Gwiazdy

Laura Łącz wspomina związek z mężem. "Zrzucilibyśmy z okładek państwa Majdanów"

Gwiazdy

Autor:
Kalina
Szymankiewicz
Źródło:
cozatydzien.tvn.pl
Laura Łącz o karierze, miłości i wychowaniu syna

Laura Łącz w rozmowie z Kaliną Szymankiewicz wyznała, co napędza jej życie. Aktorka cały czas jest aktywna zawodowa, a o jej całej pracy wiedzą nieliczni. Artystka z pasją opowiada o swojej aktywności. "Urodziłam się i umrę jako aktorka teatralna. Na ekranie nigdy się sobie nie podobam" - wyznaje w wywiadzie dla cozatydzien.tvn.pl. Laura Łącz szczerze opowiedziała o tym, jak czuje się w dojrzałym wieku.

W wywiadzie, który prezentujemy poniżej, poznacie również historię miłości Laury Łącz i Krzysztofa Chamca. Artystka wyznała, za co pokochała męża w czasach, gdy ich związek był szeroko komentowany przez otoczenie. Owocem ich miłości jest syn Andrzej, który przez chwilę myślał o tym, aby podążyć śladami rodziców-aktorów. Laura Łącz opowiedziała o niezwykłej z nim więzi.

Wywiad z Laurą Łącz pod materiałem wideo.

Danuta Stenka doświadczyła ageizmu
Danuta Stenka doświadczyła ageizmu Danuta Stenka szczerze o ageizmie. Doświadczyła dyskryminacji

Laura Łącz o dojrzałych aktorkach, pasji i swoim wizerunku

Kalina Szymankiewicz, cozatydzien.tvn.pl: Sporo mówi się w środowisku artystycznym o dyskryminacji aktorek ze względu na wiek. Pani jest doświadczoną kobietą, aktorką teatralną, serialową i filmową. Czy upływ czasu coś zmienił?

Przyznam, że dość trudno było mi przestawić się z myślenia o sobie jako o aktorce młodej, która może zagrać wszystko, szczególnie mam na myśli role amantek, bo do takich zawsze byłam predysponowana. Później pogodziłam się z tym, że przyszedł czas grać matki, a później babcie (śmiech). Oczywiście ze względu na wiek każdy aktor jest skreślany z możliwości grania pewnych ról. Z przyjemnością wcieliłabym się Julię w dramacie Szekspira, ale już mi nikt tego nie zaproponuje, bo jestem za stara, ale to nie oznacza, że trzeba to nazywać dyskryminacją. Po prostu takie jest życie. Nigdy nie usłyszałam, że jestem do jakiejś roli za stara, ale ciągle spotykam się z oceną, że do danej roli już się niestety nie nadaję. Mamy w Polsce bardzo dobre aktorki w wieku dojrzałym. Najbardziej podziwiam Krystynę Jandę, Joannę Szczepkowską, Danutę Stenkę. Niestety Krystyna Janda też mawia, że młodzi aktorzy już nie bardzo ją poznają na ulicy. Rzeczywiście dla kobiet dojrzałych jest mniej propozycji i mniej dobrych ról.

Oprócz aktorstwa poświęciła się pani rozwijaniu talentów innych osób. Czym się może pani pochwalić?

O mojej działalności zawodowej mało kto wie. Zostałam wybrana przez seniorów ikoną aktywności osób 50 plus. Głosowały na mnie uniwersytety trzeciego wieku, kluby seniora. W ramach mojej ogromnej aktywności zawodowej dużo występuję z programami dedykowanymi tej grupie wiekowej. Od wielu lat prowadzę dwa amatorskie teatry, jeden to teatr KARTA, w którym współpracuję z osobami w różnym wieku, a drugi to teatr seniorów PASJONACI. Zawsze byłam bardzo aktywną osobą i trudno jest mi skarżyć się na cokolwiek. Mam taki charakter, że nie narzekam, ani na niską emeryturę, ani na kłopoty finansowe. Miałam na utrzymaniu mamę i ciocię, i syna, ale zawsze jakoś dawałam sobie radę i do głowy mi nie przyszło narzekać. Pracy mam dużo, może dlatego, że przed wieloma laty, występując bardzo dużo na estradzie, wzięłam sprawy w swoje ręce i założyłam Agencję Artystyczną LAURA, która organizuje mnóstwo imprez dla dzieci i dorosłych. Pracuję jako reżyser, producent, piszę scenariusze, więc mam nadmiar pracy. Ktoś czasem widzi mnie w serialu i myśli, że to jest wszystko, co robię.

