"Ich czworo" w Teatrze Komedia już od 16 maja
Olivier Janiak zapytał Aleksandrę Popławską:
- Co sprawia, że ponad stuletni tekst Gabrieli Zapolskiej macie ochotę zagrać? Co stanowi o jego uniwersalności?
Aktorka odpowiedziała:
– Myślę, że problemy, o których ona pisze w sposób niezwykle współczesny, są zawsze te same. Ktoś kogoś zdradza, ktoś kogoś przeprasza, nienawidzi, ktoś kogoś kocha albo nie kocha, albo zaniedbuje w relacjach i w związkach. A w tym wszystkim jest czwarta osoba – Zapolska planowała pierwotnie nazwać tę sztukę "Ich troje", bo jest mąż, żona, kochanek. Ale jest jeszcze czwarta osoba, która w tym wszystkim najbardziej cierpi, bo zawsze dzieci najbardziej cierpią w tych wszystkich układach - mówiła. Zosia Orłowska, która wciela się w postać dziecka, wyznała, z czym jej bohaterka będzie musiała się zmierzyć. – Myślę, że ona tak uczy się od dorosłych, że wolno być takim złym, niemiłym i że to nie jest nic złego. Nawet na próbach, grając tę postać, staram się w nią wczuć, jakbym była właśnie taka smutna, miała taki po prostu niekochający dom - mówiła. - Trochę to jest o oczekiwaniach – o tym, że nasze życie mogłoby wyglądać inaczej, gdybyśmy może się odważyli albo podali inną rękę. Czy dobrze czytam to wszystko, co widziałem? - zapytał Olivier Janiak.
Aleksandra Popławska o współpracy z Markiem Kalitą
Aleksandra Popławska odparła:
– Świetnie to przeczytałeś. Świetnie. Ale tak, to jest przede wszystkim o braku komunikacji i o tym, jak czasami emocje biorą górę, a nie rozsądek. Fakt, żona zdradza męża, ale robi to z jakiegoś powodu – bo mąż ją zaniedbuje - dodała. Mariusz Zaniewski, który gra męża powiedział nieco więcej o swojej postaci.
- On się zajmuje głównie słowami. Żyje w literaturze, żyje w wyobraźni, a nie w rzeczywistym świecie. Raczej ma takie spojrzenie, że świat powinien kręcić się wokół niego, usługiwać mu, rozumieć go i wspierać. A on powinien się zajmować rzeczami wzniosłymi. Po co zajmować się tą codziennością, tą szarością, miałkim jestestwem – oczywistym, skrzeczącym jeszcze - dodał.
Reżyserem spektaklu jest Marek Kalita, prywatnie mąż Aleksandry Popławskiej. Na pytanie Oliviera Janiaka jak im się razem pracuje, aktorka odrzekła:
– Robimy to po raz kolejny, bo nam się dobrze razem pracuje. Wszystkie pomysły, które tutaj Marek zaproponował – rozwiązania sceniczne – bardzo nam się podobają - mówiła. Marek Kalita zaznaczył: Chciałem odejść od takiego typowego traktowania tego tekstu i zrobić troszeczkę inaczej, niż to się robiło. Głównym moim założeniem było to, że to jest widziane oczami dziecka. I chciałem to dziecko też przeprowadzić w pewnym sensie przez tę całą traumę – przez rozpad małżeństwa, kłótnie rodziców i tak dalej. I stworzyłem taką postać Mandragory - mówił.
Maksymilian Termin wcielił się w postać Mandragory.
– Tak, pełnię tu rolę – jak mówił reżyser – mistrza ceremonii. Postać nazywa się Mandragora i przeprowadzam widzów przez całą historię. A poza tym jestem też lokajem, ale i wyobrażonym przyjacielem małej dziewczynki - dodał aktor. Kamil Szeptycki, wcielający się w postać kochanka, powiedział: – Użyłeś tutaj bardzo dobrego słowa, które jest dla mnie słowem kluczem w tej całej układance – deficyt. Myślę, że te wszystkie postaci dokonują bardzo niewłaściwych, często głupich wyborów ze względu na to, że mają jakiś deficyt – deficyt miłości, deficyt akceptacji. I myślę, że z tego to wynika. Nie należy jednak zapominać, że jest to przy okazji przezabawne, wciągające i takie... o nas - mówił.
Jeśli Państwo chcą poczuć te emocje, to bardzo polecamy. Premiera w Teatrze Komedia już 16 maja.