Wywiady

Agnieszka Skrzeczkowska i Karolina Brzuszczyńska o szczegółach ślubu, wspólnej książce i kradzieży w ich domu

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Głowińska

Agnieszka Skrzeczkowska i Karolina Brzuszczyńska dały się poznać szerszej publiczności w programie "Top Model". Na casting przyszły już po zaręczynach i choć wtedy wydawało im się, że ślub wezmą w Barcelonie — plany się zmieniły. Dziewczyny wydały książkę "Lesby", w której opisały drogę do odkrycia swojej seksualności i odnalezienia szczęścia. W rozmowie z Aleksandrą Głowińską opowiedziały o wymarzonym ślubie i weselu, planowaniu macierzyństwa i włamaniu do mieszkania.

Agnieszka Skrzeczkowska i Karolina Brzuszczyńska o książce "Lesby"

Aleksandra Głowińska: Dlaczego zdecydowałyście się wydać książkę?

Karolina Brzuszczyńska: Długo się zastanawiałyśmy nad tym, czy ją wydać. Do tej pory ludzie powierzchownie patrzyli na nasze życie, wydawało im się kolorowe i szczęśliwe. Otworzyłyśmy się. Chciałyśmy pokazać, że nie zawsze tak było i jednocześnie dodać odwagi tym, którzy wciąż się nie wyoutowali, żeby żyli po swojemu i pomimo przeciwności losu żyli z miłością.

Agnieszka Skrzeczkowska: Dostajemy wiele wiadomości: "Macie super życie, a ja wciąż nie mogę znaleźć swojej miłości", "Świetnie wam się układa, a ja mam same problemy". Ale zanim znalazłam swoją miłość, minęło dużo czasu i po drodze miałam różne perypetie. Chciałyśmy dodać ludziom otuchy, opisując swój coming out i udowodnić, że ze wszystkim można sobie poradzić i wszystko da się przetrwać.

Dla kogo jest ta książka?

Karolina: Nie jest tylko dla osób LGBT. W książce opisujemy różne życiowe sytuacje. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jest i sport, i motywacja. Opisałyśmy to, czego doświadczyłyśmy ze strony mężczyzn jako kobiety. To nas dużo kosztowało, żeby się na te historie otworzyć.

Nowy utwór Sylvi Nowak Piosenka o potędze kobiet
Nowy utwór Sylvi Nowak Piosenka o potędze kobiet Sylvia Novak jest aktorką i piosenkarką. Z muzyką związana jest od najmłodszych lat. Ekipa programu „Co za tydzień" odwiedziła plan jej nowego teledysku do utworu „Wolna jak". Sylvia utwór ten napisała zainspirowana portugalskim hasłem „ser mulher sem temer", który przewija się w tym kawałku i oznacza "być kobietą bez strachu". Wokalistka chciała, aby ta piosenka dotarła do wszystkich kobiet, w których jest jakiś strach. Źródło: Co za Tydzień

Jakie emocje towarzyszyły wam przed premierą? Obnażyłyście przed światem najbardziej intymne zakamarki życia. Bałyście się tego, co się wydarzy, kiedy ujrzą światło dzienne?

Karolina: Tak, zdecydowanie. Ja się stresowałam bardzo, przed tym, co ludzie powiedzą, jak zareagują. To też nasza pierwsza książka. Nie jest to jakieś wybitne dzieło literackie. To po prostu samo życie. Nie wiedziałyśmy, jak zostanie to odebrane.

Agnieszka: Byłyśmy zestresowane, ale jednocześnie podekscytowane, że w końcu "nasze dziecko" przyjdzie na świat.

W niektórych fragmentach czuć żal do przyjaciół czy rodziny. Jak wasi bliscy zareagowali na to, co o nich napisałyście?

Agnieszka: Moja mama przeczytała książkę jako pierwsza. Szczerze mówiąc, nie skomentowała tego jakoś specjalnie. Mamy bardzo dobry kontakt, więc obie zdajemy sobie sprawę z tego, że nic w niej nie jest przekłamane. Wiemy, jak było, jakie były rodzinne zwyczaje i zasady. Mnie też z coming outem nie było tak łatwo.

Karolina: Dziś mamy świetne relacje z rodzicami, ale nie zawsze tak było. To nie jest takie proste, jak niektórym się wydaje, że rodzic zaakceptował to od razu i zaczęła się sielanka. Przeprowadziliśmy wiele rozmów, przechodziliśmy przez różne etapy. Nie chciałyśmy słodzić. Chciałyśmy, żeby to było wiarygodne. Bałyśmy się, jak zareagują nasze rodziny, ale, o dziwo, zareagowały bardzo pozytywnie. Moja mama, jak tylko wydałyśmy książkę, od razu zaczęła ją przeglądać. Są w niej dosyć intymne zdjęcia, więc zamykałam oczy, kiedy je oglądała i mówiłam: "Mamooo"… (śmiech).