Skąd czerpie pani na to wszystko energię?

To jest kwestia genetyczna. Moja mama była cierpliwa i pracowita. Dla mnie liczą się trzy rzeczy: po pierwsze talent do wykonywania danego zawodu, po drugie wykształcenie, a po trzecie doświadczenie. Jak są te trzy komponenty, można spodziewać się jakiegoś sukcesu. Pisanie książek, słuchowisk radiowych, podręczników dla nauczycieli itp. to jest coś, z czego jestem dumna, a mało kto o tym wie. Mam dużo zainteresowań i jeśli już nad czymś pracuję to bardzo rzetelnie.

Mimo że czuję się bardzo młodo psychicznie i dbam o siebie, to jednak odbiorcami moich monodramów są teraz głównie widzowie w dojrzałym wieku. Na tym etapie życia staram się, by wszystko, co robię zawodowo, pozostawało w zgodzie z moim wizerunkiem. Recytuję zazwyczaj poezję bardzo poważną i choć to jest może teraz niepopularne, mam wielu odbiorców. Urodziłam się i umrę jako aktorka teatralna. Na ekranie nigdy się sobie nie podobam.

Czy w takim razie miała pani kiedyś kryzys wieku i chciała na siłę zatrzymać czas?

Nie ukrywam, że z przykrością znoszę upływ czasu. Kiedy patrzę na siebie w lustrze, od razu tracę humor (śmiech). To nie stało się po przekroczeniu trzydziestki, to się stało w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Wydaję mi się, że dość długo się dobrze trzymałam, wyglądałam dużo młodziej, niż rzeczywiście miałam lat. Nigdy np. nie miałam skłonności do tycia. Wszystkim wydaje się, że cały czas ćwiczę na siłowni, ale tego w ogóle nie robię. Moi rodzice byli bardzo szczupłymi ludźmi, więc figurę dostałam od losu w prezencie. Jednak wygląd twarzy związany z wiekiem jest dla mnie ogromnie przykry.

Ma pani doświadczenie z poprawianiem urody? Czy uważa pani, że dla aktorki jest to wykluczone?

Jeśli chodzi o medycynę estetyczną, wiem, że większość pań, nawet bardzo dobrych aktorek, robi różne zabiegi. Sama w życiu pewne wykonałam, ale zawsze byłam niezadowolona. Gdy zmarszczka w jednym miejscu zniknęła, pojawiała się w innym. Oczywiście jest bardzo wiele zabiegów, które nie zmieniają mimiki. Moich zdjęć w sieci jest tyle, że byłoby to śmieszne, gdybym pojawiła się teraz z wielkimi ustami czy poprawionym nosem. Jednak medycyna estetyczna nie powinna w XXI wieku nikogo dziwić. Dobrze wykonany zabieg jest jak zabieg u dentysty, może być upiększający. Farbowanie włosów też jest ingerencją w naturę, a nikt tego nie komentuje.

Laura Łącz wspomina małżeństwo z Krzysztofem Chamcem

Pani drugim mężem był Krzysztof Chamiec. Mówi się, że w przypadku prawdziwej miłości różnica wieku nie ma znaczenia. Pani była od niego o 25 lata młodsza. Czy czuła się pani oceniana przez otoczenie?

Nasz romans był bardzo burzliwy i ogromnie komentowany w środowisku. Nie było Internetu, nie było mediów społecznościowych i portali plotkarskich. W tym czasie byłam już popularną aktorką, a Krzysztof Chamiec wybitnym aktorem, po roli Kazimierza Wielkiego, ale gdyby były różne portale, to chyba zrzucilibyśmy z okładek państwa Majdanów (śmiech). Wtedy plotek na nasz temat i komentarzy było mnóstwo. Oboje nie byliśmy wolni, musieliśmy poukładać sprawy prywatne. Gdy poznałam w teatrze Krzysztofa Chamca, miałam zaledwie 22 lata, a on był przed pięćdziesiątką. Był silnym fizycznie i psychicznie mężczyzną o typie macho. Nikt nigdy nie podejrzewał, że jestem z nim dla pieniędzy czy kariery, wszyscy rozumieli, że spodobał mi się jako mężczyzna. Różnica wieku nigdy nam nie przeszkadzała, w żadnym sensie. Na ten temat nie było nigdy między nami ani słowa rozmowy. Po prostu był wspaniałym mężczyzną, a ja bardzo kobiecą, młodą osobą, ale dojrzałą psychicznie. Na pewno nie rozstałby się z poprzednią żoną dla dziewczyny, która rzuciłaby go po miesiącu. To była wielka miłość, oboje rozumieliśmy, że chcemy być razem do końca życia i mieć dzieci. To był bardzo poważny związek. Nie było też tak, że zmienił się po czasie w przyzwyczajenie czy przyjaźń, lecz do końca życia to była żywa, prawdziwa miłość.

