Maja Ostaszewska i Ignacy Liss o serialu "Proud"
Maja Ostaszewska w rozmowie z "Co za Tydzień" powiedziała:
- Widzimy młodego chłopaka, który cieszy się życiem, ma bardzo hedonistyczny stosunek do życia i nagle tragiczne wydarzenie sprawia, że odkrywa w sobie pokłady odpowiedzialności, gotowość do tacierzyństwa. Bardzo to jest piękna historia i taka, która tutaj opowiada oczywiście o walce o prawo do adopcji młodego geja w naszym kraju, ale tak naprawdę to jest po prostu historia o drodze do jakiejś odpowiedzialności, o przemianie, o czułości. Świetne są relacje te przyjacielskie właśnie w grupie naszych młodych aktorów. Z wielką radością uczestniczyłam w tym projekcie. Była wspaniała atmosfera na planie i jak patrzyłam też na ich sceny, bardzo, bardzo mi się to podoba. Ignacy stworzył piękną rolę, absolutnie - mówiła aktorka.
Ignacy Liss w rozmowie z nami dodał:
- Myślę, że każdy aktor chciałby mieć taką szansę, żeby zagrać postać, główną postać w takim serialu, który jest tak naprawdę głębokim studium człowieka i jego charakteru, ale jego słabości, jego przemiany, to są takie same smaczki dla człowieka, który po prostu fascynuje się właśnie drugim człowiekiem, by znaleźć w sobie te pokłady wrażliwości. Mówię tutaj o tym, że Filip ma inną orientację niż ja i było to coś wspaniałego po prostu. Dużo mnie to nauczyło - mówił.
Maria Sobocińska dodała:
- Nie myślę, że to będzie edukacyjny serial, ale to, co mi się podoba, to właśnie, że on nie narzuca tego sposobu myślenia, że musicie myśleć w ten sposób, bo to często działa na odwrót, prawda? Tylko, że on pokazuje różne punkty widzenia i mam nadzieję po prostu, że jeżeli ktoś otworzy głowę i zobaczy całość, no to właśnie sobie jakieś swoje zdanie wyrobi - zaznaczyła aktorka.
Kamil Studnicki wyznał:
- Jestem dumny, że ten serial powstał. Myślę, że jest to jeden z najlepszych seriali polskich ostatnich lat. Jest bardzo prawdziwy, jest bardzo empatyzujący, ale też taki nie dający taryfu ulgowej dla bohaterów i wciągający i taki, kurczę, wzruszający - mówił.
Reżyser Karol Klementewicz dodał:
- W ogóle to nie jest kij w mrowisko, to po prostu jest ciekawa opowieść o miłości. To jest kino familijne, tak naprawdę - dodał.