Taskmaster podbija TVN. Gwiazdy robią z siebie "idiotów" i walczą o uznanie gospodarza

Klatka kluczowa-699247
Taskmaster podbija TVN. Gwiazdy robią z siebie "idiotów" i walczą o uznanie gospodarza
Źródło zdj. gł.: crab
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W poniedziałkowe wieczory na antenie TVN widzowie mogą oglądać „Taskmastera” – komediowe show, w którym pięcioro uczestników mierzy się z absurdalnymi, zaskakującymi i często wymagającymi zadaniami. Tutaj nie zawsze wygrywa ten, kto jest najlepszy. Liczy się pomysłowość, dystans do siebie i przede wszystkim… dobra zabawa. O kulisach programu opowiedzieli jego uczestnicy.

Zasady programu są proste, choć same zadania zdecydowanie takie nie są. Uczestnicy otrzymują polecenia, które muszą wykonać, a następnie ich zmagania są oceniane i komentowane przez gospodarza. Adam Woronowicz w rozmowie z „Co za Tydzień” wyjaśnił, na czym dokładnie polega format i dlaczego różni się on od innych programów tego typu.

– To jest Taskmaster, który wymyśla zadania dla uczestników, których zaprosił do studia. Uczestnicy muszą te zadania wykonać. Są zadania, które są taką pracą domową — muszą z czymś przyjść, a my to skomentujemy. Są też zadania, które wykonują w domu Taskmastera pod czujnym okiem asystenta Czarka, a my to oglądamy. Program polega na tym, że najlepiej są oceniani ci, którym nie wychodzi, więc jest trochę inaczej niż w normalnych programach tego typu.

Właśnie ta przewrotność jest jednym z elementów, które wyróżniają „Taskmastera”. Żabson podkreślał, że uczestnicy nie mogą przygotować się na jeden konkretny rodzaj wyzwań. W zależności od zadania raz potrzebna jest inteligencja i spryt, a innym razem zupełnie odwrotne podejście.

– Ten program jest bardzo przewrotny, więc czasem właśnie musi być śmiesznie. W niektórych zadaniach trzeba popisać się inteligencją, a w niektórych — totalnym brakiem inteligencji. Trzeba więc mieć bardzo szerokie spektrum - mówił.

O tym, jak nieprzewidywalne potrafią być konkurencje, opowiedziały również Wiolka Walaszczyk i Zofia Zborowska-Wrona. Uczestniczki zdradziły kilka przykładów zadań, z którymi musieli zmierzyć się bohaterowie programu. Jak wynika z ich relacji, w „Taskmasterze” naprawdę nie ma tematów niemożliwych.

- Była konkurencja, żeby zostać kaskaderem z taczką. Trzeba było użyć taczki i zrobić numer kaskaderski. Była też konkurencja: kto się dotyka czym? Parówką czy palcem? Trzeba było też rzucić herbatą jak najdalej, więc, proszę państwa, wszystko jest możliwe. Sky is the limit. Zapraszamy was serdecznie. Naprawdę, to jest świat wariatów - mówiły.

Absurdalne zadania i możliwość całkowitego puszczenia hamulców sprawiają, że uczestnicy muszą mieć przede wszystkim dystans do samych siebie. Rafał Rutkowski zwrócił uwagę, że właśnie ten element może być dla widzów jedną z największych atrakcji programu. Jego zdaniem oglądanie innych osób, które bez powodzenia próbują sprostać kolejnym wyzwaniom, może nawet poprawić samopoczucie.

- Jeżeli pięć dorosłych osób robi z siebie idiotów, kompletnie im nie wychodzi, starają się, jak mogą, a i tak wiedzą, że nie zrobią tego perfekcyjnie, to myślę, że jest to idealny program dla każdego, żeby się posłużyć dobrze, uśmiechnąć, wyluzować i stwierdzić: „Ha, ja nie jestem najgorszy. Oni mają znacznie gorzej”. I to jest super. Myślę, że ten program jest terapeutyczny. To program na tak zwane lepsze samopoczucie. Jest po to, żeby w poniedziałek wieczorem stwierdzić, że życie jest piękne - dodał.

Uczestnicy nie zamierzają jednak odpuszczać. Choć zadania bywają absurdalne, a ich wykonanie często kończy się niepowodzeniem, każdy z nich chce zrobić wszystko, by zdobyć uznanie gospodarza programu.

Autorka/Autor: AC
Czytaj więcej: