Wywiady

Barbara Garstka o roli Beatki, pracy w meblowym i miłości. "Byłam w stanie przejść 30 km za chłopakiem"

Wywiady

Autor:
Kalina
Szymankiewicz
Źródło:
cozatydzien.tvn.pl
Barbara Garstka - aktorka, wokalistka, gwiazda serialu "Papiery na szczęście"

Barbara Garstka to odtwórczyni roli Beatki w serialu TVN7 "Papiery na szczęście". Postać intrygantki o dobrym sercu zapewniła artystce wielu fanów. Aktorka opowiedziała o postrzeganiu swojego zawodu w rozmowie z Kaliną Szymankiewicz z serwisu cozatydzien.tvn.pl.

Barbara Garstka o roli Beatki w "Papierach na szczęście"

Kalina Szymankiewicz, serwis cozatydzien.tvn.pl: Wciela się pani w postać Beatki w serialu TVN7 "Papiery na szczęście". Jak tę bohaterkę wyobrażali sobie scenarzyści, a co dodała pani do niej od siebie?

Barbara Garstka: Na początku dostałam taki opis tej postaci: mała intrygantka, manipulatorka, która prześladuje Adasia w serialu. Trochę mnie to przeraziło, wydawało mi się, że taka postać będzie irytować widzów. Ale tak to trochę działa, że w tym serialu każda postać była na początku tak mocno zarysowana. Wiedziałam, że z moją bohaterką trzeba coś później zrobić, aby nie była taka rozpuszczona, rozwrzeszczana. Pomyślałam sobie, że muszę dodać jej trochę lekkości, ubarwić ją, sprawić, aby widzowie ją polubili. Okazało się, że Beatka kradnie serca wszystkich aktorów na planie. Myślę, że udało się ją rozwinąć, pokazać też, że ma głowę pełną pomysłów. Udało mi się zrobić z niej taką ozdobę serialu.

Znalazłam w sieci taki komentarz: "No cudna jest, taka słodko-irytująca, nawet przesłodzona, najbardziej charakterystyczna postać w serialu". To chyba spory komplement?

Wszystkie poboczne postacie w serialu zawsze będą charakterystyczne. Tworząc bohatera, aktor otrzymuje zarys od scenarzysty czy reżysera. Mają oni za zadanie pilnować nas na planie, abyśmy szli z postacią w odpowiednim kierunku. Jednak uważam, że wszystko zależy od osobowości aktora. To my musimy przemielić przez siebie każdą postać, aby zyskała kolorów i charakteru.

W jakich rolach czuje się pani lepiej? Bliższa jest pani komedia czy dramat?

Zmienia się to z biegiem czasu. Rzeczywiście grałam dużo dramatycznych ról w szkole i w filmie. Jednak chyba bardziej kojarzę się ludziom z kimś pozytywnym, wesołym. Bo prywatnie taka właśnie jestem. W Polsce dużo jest ról dramatycznych, a mało jest ludzi, którzy potrafią naturalnie wejść w role komediowe. Wyzwaniem w Beatce z serialu "Papiery na szczęście" jest to, że trzeba być zawsze na full, na 200 procent ustawionym na planie. Trzeba mieć dużo energii do tej postaci, żeby ją wskrzeszać w danym momencie. Osobiście czerpię radość ze wszystkiego, co gram. Jednak cenię sobie różnorodność. Pracowałam już w 9 teatrach, trochę w dramatycznym, w komediowym, muzycznym. To mi daje największą satysfakcję, że mogę podążać w różnych kierunkach.

Czy to prawda, że role komediowe są dużo trudniejsze do zagrania?

Mogę to porównać do jazdy figurowej na łyżwach. Dziewczyna tańczy zwiewnie i lekko, a nikt nie ma pojęcia, ile włożyła w to pracy, ile w tym kunsztu. Tak samo jest w aktorstwie. To jest rzemiosło i trzeba się tego nauczyć i to później szlifować. W komediach liczy się szybkość, puentowanie, dialogowanie, reakcje. To na pewno wymaga doświadczenia.

W czym można naśladować serialową Beatkę?

