Wywiady

Monika Goździalska przekroczy granicę z Ukrainą. "Boję się, ale ja muszę pomóc"

Wywiady

Autor:
Dagmara
Olszewska
Monika Goździalska

Losy Moniki Goździalskiej śledzą każdego dnia tysiące osób. Modelka zdecydowała się właśnie stworzyć swoją małą "armię" i szybko wspomóc najbardziej potrzebujących w Ukrainie. "Strzały padają już jakieś 10 km od miejsca, które będziemy przekraczać. Wiem, że to nie jest bezpieczne. Ale życie jest jedno".

Monika Goździalska w rozmowie z Dagmarą Olszewską wyznała, dlaczego zdecydowała się na pomoc. W akcję ratunkową zaangażowały się już tysiące osób, w tym jej najbliżsi i dzieci. - Rozpiera mnie duma, gdy o tym myślę. Może nie są w pełni świadomi sytuacji, ale są świadomi pomocy. I ta wrażliwość na drugiego człowieka jest czymś, z czego z pewnością jako matka mogę być dumna - podkreśla.

Wojna w Ukrainie. Monika Goździalska zachęca do pomocy

Dagmara Olszewska, cozatydzien.tvn.pl: W kilka dni udało ci się zebrać niebywałą ilość najpotrzebniejszych artykułów. Ruszyła też zbiórka pieniędzy. Kiedy postanowiłaś się w to zaangażować? 

Monika Goździalska: Sytuacja była taka, że jechałam z moją koleżanką, żeby wyczyścić dom pod Warszawą i przygotować go dla uchodźców. Spojrzałyśmy na siebie i zgodnie stwierdziłyśmy, że to jednak za mało. Powiedziałam sobie, że to jest właśnie ten moment, żeby wykorzystać to, że ludzie mnie lubią. Wiedzą, jaka jestem i że pomagam wyłącznie z chęci niesienia dobra. Powiedziałam w mediach społecznościowych, że mam busa, którego mogę użyć do dostarczenia najbardziej potrzebnych rzeczy. Uruchomiliśmy zbiórkę, w niecałe 48 godzin uzbieraliśmy 100 tysięcy złotych. W tej chwili mamy niecałe 108 tysięcy, zapełnione dwa tiry, wsparcie policji, setki, a może już tysiące osób chętnych do pomocy.

Teraz największą potrzebą jest benzyna, ale jeśli będę musiała, to wykopię ją spod ziemi. Musimy ją mieć, bo jesteśmy osobami, które przekroczą granicę. Wszyscy pytają mnie, czy się boję. Boję się, oczywiście każdy się boi, ale ja muszę pomóc tam, po drugiej stronie. U nas już wszystko jest. 

Czy zamierzasz w jakiś szczególny sposób zadbać o swoje bezpieczeństwo przekraczając granicę?

Mamy kamizelki kuloodporne, mamy hełmy. Nie bardzo znam się na tym profesjonalnym nazewnictwie. Nigdy nie miałam na sobie takiej kamizelki. Oprócz tego będę miała ze sobą telefon, żeby szybko móc się kontaktować i tyle. Przejdziemy na drugą stronę. Z tego co wiemy, strzały padają już jakieś 10 km od miejsca, które będziemy przekraczać. Wiem, że to nie jest bezpieczne. Ale życie jest jedno. Jeśli teraz tego nie zrobię, to kiedy? Trzeba pomóc, po prostu. Umówmy się, jest dużo bezsensownych zbiórek. Zbiera się tony ubrań, które potem się walają. Potrzebne są najważniejsze rzeczy, leki. Mamy na bieżąco kontakt z koordynatorami, którzy są na miejscu. Wiedzą doskonale, czego brakuje.  Chcemy przejechać jakieś 8-9 razy na stronę Ukrainy, żeby dostarczyć im wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Mam nadzieję, że bezpiecznie wrócimy do domu i tyle. Pomódlcie się za nas, jak będziemy po drugiej stronie.  Na jeden wjazd możemy poświęcić maksymalnie godzinę. To musi być bardzo szybka akcja. Chodzi też o nasze bezpieczeństwo.

Przemek Kossakowski mówi o swoich uczuciach. Przyznał się do jednej rzeczy
Przemek Kossakowski mówi o swoich uczuciach. Przyznał się do jednej rzeczy Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Monika Goździalska o pomocy dla Ukrainy

Zdarzyło się, że ktoś na tej zbiórce i całej zorganizowanej przez ciebie akcji chciał się wybić albo wzbogacić?

Pojawiły się trzy takie osoby, ale zostały szybko spacyfikowane. Obracam się w świecie medialnym, wiem, jak on działa, ale powiem szczerze, że mam żal do niektórych koleżanek, które wrzucają wyłącznie zdjęcia z wakacji. Nie każę nikomu zbierać pieniędzy, czy utożsamiać się z tym, co się dzieje, ale przykro mi, gdy widzę brak jakiegokolwiek wsparcia z ich strony. Mam też żal do kilku lekarzy, którzy powiedzieli, że nie pomogą, bo to nie jest ich wojna. Mam żal do koleżanek, które klepią się kremami i podają kody zniżkowe zamiast pójść i coś zrobić. Liczą się czyny, a nie słowa. Ja nie śpię od dwóch dni. Tak samo, jak cała moja drużyna, która dzielnie pomaga. Mam wrażenie, że niektórzy bardzo chcieliby się wylansować. Ale to nie jest pora do lansu. To kwestia zaangażowania się i robienia konkretnych rzeczy. Ja zawsze mówię stanowcze "nie" głupocie. Niestety Instagram od tego płonie. Przykro mi, że tak mówię, ale niestety to prawda.

