. Zawsze się zastanawiam, jak ktoś może coś takiego pisać? Co im siedzi w głowie? Czasem wydaje mi się, że ludzie wiedzą więcej o mnie niż ja sam o sobie. Tyle się dzieje na świecie, a ludzie wciąż są "żądni krwi". Wiem, że w ten sposób buduje się zainteresowanie, ale nie chciałbym robić tego w ten sposób.

To jakim jesteś człowiekiem? Zamknijmy ten temat, żeby ludzie się już nie musieli domyślać (śmiech).

Pogodnym. Raczej zabawnym (śmiech). Jak każdy mam czasem gorsze dni. To nie jest tak, że zawsze jestem szczęśliwy i zadowolony. 

Takim ludziom nie można ufać (śmiech).

No właśnie (śmiech). Jestem kontaktowy, bardzo lubię ludzi i potrafię z nimi rozmawiać. Człowiekiem jestem chyba całkiem okej. Nie robię złych rzeczy, nikogo nie krzywdzę. 

Za co jesteś wdzięczny?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jestem wdzięczny za to, że jestem zdrowy, że mam kochającą rodzinę, cudowną dziewczynę. Jestem wdzięczny za to, że nie mam na co narzekać. 

Leon Myszkowski o miłości

A skoro już jesteśmy przy temacie twojej cudownej dziewczyny... Po tym, jak pojawiliście się razem na ściance, media wyciągnęły wam różnicę wieku. Widziałeś nagłówki?

Tak.

Wkurzyłeś się?

Nie (śmiech). Ktoś to znalazł, wyciągnął, tyle. 

Gdzie się poznaliście?

Na imprezie walentynkowej. Poszedłem tam z kolegami. Wszyscy byliśmy samotni, więc poszliśmy się pobawić, żeby zabić to dosyć smutne i przygnębiające dla singli święto. Tam ją zobaczyłem i wydawało mi się, że ona na mnie patrzy. A że oboje jesteśmy lekko niedowidzący... (śmiech). To przyciągnęła mnie wzrokiem, podszedłem i zagadałem.

Leon Myszkowski z partnerką Ksenią i mamą - Justyną Steczkowską
Leon Myszkowski z partnerką Ksenią i mamą - Justyną Steczkowską Leon Myszkowski z partnerką Ksenią i mamą - Justyną Steczkowską Źródło: MWMEDIA/Andras Szilagyi

Wziąłeś numer i napisałeś kolejnego dnia jak w komedii romantycznej?

Tak, najpierw wziąłem numer, a potem konto na Instagramie. I zaczęliśmy rozmawiać. 

Nie było problemu z różnicą wieku? Z twojej strony? Albo ze strony Kseni?

Wiedziałem o tej różnicy wieku od początku, ale trochę ściemniłem... (śmiech). Miałem 19 lat, a powiedziałem, że mam 21. Bardzo rzadko odczuwamy różnicę wieku. Nie ma w związku z tym żadnych tarć. 

Dlaczego nie powiedziałeś, ile masz lat naprawdę?

A co miałem zrobić? Nie było innej drogi do jej serca. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. 

Myślisz, że gdyby wiedziała, ile masz lat, nie dałaby się wyciągnąć na randkę?

Nie wiem, co by się stało, ale wolałem nie ryzykować. Dlatego zagrałem bezpieczne karty (śmiech).

Jak to wyszło na jaw?

Kiedyś musiałem się przyznać. Przez chwilę było niezręcznie, ale miłość wygrała. 

Mieszkacie razem?

Tak. Mieszkamy u mnie. Dobrze nam się razem żyje. 

Kłócicie się o niezmyte naczynia?

Oboje mamy z tym problem. Chata czasem wygląda, jakby tornado przez nią przeszło (śmiech). Pozdrawiam naszą panią gosposię, to cudowna kobieta. 

Ksenia bała się spotkania z teściową?

Na pewno się trochę stresowała. 

Trochę? Sama teściowa "trochę stresuje", ale jak dodatkowo jest gwiazdą... 

Ona nie wiedziała, że moją mamą jest Justyna Steczkowska. Nie miała pojęcia, że jest gwiazdą. To była dla mnie wielka ulga tak naprawdę. Myślę, że dobrze, że tak wyszło. 

To skoro już jesteśmy w takim romantyczno-rodzinnym nastroju... Leon, jak wyglądają u was święta wielkanocne?

Gotujemy chyba to, co wszyscy. Święta spędzamy w rodzinnym gronie w domu. Nie chowamy jajek w ogrodzie, nie wręczamy sobie prezentów od "Zajączka". Zwykle jesteśmy wszyscy w rozjazdach, więc to świetna okazja, żeby po prostu ze sobą pobyć.

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: archiwum prywatne

Pozostałe wiadomości