Ma taką cechę, którą sama chciałabym posiadać. Ta postać bardzo szybko potrafi znaleźć pozytywny koniec jakiejś sprawy. Jak już się wydaje, że coś się jej wali na głowę, to nagle widzi tego jakieś pozytywne strony i bardzo szybko się ratuje. W każdej osobie widzi też sporo dobrego. Przez to, że jest taka naiwna, dostrzega w ludziach dużo dobrego. Każdemu daje szansę. Tego się można od niej nauczyć, bo ja jako Basia jestem bardziej ostrożna w rozpoznawaniu ludzi. Teraz tak czuję, bo kiedyś byłam bardziej zbliżona do Beatki. Ta dziewczyna to może taka Basia Garstka w wieku 17 lat. W tej postaci tkwi duży potencjał. Chciałabym ją rozwinąć. Beatka popełnia teraz wiele głupich błędów, ale myślę, że ma szanse jeszcze dorosnąć.

Każdy z nas chyba przeżywał taki etap w swoim życiu i może się z nią utożsamić.

Pisze do mnie bardzo dużo młodych dziewczyn, takich w wieku 12, 13 lat. Nigdy nie ignoruję takich wiadomości, bo żal mi dzieci w tych czasach. Tkwią w domach na zdalnym nauczaniu. Wiem, że dla nich ten serial to jest jakaś forma rozrywki. Staram się im odpisać i też podziwiam, że one się bardzo tym interesują, robią mi kolaże ze zdjęć. Widzę, że utożsamiają się z Beatką, która może być właśnie mentalnie na poziomie gimnazjalnym. Beatka kojarzy mi się z takim wesołym pieskiem, wystarczy ją przytulić i pogłaskać, a ona od razu przyleci i coś zrobi. I łatwo takiej osobie wybaczać.

Beatka łaknie miłości, a czy uważa pani, że o miłość należy walczyć za wszelką cenę?

Absolutnie nie (śmiech). Już się nauczyłam, że dosyć tego! Kiedyś zachowywałam się jak ona, robiłam jakieś plakaty, serca, chodziłam za tymi chłopakami, taka byłam zakochana. Wszystko byłam w stanie zrobić, przejść 30 km za chłopakiem. A teraz nic na siłę. Podążam raczej za myśleniem mojej babci, która mi zawsze powtarza, że lepiej być samemu niż z byle kim. To jest przesada, aby tylko jedna osoba walczyła o drugą. Musi być wymiana starań.

Dalsza część wywiadu poniżej. Barbara Garstka o sytuacji aktorów, pracy w sklepie meblowym w pandemii i polskich realiach.

Artyści warci uwagi według Małgorzaty Ostrowskiej
Artyści warci uwagi według Małgorzaty Ostrowskiej Małgorzata Ostrowska szczerze o polskich artystkach. Do jednej piosenkarki ma wyjątkowy sentyment.

Barbara Garstka o zawodzie aktora i warunkach pracy w Polsce

Chciałabym powrócić do sytuacji z listopada 2020. Wtedy zwróciła pani uwagę na sytuację, w jakiej znaleźli się aktorzy, zwłaszcza ci teatralni. Jak długo musiała pani pracować w sklepie meblowym, aby podreperować swoją sytuację finansową?

Na szczęście nie trwało to długo. Ale widząc, co się dzieje, od razu wzięłam sprawy w swoje ręce. Mój kalendarz z dnia na dzień robił się pusty. Teatry zostały zamknięte. Mieliśmy też jakieś propozycje grania za połowę stawki, co w ogóle było żenujące, bo płace w teatrach i tak są niskie. Mieliśmy zapomogi, na które niektórzy czekali nawet pół roku. Było to 2 tys. złotych, a tyle to ktoś za mieszkanie musi zapłacić, a co z innymi wydatkami? Rozglądałam się za pracą. Akurat to był nowy sklep meblowy, w którym poszukiwali pracowników, więc się zgłosiłam i wybłagałam szefową, aby przyjęła mnie na okres próbny. To był listopad i cały miesiąc chodziłam tam do pracy. Był to dla mnie ciężki czas, ale przynajmniej nie siedziałam z założonymi rękami. Wtedy też zorganizowano strajk artystów, który według mnie nic nie zdziałał, poza skandowaniem kilku haseł. Więc powiedziałam, co myślę.

