Wywiady

Monika Miller szczerze o skutkach fibromialgii. Czeka ją kosztowny zabieg

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Głowińska
Źródło:
cozatydzien.tvn.pl

U Moniki Miller niedawno zdiagnozowano fibromialgię, czyli przewlekłą niezapalną chorobę reumatyczną tkanek miękkich. W rozmowie z Aleksandrą Głowińską artystka opowiedziała o przykrych skutkach choroby. Okazuje się, że schorzenie przyczyniło się do wypadania włosów, które postępowało przez lata. Konieczny będzie przeszczep włosów.

Aleksandra Głowińska, cozatydzien.tvn.pl: Kiedy zauważyłaś nadmierne wypadanie włosów?

Monika Miller: Zaczęły mi wypadać włosy ze stresu, jakieś sześć lat temu, ale wtedy wydawało mi się, że to normalne. Genetycznie mam gęste, ale cienkie włosy, więc na szczotce nie było widać, że wypada ich tak dużo. Byłam przekonana, że wszystko mieści się w granicach normy. Zrobiłam nawet research i przeczytałam w sieci, że w trakcie dnia tracimy od 50 do 100 włosów, ale one odrastają. To mnie trochę uspokoiło. Byłam pewna, że każdy ma tak samo, jak ja. Tylko potem zauważyłam, że moje włosy wypadają, ale w ich miejsce nie rosną nowe. Musiałam bardzo długo czekać.

Jak zorientowałaś się, że włosy jednak nie odrastają, co zrobiłaś?

Kiedy się zorientowałam, że te włosy, które wypadają, nie odrastają, zapisałam się do trychologa. Byłam u kilku lekarzy. Wszyscy mówili, że brak witamin, anemia. Szukali różnych przyczyn.

Dostałaś jakie zalecenia?

Zaczęłam wtedy chodzić na mezoterapię głowy, próbowałam wcierek, łykałam witaminy. Ale żadne wynalazki medycyny nie pomagały. Zastrzyki robiłam co pół roku, pięć sesji. Widziałam efekty, ale nie były wystarczające. Jednak gdyby nie to, pewnie dzisiaj miałabym po prostu łysą głowę.

Włosy zaczęły ci wypadać kilka lat temu, jednak dopiero teraz zdecydowałaś się na zabieg. Dlaczego tak późno?

Zaczęłam doczepiać włosy i problem udało się zatuszować. Sama też się przestałam tym martwić. Nie zwracałam na to uwagi, bo nie było widać, że coś jest nie tak. I wiem, że zaraz znawcy się odezwą i powiedzą, że łysieję przez to, że doczepiam włosy. Od razu więc odpowiem na ten zarzut. Lekarze wykluczyli tę możliwość, bo nie mam łysienia plackowatego i łysieję przy linii czoła, czyli w miejscu, gdzie się włosów nie doczepia. Robią mi się zakola jak u mężczyzn. Linia czoła się podnosi coraz bardziej.

Jak dowiedziałaś się, że to nie zwykłe wypadanie włosów, ale że problem jest głębszy?

Lekarze bardzo dużo powiedzieli mi na temat fibromialgii. Dowiedziałam się między innymi, że wypadają włosy, co może doprowadzić do łysienia. Kiedy powiedziałam o swojej chorobie, osoby, które również się z nią mierzą, zaczęły mnie pytać, czy ja również mam problem z wypadaniem włosów. I wtedy połączyłam kropki. Zaczęłam sprawdzać, rozmawiać z lekarzami. Skontaktowałam się ze specjalistą z zagranicy. Wysłałam zdjęcia swoich włosów. Wtedy okazało się, że łysieję nie tylko ze stresu, ale też ze względu na fibromialgię. Kiedy dowiedziałam się, że mam z tym żyć, uznałam, że po prostu zrobię przeszczep włosów, chociaż bałam się, że to nie ma sensu. Że w moim przypadku one i tak zaczną wypadać. Lekarz na szczęście mnie uspokoił, że te włosy na pewno nie wypadną. Zdecydowałam się na zabieg. Zrobię go w Polsce.

Olga Buława w ciąży przytyła 35 kg
Olga Buława w ciąży przytyła 35 kg Źródło: Co za Tydzień

Z ciekawości. Jaki jest koszt takiego zabiegu?

To cholernie drogi zabieg. Naprawdę. Miałam w życiu jedną operację — zmniejszałam piersi. Wtedy myślałam, że to drogi zabieg. Ale tłumaczyłam sobie, że to poważna operacja, że efekty będzie widać gołym okiem, że to zmiana na całe życie. Ale cena przeszczepu jest zdecydowanie wyższa. Z jednej strony myślę sobie, że to tak dużo pieniędzy, ale z drugiej wiem, że brak włosów będzie mi bardziej przeszkadzał wraz z upływem lat. Jestem pewna, że mi się "nie odwidzi" po jakimś czasie. Problem zostanie. Cena jest ustalana indywidualnie. Ja łysieję na całej linii czoła i to już duży obszar. Moja operacja będzie kosztowała 20 tysięcy złotych. Zawsze oszczędzałam i zbierałam pieniądze bez konkretnego celu, ale teraz przynajmniej wiem na co (śmiech).

Masz już termin zabiegu?

Tak, 17 lutego.

Boisz się?

Trochę się boję. Widziałam efekty tuż po zabiegu. Wygląda to przerażająco. Naprawdę makabra.

To znaczy?

Operacja jest w znieczuleniu miejscowym, trwa do czterech godzin. Potem wstajesz, wychodzisz i wracasz do domu. To na pewno plus, że hospitalizacja nie jest konieczna. Problemem jest to, że zanim ten przeszczep się przyjmie i wszystko będzie wyglądało dobrze, musi minąć sporo czasu. W moim przypadku nawet dwa lata. Najpierw to miejsce przeszczepu wygląda trochę jak poparzenie. Potem to się goi. Następnie te wszystkie włosy wypadają i muszą urosnąć od nowa, więc początkowo mogę mieć "jeża". Zapowiedziałam już wszystkim współpracownikom, że to wszystko może wyglądać ciekawie (śmiech). Będę nosić czapkę albo peruki, ale za dwa lata będzie "z górki".

Do tej pory niewiele kobiet zdecydowało się powiedzieć wprost o przeszczepie włosów. Ty się nie boisz mówić o tym otwarcie.

Chcę o tym mówić głośno, bo do tej pory, do tego zabiegu przyznawali się głównie mężczyźni. Wkurza mnie to, że wciąż jest w nas takie podejście, że mężczyźni mogą zrobić sobie przeszczep włosów, bo "są tacy biedni i łysieją", a kobiety nie, bo "to wstyd". Kobiety też łysieją i mają prawo temu zapobiegać. Lekarz, do którego idę na zabieg, opatentował własną metodę przeszczepu włosów, z której korzystały już zresztą znane osoby w polskim show-biznesie. W tym też kobiety.

Zobacz też:

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA

Pozostałe wiadomości