Z Nałęczowianką łapie spontaniczne chwile. Czarek Czaruje o ojcostwie, inspiracjach i magii codzienności
Ojcostwo nauczyło go łapać chwile
Czarek Czaruje od niedawna łączy życie na scenie i przed kamerą z nową, niezwykle ważną rolą – rolą taty. Jak sam przyznaje, chce być dla swojej córki obecnym i zaangażowanym ojcem, mimo intensywnego trybu życia i licznych podróży.
- Rola ojca jest bardzo wdzięczna. Jest to trudna rola. Ja bym chciał być ojcem, który jest zaangażowany i spędza ten czas z małą. Jest obecny, widzi te wszystkie zmiany, mimo tego, że podróżujemy. Jest trasa, jest praca, to każdą wolną chwilę wykorzystujemy, żeby być przy tej małej - mówił.
Pojawienie się dziecka sprawiło, że spontaniczność stała się trudniejsza do uchwycenia, ale jednocześnie jeszcze bardziej wartościowa. To właśnie te nieplanowane momenty, kiedy można na chwilę odłożyć telefon i oderwać się od codziennego pędu, często zostają z nami najdłużej.
- Teraz, kiedy rodzina się powiększyła, jest taki bardzo intensywny czas, to trudniej o te spontaniczne momenty, które są absolutnie najważniejsze, bo właśnie w tych momentach spontaniczności, kiedy idziesz i po prostu nagle odłączasz się od świata, od telefonu, przychodzą momenty, które cię rozwijają, które sprawiają, że robisz coś po raz pierwszy w życiu - dodał.
Inspiracja może pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie
Dla Czarka spontaniczność to nie tylko sposób na odpoczynek, ale również źródło kreatywności. Czasem wystarczy zatrzymać się na moment, rozejrzeć i pozwolić myślom popłynąć własnym rytmem.
- Dla mnie to jest bardzo ważne, żeby łapać te chwile po prostu. Czasami po prostu się rozglądam, patrzę w bok i w takich momentach przychodzą inspiracje - zaznaczył.
Jak dodaje, właśnie takie krótkie momenty potrafią przynieść mu prawdziwe „mikroelementy szczęścia” – drobne doświadczenia, z których później rodzą się pomysły.
Magia bez rekwizytów? Wystarczy piasek i woda
Najlepszym dowodem na to, że inspiracja może być dosłownie na wyciągnięcie ręki, był pokaz, który Czarek przygotował w strefie Nałęczowianki na plaży w Krynicy Morskiej. Tym razem zamiast profesjonalnych rekwizytów wykorzystał to, co znalazł wokół siebie – piasek i wodę.
- Jesteśmy na plaży, to na przykład mogę schylić się, wziąć troszeczkę piasku i zrobić numer z rzeczą spontaniczną, bez żadnych rekwizytów. Po prostu użyjemy tego, co jest pod ręką - pokazywał.
Chwilę później garść piasku znika z jego dłoni, by po jednym ruchu ponownie się pojawić. Jeszcze większe zdziwienie wywołuje jednak sztuczka z wodą. Bez rekwizytów i bez ukrytych przedmiotów Czarek sprawia, że woda znika, a po chwili ponownie pojawia się w jego dłoni.
To właśnie takie momenty najlepiej pokazują, że magia nie zawsze potrzebuje wielkiej sceny. Czasem wystarczy plaża, odrobina ciekawości i gotowość, by zrobić coś zupełnie spontanicznego.
"Zawdzięczam moim widzom wszystko"
Choć popularność nigdy nie była dla niego celem samym w sobie, Czarek doskonale wie, jak wiele zawdzięcza osobom, które obserwują jego działalność w internecie i telewizji. Spotkania z widzami są dla niego jednym z najważniejszych elementów tego, co wydarzyło się w jego życiu.
- No, to jest niezwykłe, kiedy podchodzą do ciebie obcy ludzie, którzy znają cię z internetu, z telewizji. I ja wiem, że gdyby nie ci ludzie, jakby nie byłoby mnie w tym miejscu, w którym ja jestem, to naprawdę nigdy nie odmawiam zdjęć i uścisków, bo po prostu ja zawdzięczam tym moim widzom wszystko to, co tutaj się dzieje w moim życiu - mówił.
Być może właśnie na tym polega prawdziwa magia spontanicznych chwil – nie zawsze można je zaplanować, ale warto być na nie uważnym. Bo czasem wystarczy zatrzymać się na moment, rozejrzeć i pozwolić, żeby wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy.