Kulisy nowej ekranizacji "Lalki". Co o nadchodzącym hicie mówią twórcy i obsada? "Powinno się ją ekranizować co kilkadziesiąt lat"
Gwiazdorska obsada i tekst, któremu nie sposób odmówić
Decyzja o wzięciu udziału w nowej ekranizacji Prusa była dla występujących w niej aktorów naturalnym wyborem. Andrzej Seweryn, wcielający się w postać Tomasza Łęckiego, podkreślił w rozmowie z Olivierem Janiakiem, że praca z wybitną literaturą i sprawdzonym reżyserem nie pozostawiała wątpliwości:
Jeżeli mamy do czynienia z tak wspaniałym autorem jak Bolesław Prus, z tak wybitnym utworem jak "Lalka" i z tak interesującą postacią jak Tomasz Łęcki, a całe przedsięwzięcie reżyseruje ktoś taki jak Maciej Kawalski, z którym miałem przyjemność pracować przy "Niebezpiecznych dżentelmenach", to nad czym tu się zastanawiać? Człowiek od razu jest gotowy i razem skaczemy do tego basenu, przekonani, że jest w nim dużo wody- wyznał aktor.
Do uniwersalnego charakteru powieści odniósł się również Cezary Żak. Aktor zwrócił uwagę, że klasyka polskiej literatury zasługuje na regularne przenoszenie na ekran.
Mam nadzieję, że uda nam się połączyć te dwie rzeczy. Promocja jest oczywiście potrzebna, chociaż myślę, że ten film nie wymaga jej aż tak wiele. Publiczność w Polsce bardzo czeka na dwie "Lalki". Niezmiernie się cieszę, że powstały obie, ponieważ sam z wielką chęcią je obejrzę. Uważam, że za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat "Lalka" zostanie zekranizowana ponownie. To niezwykle uniwersalna, głęboka i mądra powieść, dająca aktorom ogromne możliwości. Zdecydowanie powinno się ją ekranizować co kilkadziesiąt lat- powiedział.
Trzy lata intensywnych prac
Przygotowanie widowiska tej skali wiązało się z ogromnym nakładem sił. Jak zdradził producent Radosław Drabik, powstawanie filmu zajęło łącznie trzy lata, z czego ostatni rok oznaczał pracę po kilkanaście godzin dziennie dla setek osób tworzących ekpipę.
To projekt z kosmosu, a takich filmów w Polsce się nie robi. Mamy niezwykle gwiazdorską obsadę, z wisienką na torcie, czyli Markiem Kondratem. Łącznie trzy lata, przy czym przez ostatni rok pracowaliśmy codziennie po kilkanaście godzin. To efekt pracy setek osób. Myślę, że czegoś takiego jeszcze w Polsce nie było.- przyznał.
O procesie twórczym i nadchodzącym momencie weryfikacji przez widzów opowiedział także reżyser Maciej Kawalski. Twórca wspomniał o zespołowej energii, która towarzyszyła ekipie zarówno na planie, jak i na etapie montażu, prowadzonym we współpracy z Przemysławem Chruścielewskim.
To mieszanina wielu ambiwalentnych uczuć. Zawsze wiąże się zarówno z lękiem, nadzieją i paraliżem, jak i z pewnego rodzaju pracą detektywistyczną. Wspólnie z montażystą, wybitnym Przemkiem Chruścielewskim, spędziliśmy nad filmem niezliczone godziny. Z niektórych rozwiązań byliśmy bardzo zadowoleni, inne wydawały nam się niepewne, po czym widzowie mówili nam, że odbierają je dokładnie odwrotnie. To, co nam wydawało się świetne, okazywało się zupełnie niezrozumiałe, a coś, co przyszło nam z łatwością, nagle bardzo się podobało. Ta zespołowość filmu jest niezwykle ciekawa. Nie jest to dzieło jednej osoby, która zamyka się w gabinecie, znika na rok, a potem mówi: „Patrzcie, oto efekt”. Dzień po dniu trwa ciągła wymiana: na planie, w pracy z operatorem, podczas montażu czy we współpracy z kompozytorem. Bardzo lubię ten proces.- opisał reżyser.
Premiera filmu "Lalka" odbędzie się już 30 września, kiedy to kinowa publiczność będzie mogła ocenić efekt wielomiesięcznej pracy czołowych polskich twórców filmowych.