Wywiady

Anna Dec dostała program, będąc już w ciąży. "Wahałam się, czy o tym mówić"

Wywiady

Autor:
Anna
Pawelczyk-Bardyga
Niedawno w TVN Style pojawił się jej pierwszy program "Skarby z szafy"

Anna Dec niedawno zadebiutowała w nowej dla siebie roli. Popularna pogodynka dostała własny program "Skarby z szafy", a chwilę wcześniej dowiedziała się, że znów jest w ciąży. Dziś razem z córeczką i mężem oczekują na kolejnego członka ich rodziny. - Cieszę się tym stanem, ale zdaję sobie sprawę, że wszystko może się wydarzyć - powiedziała w rozmowie z Anną Pawelczyk-Bardygą.

Annę Dec znają wszyscy widzowie telewizji TVN. Zawsze uśmiechnięta pogodynka skradła serca fanów otwartością, pozytywną energią i szczerością. 33-latka nigdy bowiem nie owijała w bawełnę i na swoim Instagramie potrafiła pisać nawet o najtrudniejszych dla niej chwilach. Niedawno Anna Dec zadebiutowała też w nowej dla niej roli i została gospodynią programu "Skarby z szafy", a chwilę wcześniej pochwaliła się, że oczekuje narodzin dziecka. W rozmowie z nami opowiedziała o spełnianiu marzeń, ciążowych zachciankach oraz o stracie, z jaką przyszło jej się zmierzyć.

Anna Dec dostała program. "Przez całe życie do wszystkiego dochodziłam sama"

Anna Pawelczyk-Bardyga, cozatydzien.tvn.pl: Na TVN Style zadebiutował właśnie program "Skarby z szafy", którego zostałaś prowadzącą. Jak się czujesz w tej nowej dla ciebie roli?

Anna Dec: Prowadzenie własnego programu to było moje marzenie i dzięki temu mogę rozwinąć skrzydła, pokazać z innej strony. Mogę śmiało powiedzieć, że wychowałam się trochę na TVN Style i w jakiś sposób kształtowało to moje postrzeganie dojrzałej kobiecości, dojrzałe dyskusje na kobiece tematy. Często komentowałyśmy to z mamą. Trochę przywołałam ten program, ponieważ dwa lata temu złożyłam propozycję bardzo rozbudowanego formatu, który też nawiązywał do mody z drugiej ręki. Mówiłam, że chciałabym dać kobietom wskazówki, jak wyszukiwać takie modowe perełki dobrej jakości w second-handach: stacjonarnie oraz w sieci. Bardzo się cieszę z tej nowej roli, bo zawsze czułam do tego powołanie. Przez całe życie do wszystkiego dochodziłam sama, więc wiem, że realizacja marzeń zajmuje sporo czasu. Ale co trudniej przychodzi, na co dłużej się pracuje, jest trwalsze.

Coś cię szczególnie zaskoczyło?

Lubię wspierać ludzi, rozmawiać z nimi. We wczesnej młodości przeszłam naprawdę wiele. Nie byłam akceptowana przez rówieśników, nie czułam się lubiana, a dorosłe życie to zweryfikowało. Bycie sobą procentuje. I tu spotkałam się z tak dużą sympatią: nieważne czy to na planie, czy w odbiorze widzów. To było niezwykłe i nawet mówiłam do męża:  "Kochanie, to takie strasznie miłe, fajne, że kurczę, ci ludzie mnie lubią taką, jaka jestem". Gdybym miała kalkulować i zastanawiać się na potrzeby programu, jaka mam być, to bym się dusiła. Nie umiem nie być sobą i być może też dlatego, tak szybko idą nam zdjęcia. Cieszę się, że spotyka się to z tak ciepłym przyjęciem, mimo że w rodzinnych stronach moja nadmierna szczerość i chęć do konfrontacji zdań spotykała się z chłodnym przyjęciem. A ja tak lubię dyskutować. I naprawdę lubię trudne tematy, trudne rozmowy i to, że nie zawsze ludzie się ze sobą zgadzają. Nie każdemu to jednak odpowiada. Tu muszę nauczyć się bardziej odpuszczać. To nie jest tylko program o ciuchach. Odwiedzam ludzi, rozmawiam z nimi, poznaję ich i to, jak żyją. Rozumiem, że nasze gusta mogą się różnić. Cieszę się, że to wszystko nie skupia się tylko na sprzedaży, ale także na realizacji marzeń. Mogę pokazać tu w końcu więcej siebie, ponieważ w prognozie pogody nie ma na to przestrzeni. To zbyt sprecyzowane informacje. 

Program promuje racjonalne podejście do mody i świadome zakupy - wybieranie produktów z drugiej ręki. Sama w życiu prywatnym też po takie sięgasz?