Jak przetrwała pani ten najtrudniejszy czas zaraz po jego śmierci?

Był bardzo zdrowym człowiekiem, zwiedzał świat. Wydał oszczędności życia, by zobaczyć np. Peru i Boliwię. Niestety okazało się, że genetycznie jest obciążony nieoperacyjnym rakiem płuc. Poszedł do szpitala, leżał tam dwa miesiące i tam zmarł. Jeździłam do niego, od rana do wieczora czuwałam przy nim i cały czas płakałam. Byłam zupełnie załamana.

Chciałaby się pani jeszcze zakochać? Miłość w dojrzałym wieku jest możliwa, gdy straci się ukochaną osobę?

Minęło ponad 20 lat i jestem sama. Nie dlatego, że nikt nigdy mnie nie chciał. Zalotników do dziś mam nadmiar, ale mnie to już nie interesuje. Przeżyłam dwie wielkie miłości, jedną z moim pierwszym mężem, a drugą z Krzysztofem i to mi do szczęścia wystarczy. Dobrze znoszę samotność. Przede wszystkim rzuciłam się w wir pracy i tylko taka aktywność może człowieka uratować przed depresją.

Poniżej zdjęcia, które przesłała nam pani Laura i pewna ciekawostka.

Moda sprzed lat w najlepszym wydaniu, bo to autentyczne suknie ówczesnej "pierwszej damy", żony premiera Józefa Cyrankiewicza w momencie jego największych wpływów politycznych. Długo szukano aktorki teatralnej o figurze Niny z tamtych lat. Andrycz siedziała w jednej garderobie z moją mamą w Teatrze Polskim

Laura Łącz przy portrecie Niny Andrycz Źródło: Fot: Maciej Goliszewski
Laura Łącz w sukni Niny Andrycz Źródło: Fot: Maciej Goliszewski

Laura Łącz o relacji z dorosłym synem

Po śmierci męża samotnie wychowywała pani syna. Jak sobie pani poradziła?

Kiedy zmarł mąż, mój syn miał 11 lat i tu był problem, bo syn ma bardzo silny charakter, nie jest typem grzecznego chłopczyka, kujona, który ma same piątki, więc miałam z nim dużo problemów. Samotnej kobiecie wychować dziecko, zwłaszcza syna, jest bardzo trudno i to nie są banały. Mój syn jest wspaniałym człowiekiem, bardzo inteligentnym, ale było mi bardzo ciężko. Gdyby mąż był, to na pewno jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, byłby lepiej dopilnowany. Mąż był bardzo konsekwentny we wszystkim, co mówił, co robił. A ja niestety nie.

Jak pielęgnuje pani relację z dorosłym już synem?

Przez to, że zostaliśmy sami, bardzo się ze sobą związaliśmy. Mieszkaliśmy w domu razem z moją mamą i ciocią, dwiema staruszkami, które niedawno odeszły. Były bardzo cierpiące i chore, więc wspólnie się nimi opiekowaliśmy. Mamy bardzo duży dom, syn ma osobne mieszkanie na piętrze.

Czym się zajmuje? Myślał o tym, aby iść w ślady swoich rodziców?

Całe życie o tym myślał, bo wszyscy go od dziecka o to pytali, czy chce być aktorem jak tatuś, jak mamusia, dziadkowie - bo przecież moi rodzice też byli aktorami Teatru Polskiego. Ale spojrzałam na to obiektywnie i sama mu doradziłam, że raczej nie zda egzaminów do warszawskiej szkoły teatralnej. W przeciwieństwie do mnie nie interesowała go poezja ani romantyczne monologi. Andrzej skończył prawo, a ja nie ingeruję w jego wybory.

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Kalina Szymankiewicz

Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Źródło zdjęcia głównego: Materiały prasowe Agencja Artystyczna "Laura"

Pozostałe wiadomości