Wywiady

Artur Sargsyan z "Hotelu Paradise" zdradził, na co przeznaczył wygraną. "20 tys. oddałem rodzicom"

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Głowińska

Artur Sargsyan do "Hotelu Paradise", jak sam mówi, trafił przypadkiem. Przypadkiem udało mu się mu również zwyciężyć. W rozmowie z Aleksandrą Głowińską uczestnik drugiej edycji flagowego reality show TVN7 opowiedział, jak zmieniło się jego życie po programie, na co przeznaczył wygraną i co zamierza zrobić ze swoim pierwszym milionem, którego nie zamierza ukraść, a wygrać.

Aleksandra Głowińska, cozatydzien.tvn.pl: Od czasu rywalizacji o miłość i pieniądze w "Hotelu Paradise" minęło sporo czasu, ale ty nie straciłeś ducha współzawodnictwa i niedługo zawalczysz w oktagonie. Dlaczego zdecydowałeś się walczyć?

Artur Sargsyan: Będę walczył na gali Fist Universe. Zamiłowanie do sportu towarzyszyło mi od małego. Sztuki walki trenowałem już wcześniej, ale robiłem to dla siebie. Do wzięcia udziału we freak-fightach przekonały mnie pieniądze. Uznałem, że fajnie byłoby spróbować swoich sił.

O jakich pieniądzach mówimy?

Tu w grę wchodzi milion złotych.

Kusząca opcja. Nie boisz się walki? Kontuzji? Przed walką dopuszcza się w ogóle takie myśli do siebie?

Nie myślę o tym przed walką. Kiedyś miałem już złamaną szczękę, miałem złamane żebro. Przeszedłem przez kontuzje bez problemu. Nie jesteśmy delikatni. Jesteśmy facetami. Nie mam obaw. Lubię się bić i walki sprawiają mi przyjemność.

Ty się nie boisz, a twoja dziewczyna? Jak ona znosi myśl, że niedługo staniesz w szranki z innym mężczyzną?

Oczywiście pojawiają się jakieś obawy, co jest normalne, jak komuś na kimś zależy, ale bardzo wspiera mnie w tym, co robię.

Jak się poznaliście?

Poznaliśmy się rok temu za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Kto napisał pierwszy?

Ja ją znalazłem na Instagramie i napisałem wiadomość. Potem się spotkaliśmy, ale na początku to była zwykła przyjaźń. Niedługo później wyprowadziłem się z Poznania do Gdańska i wtedy zaczęło nas bardziej do siebie ciągnąć. Kontakt się pogłębił i po nowym roku postanowiliśmy spróbować, wychodząc z założenia, że albo wyjdzie, albo nie.

No i na razie wychodzi.

Tak, na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Zobaczymy, jak to się wszystko dalej potoczy.

"Hotel Paradise". Klaudia El Dursi o pracy na planie
"Hotel Paradise". Klaudia El Dursi o pracy na planie

Dlaczego Gdańsk?

Zawsze chciałem mieszkać nad morzem. Spędziłem tu całe wakacje. Trójmiasto bardzo mi się spodobało. Chciałem zobaczyć, jak tu się będzie żyło. Lubię zmiany w swoim życiu. Jak skończyłem liceum, wyjechałem do USA. Jak wróciłem z USA, wyjechałem do Anglii. Cały czas żyłem w rozjazdach. Ale teraz postanowiłem zostać w Polsce. To mój kraj.

I jak ci się żyje?

Dobrze. Trójmiasto jest wspaniałe. Jak wygram tę bańkę, to na pewno kupię tu mieszkanie. Nie wiem, czy będę mieszkał tu do końca życia, ale nikt nie wie, co się wydarzy w przyszłości. Różne sytuacje w życiu się zdarzają. Ale bez względu na to, fajnie mieć swoje mieszkanie nad morzem.   Twoja wybranka przeprowadziła się z tobą?

Nie. Ona mieszka w Poznaniu, ja w Gdańsku. To jest najśmieszniejsze, że zaczęliśmy być ze sobą, dopiero jak zamieszkaliśmy w różnych miastach. Przyjeżdżam do niej w weekendy.

