Twórcy filmu "Lalka" o kulisach pracy na planie
Bogactwo literackie i wspaniali bohaterowie prozy Prusa to inspirujące i niecodzienne wyzwanie dla aktorów. Maria Dębska, która wciela się w postać Kazimiery Wąsowskiej powiedziała:
- Marzyłam o takim filmie, nie wiem – idąc do szkoły teatralnej – żeby w czymś takim wziąć udział, ale dla mnie przede wszystkim ten film jest okazją do jakiegoś takiego międzypokoleniowego spotkania, że na planie jakby zderzyły się różne pokolenia aktorów – nasi idole, ludzie, z którymi nigdy byśmy się nie spodziewały, że zagramy. Mnie to wzrusza, jestem wdzięczna i mam ogromną radość - mówiła aktorka. Kamila Urzędowska zaznaczyła:
- Ja się spodziewałam, że będę grała z takimi nazwiskami – z tymi pisanymi w gwiazdach: sława, pieniądze i wszystko. Tak w formie żartu, ale czuję ogromną radość. I faktycznie to, co powiedziałeś – że to jest wdzięczność, że to się wydarzyło – bo chyba jeszcze w trakcie kręcenia filmu nie czułam wdzięczności, bo czułam zbyt dużą odpowiedzialność za to, że muszę dowieść tę rolę - dodała. Kamila Urzędowska zdradziła, czy czuje na sobie presję kreacji wielkich ról Beaty Tyszkiewicz i Małgorzaty Braunek. - Przede wszystkim cały czas powtarzam sobie ten wniosek, że to my, twórcy tutaj, którzy siedzimy, którzy tam się spotkaliśmy, tworzymy ten film i dlatego on będzie naszym filmem. Oczywiście rozumiem, że każdy człowiek, który obejrzał poprzednie ekranizacje, ma do nich sentyment, ale nie ma sensu odtwarzać tego, co już było, bo my żyjemy w danych okolicznościach – tu i teraz - dodała. Olivier Janiak zapytał:
Macie takie poczucie, że widz dziś tego potrzebuje, tej historii sprzed dwóch wieków, no i że to jest taka opowieść, która w nas będzie wciąż rezonować? Jeśli tak, to z jakich względów?
Maria Dębska powiedziała:
- Myślę, że totalnie widz tego potrzebuje, bo po pierwsze ten film jest bardzo o miłości. I ta książka jest bardzo o miłości – i nie wiem, czy jest jakaś bardziej uniwersalna rzecz na świecie niż miłość, bo tak samo ludzie się zakochiwali i tak samo byli nieszczęśliwi lub szczęśliwi lata temu, dziś i będą zawsze. Ale ja mam też jakąś taką dziką przyjemność z tego, że te dwie "Lalki" już były, ale że ta jest nowa. I mam młodsze siostry, które mi mówią – jak słyszę od dwudziestolatki, że to jest jej ukochana lektura – ja mówię: „A widziałaś film?” „A był jakiś film? No sorry.” Jakby to pokolenie Trimu i serialu nie oglądało, i to jest coś, co jest po prostu ważne - dodała aktorka. Mateusz Damięcki powiedział, dlaczego zainteresowała go "Lalka".
- Kręci, kręci. Jestem na takim etapie, że nie interesują mnie projekty, w których trzeba odcinać kupony. Nie interesują mnie projekty wygodne. Lubię, jak na plecach czuję oddech Wilhelmiego i Łapickiego. To są te klimaty, które ja w tej chwili doceniam. Lubię – wtedy coś się dzieje. Na takim etapie, nawet nieskończonym. Znajomy reżyser zastanawiał się, czy aby przypadkiem kadr zniesie trzy–cztery nazwiska w jednym ujęciu. I to jest niesamowite, jak Radek Drabik oraz Maciej Kawalski, czyli producent i reżyser, zażonglowali, zabawili się tą możliwością i tą świadomością, że tak można tę rzeczywistość naszą – teraz współczesną, polską, warszawską – przerzucić bezpośrednio do tego kina. I gra to fantastycznie - powiedział.