Gwiazdy

Anna Guzik o pracy i rodzinie. Jak jej mąż radzi sobie w "domowym babińcu"?

Gwiazdy

Autor:
Dagmara
Olszewska
Anna Guzik

Anna Guzik to jedna z ulubionych aktorek widzów TVN. Role w "Na Wspólnej" czy "Heli w opałach" wyniosły ją na wyżyny sławy. Jak jednak wygląda jej życie, gdy zgasną światła reflektorów? Artystka w szczerej rozmowie z Dagmarą Olszewską uchyliła rąbka tajemnicy i opowiedziała o tym, co zaskoczyło ją w wychowywaniu córek.

Anna Guzik, choć jest obecna w mediach społecznościowych, z dużą rozwagą podchodzi do publikowanych treści. Na próżno szukać też szczegółowych informacji dotyczących jej małżeństwa, czy dorastania córek. W wywiadzie dla cozatydzien.tvn.pl aktorka wyjaśniła, kiedy najbardziej odczuła swoją rozpoznawalność i jak obecnie wygląda jej rodzinne życie.

Anna Guzik o pracy i popularności

Dagmara Olszewska, cozatydzien.tvn.pl: Od 2004 roku wciela się pani w postać Żanety Zięby w serialu "Na Wspólnej". Ta rola dużo zmieniła w pani życiu?

Anna Guzik: Ta rola sprawiła, że ludzie zaczęli mnie rozpoznawać. To było bardzo ciekawe, socjologiczne doświadczenie. Byłam aktorką teatralną, ale tam mamy dosyć mocną charakteryzację i nawet jeżeli ktoś mnie spotykał, to nie bardzo rozpoznawał, że tą postacią widzianą w teatrze byłam ja. Gdy rozpoczęłam pracę w "Na Wspólnej" bardzo dużo jeździłam pociągami. Nagle zaczęłam słyszeć za sobą "Żanetka, Żanetka!". Ludzie zatrzymywali mnie też na ulicy. Byłam totalnie zaskoczona tą reakcją, ale ta postać Żanety sprawiła, że widzowie najpierw zauważyli tę postać, a później zauważyli, że gra ją aktorka - Anna Guzik. Dzięki tej postaci stałam się rozpoznawalna. I to jest niezwykle ważne, żeby pokazać, że nie tylko jestem tą jedną postacią, ale także, że wcielam się w inne role. 

Przyszedł moment, w którym rozpoznawalność zaczęła przeszkadzać? 

Mnie bardzo denerwowało, że ludzie zwracali się do mnie per "Żanetka". Ale później szybko przyszła rola "Heli w opałach", program taneczny i stałam się rozpoznawalna jako Anna Guzik. Pamiętam, kiedy w okresie Wielkanocy pojechałam do Stanów Zjednoczonych z mamą, a później zobaczyłam w jednej z gazet swoje zdjęcie, z fałdami na brzuchu. "Boska Hela na wakacjach'. Miałam takie poczucie, że to okropne, że to źle. A mój brat powiedział: "Przestań! To wspaniale, że pojechali za Tobą tak daleko". To było nieprzyjemne. Być zauważoną w trudnych, nieprzyjemnych sytuacjach. Każda kobieta jest w jakiś sposób próżna i chce być postrzegana jak najlepiej, a najlepiej sprzedawały się właśnie zdjęcia, które były najmniej atrakcyjne. A w mediach społecznościowych, chociaż pokazuję siebie w takiej wersji naturalnej, bez makijażu, to jednak ja decyduję, które ze zdjęć wstawię. 

Spotyka się pani z hejtem?

Nie mam chyba jeszcze na tyle dużych zasięgów, żeby spotykać się z hejtem. Zauważyłam, że gdy grono obserwatorów jest niewielkie, to wszyscy są bardzo życzliwi. Oczywiście, zdarzają się osoby, które czasami mówią coś niemiłego, ale jest ich niewiele. 

Anna Guzik o córkach i mężu

Dla wielu kobiet przekroczenie 40-stki wiąże się z wieloma przemyśleniami. Czy pani również tego doświadczyła?