Jak sobie radzicie z życiem na odległość?

Łatwo nie jest, ale dajemy radę. Uważam, że jeśli dwóm osobom zależy, to nie ma znaczenia, czy dzieli was 300 km, czy mieszkacie pod jednym dachem, bo oboje będą robić wszystko, żeby ten związek pielęgnować. Gdybym wiedział, że będziemy razem, pewnie nie przeprowadziłbym się do Gdańska. Zostałbym w Poznaniu. Ale ze mną jest różnie (śmiech). Nie jest powiedziane, że za miesiąc nie wrócę do Poznania. Młody jestem jeszcze, szukam cały czas swojej drogi.

W którym kierunku chciałbyś iść?

Mam wiele pomysłów, ale każdy z nich wymaga nakładów finansowych. To też jeden z powodów, dla których zgłosiłem się do turnieju o milion. Mając takie pieniądze, mógłbym więcej zdziałać. To będzie moja kolejna szansa na ułożenie sobie życia. Chciałbym pomnożyć te pieniądze, pracować dla siebie, nie dla kogoś. Marzy mi się własny biznes.

Jeśli wygrasz milion – czego ci życzę – w rozwój którego projektu chciałbyś najpierw zainwestować?

Bardzo dużo myślałem nad biznesem, który wpisywałby się w zainteresowania mojej społeczności na Instagramie. Aż 90 proc. moich obserwatorów stanowią kobiety. Chciałbym pójść w medycynę estetyczną, co nie jest takie proste, bo trzeba znać się na zawodzie. Jeśli wygram ten milion, chciałbym otworzyć gabinet medycyny estetycznej, zrobić wszystkie potrzebne kursy. Moja siostra w tym roku kończy studia medyczne, więc moglibyśmy otworzyć rodzinny biznes. Ale to na razie wstępny plan. Na razie przede mną walka.

Cały milion chciałbyś zainwestować w biznes?

Na pewno nie. Muszę jeszcze kupić mieszkanie. Kupienie mieszkania za gotówkę w wieku 25 lat, biorąc pod uwagę stopy procentowe kredytów i zarobki w Polsce, to jest naprawdę duży sukces. Pracuję w nieruchomościach, widzę, jak wiele osób dostaje odmowę przyznania kredytu. To strasznie smutne.

Muszę zapytać o te 90 proc. obserwujących. Cały czas dostajesz zaproszenia na randki? Skrzynka pęka w szwach?

Więcej kobiet niż mężczyzn ogląda "Hotel Paradise", więc to wydaje się całkiem normalne, że jest ich tak dużo na moim profilu. Oczywiście na to nie narzekam (śmiech). Jeszcze podczas trwania naszej edycji było tych wiadomości naprawdę bardzo dużo. To było szalone. Teraz, od kiedy wrzucam InstaStories z dziewczyną, to się wszystko uspokoiło. Widzą, że jestem zajęty.

Dziewczyna nie jest zazdrosna?

Bywa, ale zdrowa zazdrość nie jest zła. 

"Hotel Paradise". Artur Sargsyan - z kim utrzymuje kontakt, na co przeznaczył wygraną?

Oglądasz "Hotel Paradise"?

Czwartą edycję oglądałem na bieżąco, piątą trochę zaniedbałem. Nie mam już tyle czasu. Ale poznałem kilka osób z tej edycji i to są naprawdę bardzo fajni ludzie.

Rozumiem, że wśród osób, które miałeś okazję poznać, jest twój faworyt?

Moim faworytem był Grzesiu, ale niestety odpadł na pierwszym Rajskim Rozdaniu. "Hotel Paradise" jest przewrotny, więc zobaczymy, może jeszcze wróci. Podobnie było zresztą z Łukaszem w naszej edycji.

"Hotel Paradise" otworzył ci nowe drzwi? Jak oceniasz z perspektywy czasu swój udział w programie?