Rynek odzieży z drugiej ręki znam doskonale, lubię i od lat praktykuję. Moda mnie fascynuje, ale nie tylko ta najnowsza. Bardzo lubię rzeczy, które mają wiele, wiele lat. To jest inna jakość i duch innej epoki. Wybierając ubrania sprzed wielu dekad, czuję inny styl życia, jego celebrację i inne podejście do relacji międzyludzkich. To dla mnie swego rodzaju kapsuła czasu i zakładając takie rzeczy, czuję się po prostu dobrze.  Ciuchy są dla mnie machiną podróży w czasie. Kocham modę, ale nie jestem w stanie wydawać na nią wszystkich oszczędności. Lubię rzeczy dobrej jakości i marki premium, ale staram się, by takie inwestycje były jednak z drugiej ręki. Mając córkę, łatwiej się kupuje takie perełki, wiedząc, że kiedyś się jej to zostawi (śmiech). Podczas ostatniego nagrania bardzo mnie zainspirowała jedna bohaterka, która też kocha vintage, ma wyczucie trendów, wykształcenie związane z modą, świetnie komponuje szafę i kupiłam u niej dwie sukienki. To nie pierwsza taka sytuacja w programie, co jest jego nieoczekiwaną zaletą.

Olga Buława o samopoczuciu w ciąży
Olga Buława o samopoczuciu w ciąży Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Anna Dec jest w ciąży. "Damy radę zmierzyć się z każdym scenariuszem"

W czasie nagrań dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży, a niedawno pochwaliłaś się tym na Instagramie. Jak na te wieści zareagowali twoi koledzy i koleżanki z planu?

O ciąży dowiedziałam się jeszcze przed propozycją prowadzenia programu. Teraz już jest teoretycznie ten bezpieczny czas, ale nauczona doświadczeniem podchodzę do tego bardzo ostrożnie. Cieszę się tym stanem, ale zdaję sobie sprawę, że wszystko może się wydarzyć. Wiara pozwala nam zaufać, że damy radę zmierzyć się z każdym scenariuszem. Ze strony pracodawcy jest duże zrozumienie, duża radość. Czuję to wsparcie od samego początku, tym bardziej że dostałam szansę poprowadzenia programu. Wahałam się na początku, czy o tym mówić, ale chciałam być fair. Postawiłam jednak warunek i powiedziałam: "Błagam was, nie traktujcie mnie jak jajka. Znam swoje siły, potrafię też wszystko oszacować. Kocham swoją pracę, ale kiedy będę czuła się źle, to nie będę tego ukrywać. Nie dawajcie mi forów z tego powodu". Nie ukrywam, że nie lubię być w ciąży. Chociaż nie mam za bardzo, na co narzekać, to nie jest to mój ulubiony stan, a dzięki pracy czas płynie mi zdecydowanie szybciej. Lubię żyć aktywnie, a to w jakiś sposób wymaga jednak powściągliwości. 

Sport i aktywność fizyczna to jedno, osobnym tematem jest natomiast dieta. W czasie ciąży miewasz zachcianki, czy może pilnujesz tego, co masz na talerzu?

Jeśli chodzi o zachcianki, to w większej mierze wyciszyłam je dawno temu, gdy dowiedziałam się, że choruję na Hashimoto i nauczyłam się zdrowo jeść. Wiele osób od lat wie, że też wspieramy codzienną dietę sprawdzonym cateringiem. To mi pomogło zmienić nawyki żywieniowe i jest takim pewnym dostarczeniem zdrowych posiłków. Stąd może jest też to zaspokojenie różnych zachcianek i różnorodność posiłków. Zdarza mi się jednak mieć ogromną ochotę na domowe jedzenie i potrawy, które jadłam w dzieciństwie np. rosół ze śmietaną i octem. Jem też dużo sałaty z rzodkiewką na słodko: z erytrytolem, cytryną i jogurtem. Oprócz tego do chrupania dużo warzyw, przeciery pomidorowe, dobrej jakości sery i twarogi, czyli naturalne i nieskomplikowane jedzenie. Od zwykłych słodyczy jest mi niedobrze, na lody rzadko mam ochotę. Nie mam w tym stanie szczególnie wielkiego apetytu i czasem trochę zmuszam się do jedzenia. Wolę jeść mniejsze porcje, ale częściej. Niecierpliwie czekam na sezon na chłodniki.

To pewnie dlatego wciąż zachwycasz figurą.

Dziękuję (śmiech), ale przy pierwszej ciąży też tak jadłam, a finalnie przez hormony przytyłam 30 kilogramów. Dosyć łatwo było mi natomiast to zrzucić przy karmieniu piersią. Nie mam też problemów z rozstępami, które zawsze mi się podobały i myślałam, że będę je miała - tak jak moja mama. Bardzo mi się podobają szczególnie latem, gdy mama się trochę opali. Są wtedy takie ładne i jasne. Budzi to we mnie dużo ciepłych emocji  oraz uczuć, dlatego nie dbam o to, żeby ich nie było. Na razie jednak się nie pojawiają. Trochę ich wypatruję, ponieważ chciałabym mieć taką pamiątkę po ciąży. Choć używam kosmetyków pielęgnacyjnych, ale to z wyrobionego nawyku od dziecka. Podkradałam mamy balsamy i czułam się małą kobietką i po każdej kąpieli stosowałam balsamy. I tak już zostało.