Akurat moje 40. urodziny przypadły na taki okres, kiedy zostałam świeżo upieczoną mamą. Moje córeczki miały zaledwie parę miesięcy i to były jedne z piękniejszych urodzin, chociaż wcale ich nie obchodziłam. Nie robiłam żadnej imprezy, ale to wszystko się jakoś samo połączyło. Zostałam mamą po raz pierwszy, miałam bardzo dużo wyzwań. Myślę, że dla mnie takim miejscem do przemyśleń i podsumowań będą 50. urodziny. Do tej pory miałam tyle rzeczy, które trzeba było ogarnąć, że to nie jest jeszcze mój czas na podsumowania. Na razie jestem w biegu. 

W biegu związanym z pracą? 

Z pracą, wychowaniem dziećmi, domem, który jest pewnego rodzaju firmą, którą musisz prowadzić. To jest ciężka praca. Połączenie pracy zawodowej, jeszcze takiej chaotycznej, jaką mamy my aktorki, czyli pracy w teatrze, na planie, dodanie różnych innych zajętości zawodowych. To nie jest nigdy praca od 8:00 do 16:00, gdzie możesz sobie ustalić, że po południu zawsze będziesz z dzieckiem, pójdziesz z nim do lekarza. U mnie to jest bardzo chaotyczne i ciągle mam wrażenie, że z czymś się nie wyrabiam. Ale przypuszczam, że większość mam ma taki kłopot. 

Jak udało się pani znaleźć równowagę między pracą, a wychowaniem dzieci?

Ja jestem dopiero na początku tej drogi. Myślę, że to jakimi rodzicami jesteśmy, to zostaniemy ocenieni za parę dobrych lat. To jest praca u podstaw każdego dnia. Muszę się do tego przyznać - czasami bywam bardzo zmęczona. Zdarza się, że jestem rano na próbach, w ciągu dnia mam tylko kilka godzin wolnego, by wieczorem wrócić na spektakl - to nietypowy tryb życia. Nie sprzyja wieczornym powrotom dzieci z przedszkola, wspólnym zabawom. Ja po prostu w pewnym momencie muszę się zbierać do teatru i koniec. Nie jest to łatwe, natomiast to, co dla mnie kluczowe - staram się cały czas przypominać siebie. Razem z bratem byłam w dużej mierze wychowywana przez dziadków, nasi rodzice pracowali, a ja nie czułam, żeby mi czegokolwiek brakowało. Myślę, że to, że dzieci są zaopiekowane przez mamę, tatę, babcię, czy nawet opiekunkę, jeżeli mają miłość i uwagę, która jest im ofiarowana, to jest to najważniejsze. To, co staram się przekazać dzieciom, to są moje poglądy, np. "Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe". Staram się cały czas tłumaczyć im pewne sytuacje, radzić sobie z emocjami, ze smutkiem, który się od czasu do czasu pojawia. Uważam, że trzeba starać się pamiętać, że dziecko to osobna jednostka, nie jest tobą, nie jest małą wersją ciebie tylko osobnym bytem z osobnymi potrzebami.

Czym panią zaskakują córki? 

Wciąż zaskakują mnie ogromną wrażliwością. Pamiętam, że jedna z moich córek bardzo przeżywała rozstanie ze swoją przyjaciółką z przedszkola. I gdy ona rozpaczała, druga przyszła i powiedziała: "Nie płacz, pamiętaj, że my zawsze jesteśmy tutaj z tobą. Możesz z nami porozmawiać, jestem twoją siostrą". Zrobiła jej taki wykład i tak to pięknie powiedziała, że nam z mężem opadły szczęki i nawet się nie wtrącaliśmy do tej rozmowy. To jest piękne, gdy widzisz, że praca i słowa, które mówisz, mają odzwierciedlenie w twoim dziecku. To też zabawne, gdy np. bawią się w dom i zwracają się do siebie "Kochanie, jak się czujesz?". 

Jak pani mąż radzi sobie w tym domowym babińcu?

No jakoś sobie musi radzić. Staram się oczywiście mieć to na co dzień poukładane tak, żeby życie płynnie się prowadziło. Są jednak takie sytuacje, jak wyjście na plan zdjęciowy, gdzie córki są przeziębione, opiekunka jest chora i to mój mąż musiał wziąć wolne, być z dziewczynami, przypilnować inhalacji itd. Nie jest to komfortowa sytuacja, ale radzi sobie w niej świetnie. Od samego początku aktywnie uczestniczył w wychowaniu i opiece nad dziewczynkami, więc robi to genialnie.

Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale nadal trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Dagmara Olszewska

Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA

Pozostałe wiadomości