To było przeznaczenie. Znalazłem się tam z przypadku. A że dodatkowo udało się wygrać, postanowiłem nie zmarnować szansy, którą dostałem. Uważam, że to była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem w życiu, a podejmowałem ich sporo. To jeden z elementów drogi do mojego życiowego sukcesu. Na pewno był mi potrzebny.

Na co przeznaczyłeś pieniądze z wygranej?

Pracowałem na budowie, zarabiałem jakieś 2,5 – 3 tysiące złotych miesięcznie. Dziś jestem w stanie powiedzieć, że 50 tysięcy złotych to nie są duże pieniądze, ale dla chłopaka, który wcześniej nie zarabiał dużych pieniędzy, to było coś. 20 tysięcy oddałem rodzicom, którzy bardzo mnie wspierali i pomogli przed wyjazdem. To była dla nich rekompensata za włożony trud. Część zainwestowałem. Wydałem na przykład na sprzęt do realizacji współprac na Instagramie. Kupiłem sobie telefon, który był mi niezbędny i część z tych pieniędzy już mi się zwróciła. Resztę wydałem na głupoty. Na życie.

Teraz możesz już utrzymywać się tylko z Instagrama?

Zacznijmy od tego, że uważam, że życie z Instagrama to nie jest zawód dla faceta i nie chciałbym tego robić. Ogarnięty facet nie ogranicza się tylko do pracy w mediach społecznościowych. Nie uważam, że to jest jakiś ciężki czy ambitny zawód. Trzeba mieć coś swojego, jakieś plany, zainteresowania. Nie chcę tu oczywiście nikogo oceniać, to moje zdanie i ja wybrałem inną drogę. Tak pokierowałem swoją karierą zawodową, że Instagram to tylko dodatek. Aczkolwiek w Polsce mężczyzna nie jest w stanie utrzymać się tylko ze współprac. Chyba że ktoś mieszka z rodzicami, to wtedy można zarobić fajne pieniądze. Ale to też zależy od tego, jaki standard życia jest dla kogoś satysfakcjonujący.

Skoro Instagram to tylko dodatek, to czym zajmujesz się na co dzień?

Aktualnie pracuję w biurze nieruchomości w Gdańsku. Sprzedaję nieruchomości. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Jest to – w przeciwieństwie do budowlanki – bardzo lekka praca. Nie narzekam.

Jak trafiłeś do tego biura?

Również przez przypadek. Ivan zaprosił mnie na swoje urodziny, przyjechałem do niego w lipcu. Poznałem na tej imprezie bardzo dużo osób. Mój znajomy, który również pracuje w branży nieruchomości, zaproponował mi współpracę. Ostatecznie jednak się nie dogadaliśmy i plan mojej przeprowadzki do Gdańska legł w gruzach. Ivan, który też pracuje w branży, wyciągnął wtedy do mnie pomocną dłoń. "Stary, może spróbujesz u nas?" – zapytał. Ucieszyłem się, bo wcześniej nikomu tego nie zaproponował, więc czułem, że mógłbym się w tym sprawdzić, skoro widział we mnie potencjał. Wszystko spakowałem, co miałem i przyjechałem do Gdańska.

Poza Ivanem, z kim z "Hotelu Paradise" jeszcze utrzymujesz kontakt?

Z Anią, z Kamilem. Czasem spotykam ludzi z "Hotelu Paradise" na różnych imprezach, wtedy zawsze rozmawiamy ze sobą.

"Ata" w jednym z ostatnich wywiadów przyznała, że ona też czasem widuje się z Anią i Ivanem. Czy to oznacza, że wy też utrzymujecie ze sobą kontakt?

Z Beatą kontakt mam aktualnie bardzo słaby. Ona ma swoje życie, ja swoje. Każdy z nas poszedł w swoim kierunku. Może gdybym mieszkał w Warszawie, miałbym lepszy kontakt z "Atą", ale mieszkamy w różnych częściach Polski i ten kontakt jest sporadyczny. Nie ma między nami złej krwi, nic się między nami nie stało.

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: instagram.com/artur.sargsyan_official/

Pozostałe wiadomości