Po tym, jak poinformowałam, że poszłam pracować do tego sklepu, nawet niektórzy aktorzy zadzwonili do mnie, oferowali pożyczki, fani też chcieli wspomóc mnie finansowo. Ale ja wszystkim tłumaczyłam, że nie o to chodzi. Nie chcę od nikogo jałmużny. Pojawiły się oczywiście hasła tego typu: "Aktorka poszła pracować do sklepu meblowego. Aktoreczko trzeba było zająć się czymś innym". Niezrozumienie naszego zawodu w tym kraju jest ogromne. Dlatego też współpracowałam z organizacją NNO (Nienieodpowiedzialni) i przeprowadzałam rozmowy z artystami, aby uświadomić ludziom, jak wygląda praca w zawodach artystycznych ogólnie, jak dochodzi się do sukcesu w tej branży. Bo całe życie się na to pracuje. Później na szczęście Marta Kownacka obsadzała film "Teściowie" i zaproponowała mi tam małą rolę, więc w grudniu mogłam już wrócić na plan i rozstałam się z salonem meblowym. Nie wiedziałam, na jak długo i co będzie dalej. Ale wychodzę z takiego założenia, że mam ręce i dwie nogi i zawsze sobie poradzę, jak nie tu, to tam. Coś zawsze się znajdzie, ale też nie o to chodzi, bo aktorzy chcą pracować w swoim zawodzie i mieć zapewnione warunki opieki i ochrony.

Wyobrażam sobie, że dla aktorki teatralnej rozpoczęcie pracy jako sprzedawcy było jednak dużym utrudnieniem, trafiła pani do zupełnie innego świata.

W każdym zawodzie trzeba się czymś wykazać. Ja muszę spełniać się na scenie i przed kamerą. Nie wyobrażam sobie siebie w innym zawodzie. Bardzo lubiłam pracowników z tego salonu, ale przychodzenie tam było dla mnie ciężkie. Nie byłam przystosowana do pracy z komputerami, musiałam wdrażać się w jakieś systemy. Zostałam wyjęta z innego świata. Taki sprzedawca czy ktokolwiek inny też czułby się nieswojo na scenie. Ja całe życie przygotowywałam się do tego, aby grać, śpiewać, tańczyć.

Czy w Polsce są warunki do tego, aby być spełnionym aktorem?

To temat rzeka. Ambicje twórców zawsze są duże i chcielibyśmy robić jeszcze więcej. Nie zawsze w tej branży wszystko jest sprawiedliwie rozdane. Dużo zależy od pieniędzy i producentów. Talent też nie wystarcza. Trzeba mieć kontakty, znajomości, przede wszystkim dużo szczęścia. Witałam się z głównymi rolami, przez lata utrzymywano, że robimy film, a nagle okazywało się, że jest problem z funduszami.

Bierze pani udział w castingach do zagranicznych produkcji?

Brałam udział w castingu w Manchesterze do drugiej części filmu "Trainspotting". Dotarłam do trzeciego etapu, ale moja agentka działa w Polsce i nie mam dużego dostępu do zagranicznych projektów. Na pewno trzeba zapisać się tam do agencji i spędzić trochę czasu. Życie aktora to nieustanny casting. Otrzymałam propozycję pracy w teatrze we Włoszech, ale nie przyjęłam jej ze względu na inne zobowiązania w Polsce.

W Stanach na planach filmowych pojawiają się specjalne osoby, ktoś w rodzaju coacha czy psychologa. Pomagają aktorowi wejść i wyjść z roli, a także dbają o komfort jego pracy. Czy to powinno być normą również w Polsce?

Po tej całej fali mobbingowej dobrze, że mówi się głośno o traktowaniu ludzi na planach filmowych i nie tylko. Przy produkcji filmu "Wszyscy moi przyjaciele nie żyją" mieliśmy takiego coacha, było czuć ten amerykański system. Tłumaczono nam, co można na planie, a czego nie. W Polsce nie jest to jeszcze norma, ale podoba mi się takie wsparcie. Dobrze jest wiedzieć, kiedy nie można przekroczyć jakiejś granicy. Jednak aktorstwo właśnie polega na przekraczaniu granic. Artysta musi się jakoś otworzyć. Ale wiadomo, że chodzi o zupełnie inne sytuacje. Dlatego przydałby się coach, aby wyznaczać granice, ustalać, gdzie jest mobbing, a kiedy np. reżyser pobudza aktora do roli. Niestety nadal nie mamy pieniędzy na rozwój naszej kultury. Toczymy walkę o każdą złotówkę. Cięcia widać w kostiumach, a produkcja raczej nie myśli o zatrudnianiu takich psychologów na planie. Ale myślę, że powoli idziemy do przodu.

Barbara Garstka Źródło: Fot. Jarosław Niemczak

Przeczytaj więcej:

Autor:Kalina Szymankiewicz

Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Źródło zdjęcia głównego: Fot. Jarosław Niemczak

Pozostałe wiadomości