Do nas firmy ślą palety, tysiące różnych sztuk. Na ten moment mamy 1,6 tony karmy. My to zrobiliśmy w 3 dni. Ja sama w to nie wierzę. Ale wiem, jakich fantastycznych ludzi mam wokół siebie. Chcę tylko zaapelować o pomoc. Żeby było jej więcej, żeby była rozsądniejsza.  Jesteśmy tak zorganizowani i dotarliśmy do takich ludzi, że dzielimy nasz transport na pół i druga część naszej zbiórki pojedzie prosto do Lwowa. Specjalnie dla naszych kolegów, żołnierzy z Ukrainy. Wenflony, antybiotyki, bandaże, opatrunki, kamizelki. Różnymi tajnymi przejściami wyślemy to do nich już w najbliższy piątek. 

Co jest na ten moment największym problemem, z jakim spotkałaś się podczas organizowania pomocy?

Ja sobie nie zdawałam sprawy, ile będzie problemów i z jakich błahych rzeczy będą wynikały. Towary pierwszej potrzeby stały się deficytowe. Priorytetem jest dla nas paliwo. Zdarzają się też osoby, które szukają wyłącznie sensacji i czekają na mój błąd. Dostaję negatywne wiadomości, ale na szczęście jest ich mało. Ludzie wyzywają mnie i wypominają historię. Czy małe dzieci, którym chcę zawieźć pampersy, mają cierpieć za kawałek historii? Mam im nie pomóc, bo coś się kiedyś wydarzyło? Nikt nie był święty.

Czy twoi najbliżsi również angażują się w pomoc Ukrainie?

Mój 15-letni syn pakował na Ursynowie produkty dla uchodźców. Moja córka też aktywnie uczestniczy w akcjach. Wierzy, że nic się nie stanie i uważa, że ludziom trzeba pomagać. Zajmuje się zbiórką od strony zwierzęcej. Syn jako nastolatek dużo rozumie i wie, co się dzieje. Przestał przesyłać mi już te negatywne wiadomości, żeby się nie napędzać. Rozpiera mnie duma, gdy o tym myślę. Może nie są w pełni świadomi sytuacji, ale są świadomi pomocy. I ta wrażliwość na drugiego człowieka jest czymś, z czego z pewnością jako matka mogę być dumna. Nie pochlebstwa, nie ciuchy, tylko zakasanie rękawów. 

Jak wszystko się uda, to kolejny transport wyjedzie od nas w środę. Ludzie zjawiają się u nas jak dobre anioły. Apeluję też o to, żeby dbać o swoją kondycję psychiczną. Nie napędzajmy się wszystkimi złymi informacjami. Wiele z nich to fake newsy. Wiesz, my tu się czasami kłócimy podczas tej zbiórki. Jest w nas wiele emocji i jeden na drugiego krzyczy. Każdy chce dobrze, ale jednak chaos się wkrada. Ale za chwilę przytulamy się, wszystko się naprawia i działamy dalej. 

Wojna w Ukrainie - Monika Goździalska o pomocy na granicy

Zdarzyły się już głosy podziękowania i miłe słowa ze strony obywateli Ukrainy?

Ja odkąd ruszyłam zbiórkę, nie jestem w stanie zliczyć wiadomości, które otrzymuję. Pomagają nam też sami Ukraińcy. Mnie nie chodzi o poklask, tylko o skalę. Im więcej osób o nas wie, tym większej liczbie ludzi jesteśmy w stanie pomóc. Duże radio w dwa tygodnie zebrało 200 tysięcy. Ja ze swoją wspaniałą drużyną zebrałam 100 tysięcy w 3 dni. Polacy potrafią się organizować, to jest niezaprzeczalny fakt, ale boję się słomianego zapału. Duża ilość zbiórek jest chaotyczna. I być może za tydzień czy dwa wygaśnie. A ja będę pomagała dalej. Dopóki będę miała taką możliwość. Potrzebuję tylko paliwa. 

W Ukrainie sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Jaki masz plan na pomoc, gdy np. nie będzie można wjechać na terytorium ich państwa? 

Jeżeli nie będziemy mogli wjechać na teren Ukrainy to mamy już osoby po tamtej stronie, które zaoferowały swoją pomoc. Dostaliśmy też wielką pomoc od straży. Oni nas tylko proszą o tę benzynę. Miałam nawet taki szalony plan, żeby zatankować tiry, a potem spuścić z nich tę benzynę pod granicą. Ale tak nie wolno niestety. U nas także sytuacja zmienia się z minuty na minutę. Wierzę, że jedna czy druga firma pomoże nam w zatankowaniu. Inaczej nie będę mogła tego wszystkiego przewieźć. 

Wzięłaś udział w wyborach Mrs. World. Tam najczęściej kobiety mówią, że chciałyby pokoju na świecie. A Ty jako jedna z nielicznych naprawdę o niego walczysz.

Ja jestem bardzo pozytywną osobą. Zrzeszam dookoła siebie ludzi, którzy mnie kochają i nienawidzą. Ja też zawsze bardzo stoję za kobietami. Staram się mocno stąpać po ziemi. Chcę wykorzystać swoją popularność do dobrych celów. Ja idę na żywioł, lecę. Jestem w stanie dla drugiego człowieka zrobić wszystko, chociaż wiem, że wielu z tych ludzi nie kiwnęłoby dla mnie nawet palcem. Ale z drugiej strony jest ogromna rzesza ludzi, kobiet, które się inspirują. Wiele osób postrzega kobietę przez pryzmat tego, jak wygląda, albo tego co ma. A dla mnie osobistym sukcesem jest to, że patrzą na mnie jak na koleżankę. I dlatego za mną idą i mi pomagają.

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie tu:

Autor:Dagmara Olszewska

Źródło zdjęcia głównego: MW MEDIA

Pozostałe wiadomości