Te pierwsze miesiące już za tobą, więc nie mogę nie zapytać: znacie już płeć maluszka?

Znamy, ale jeszcze nie powiemy (śmiech). Jeszcze może sytuacja zaskoczyć. Ale imię też jest już wybrane, ponieważ kiedyś mi się przyśniło. To było na samym początku ciąży i dlatego też czułam, kto to może być w tym moim brzuchu. Zaufałam i rzeczywiście, będzie dokładnie tak, jak we śnie. Ono samo je sobie przyniosło.

Anna Dec szczerze o stracie dziecka. Córka ją zapytała: "czy dzidzię to bolało?"

Nie tak dawno przyznałaś, że straciłaś ciążę…

Wtedy rokowania od samego początku nie były dobre. Ludzie lubili natomiast plotkować, informować o tym przede mną i za mnie, bez totalnej wrażliwości i zrozumienia. Stwierdziłam, że powiem o tym i na wypadek najgorszego, nie chcę udawać, że tego Istnienia nie było. Też trochę po to, by zapamiętać ten czas, ponieważ nie odbieram go tylko jako straty, ale też jako błogosławieństwo, że to dziecko mogło być przez ten krótki okres z nami. Ono zawsze z nami będzie. Nasza córeczka też o tym wie. 

Strata ciąży to bardzo trudny temat nie tylko dla matki, ale również dla dziecka. Jak rozmawiałaś o tym z Zuzią?

Od samego początku rozmawialiśmy z nią bardzo szczerze. Tłumaczyliśmy jej, że ciąża to tylko etap, kiedy jest szansa, że urodzi się dziecko, ale mogą na to wpłynąć różne czynniki i choroby. Stanie się i tak to, co jest nam pisane. Mówiłam: "Zuzka, to nie jest gwarancja, że dziecko się urodzi". Niestety była przy mnie w tym najgorszym momencie, gdy dowiedziałam się, że serce dziecka przestało bić. Słyszała mój płacz, widziała moją reakcję, ale bardzo mnie wspierała. Razem z mężem oczywiście. Mówiła, że jestem fajną i dzielną mamą. Pytała tylko, czy dzidzię to bolało. Cały czas pielęgnujemy pamięć o tym dziecku, nie chcemy o nim zapomnieć i czujemy, że w jakiś sposób do nas wraca, a przynajmniej jego cząstka.

Swoją historią podzieliłaś się na Instagramie. Domyślam się, że ten krok też nie był łatwy, a mimo to zdecydowałaś się na niego.

Życie od dziecka mnie hartowało. Przeżyłam dużo trudnych i też traumatycznych chwil. Wiem też, że trudne momenty w życiu nas bardzo kształtują i to, jak sobie z nimi radzimy. Mam w sobie dużo siły, nie boję się wyłamywać i głośno mówić o swoich przeżyciach, nie lukrować nadmiernie rzeczywistości. Sztuką jest podnosić się z tego wszystkiego. Miłość i wiara są kluczowe w moim życiu i dają mi ogromną siłę w tych trudnych momentach, które wiem, że też muszą się wydarzyć. Czuję jakąś wewnętrzną moc, by mówić o takich przeżyciach i absolutnie nie boję się oceny. To nie jest też szukanie atencji, ponieważ wiele kobiet pisało do mnie z podobnym problemem i chciało, bym zajęła konkretne stanowisko. Wtedy nie wyobrażałam sobie tego. Mimo że mam wysoką empatię, to nie przeżywając tego samego co one, nie mogłam mówić ich głosem. Czułam, że coś takiego mnie spotka, bałam się tylko na jakim etapie. Ufałam w to, że dostanę tyle, ile będę w stanie znieść. Tak się też wydarzyło. Stwierdziłam, że mogę o tym powiedzieć. Chciałam pokazać, że życie bywa przewrotne i że zawsze trzeba wstać z kolan. To boli, bardzo dotyka i może przydarzyć się każdemu: bez względu na możliwości czy status społeczny. Dostawałam potem wiadomości od wielu kobiet, które wykrzyczały w końcu swoją złość i powiedziały wprost o traumie, bo często nawet nie informowały o tym swoich rodzin, bojąc się stygmatyzacji. Wiele osób nie chce o tym mówić, ponieważ zaraz pojawiają się głosy, że zwracamy na siebie uwagę. To nie o to chodzi. Trudnym emocjom zawsze trzeba dać ujście. Mnie po tym wyznaniu było dużo lżej. 

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie tutaj.

Autor:Anna Pawelczyk-Bardyga

Źródło zdjęcia głównego: ANDRAS SZILAGYI/MWMEDIA

Pozostałe wiadomości