Agnieszka: Powiedziała: "A co to ja was w bieliźnie nie widziałam? Dajcie spokój, są spoko. Myślałam, że będą mocniejsze" (śmiech). A my z każdą stroną powtarzałyśmy sobie, żeby nie przeglądała tych zdjęć. To są prywatne kadry, których dotąd nie chciałyśmy upubliczniać. Przekonali nas koledzy z wydawnictwa.

Zwróciłam też uwagę na krótki dopisek: Chcemy opowiedzieć tę historię i odczarować wizerunek pary lesbijek, które przecież marzą o tym, żeby jakiś napalony facet zaprosił je WSPÓLNIE na randkę. Nadal Wam się zdarza dostawać niemoralne propozycje?

Karolina: Niestety tak. Nawet teraz, kiedy jesteśmy rozpoznawalne, na imprezach po kilku drinkach mężczyźni nabierają odwagi i niektóre zaczepki zamieniają się w agresję słowną. "Założymy się, że uda mi się poderwać twoją dziewczynę?". A kiedy okazuje się, że żadna z nas nie jest zainteresowana, to zaczynają się ataki lub próby obrażenia nas.

Agnieszka: Panowie często starają się nas skłócić, żeby pokazać nam, że wejdą między nas. Na początku są bardzo mili, zaczynają podryw, a kiedy dajemy im znać, że nie jesteśmy zainteresowane ich zalotami, zaczyna się ta ciemna strony mocy.

Karolina: Mam wrażenie, że to podbudowywanie ego. Ta tendencja na szczęście się zmniejsza. Chociaż ostatnio miałyśmy nieprzyjemną sytuację podczas wyjścia na bilard z przyjaciółkami. Jeden z obecnych tam mężczyzn, mimo że wiedział, że jesteśmy razem, zaczął podrywać Agę. Siadali na naszym stole bilardowym, zabierali nasze bile. Specjalnie nas prowokowali. Nie udało im się i zareagowała ochrona klubu.

Agnieszka: Panowie co jakiś czas sprawdzają, czy na pewno się kochamy, więc przynajmniej dzięki temu mamy pewność, że wciąż to uczucie jest (śmiech).

Agnieszka Skrzeczkowska i Karolina Brzuszczyńska o związkach jednopłciowych

W sieci, szczególnie na Twitterze, często można spotkać komentarze dotyczące związków jednopłciowych. "Kobiety wiążą się z innymi kobietami, bo nie spotkały odpowiedniego mężczyzny".

Agnieszka: Mężczyźni myślą, że nam na pewno czegoś brakuje w związku z kobietą. I wtedy pojawia się "on". Ten jeden jedyny, który stanął na naszej drodze na dyskotece. I to na pewno on sprawi, że w końcu zmienimy zdanie, a oni pokażą nam, jak powinnyśmy żyć.

Ale nie tylko mężczyźni patrzą z niedowierzaniem na związki kobiet. Również „branża” nie jest szczególnie przychylna wobec kobiet, które były wcześniej w związku z mężczyzną. A przecież czasem, żeby odkryć swoją seksualność, musi minąć trochę czasu. Nie macie poczucia, że to trochę rozmija się z otwartością i tolerancją, o którą wszyscy proszą, skoro nawet wewnątrz środowiska zdarzają się takie zgrzyty?

Agnieszka: To chyba nie do końca chodzi o brak tolerancji i wykluczenie, tylko o to, że jeśli kobieta spotykała się dotąd tylko z mężczyznami i to jej pierwszy związek z kobietą, to istnieje cień szansy, że wróci do spotykania się z płcią przeciwną. Poznałam Karolinę, kiedy miała 25 lat. To dosyć późno, stąd obawy. W przypadku kobiet, który odkryły swoją orientację w wieku nastoletnim, ta szansa na spotykanie się z mężczyznami jest dużo mniejsza. Z tego może wynikać ten duży dystans do dziewczyn wchodzących do „branży”.

Karolina: Czułam ten dystans, kiedy wchodziłam do „branży”. Nawet ze strony koleżanek Agnieszki. Na początku wszyscy traktowali mnie z przymrużeniem oka.

No dobra, to zapytam inaczej. Karolina, czy ty, gdyby – odpukać w niemalowane – coś nie wyszło, po rozstaniu z Agą byłabyś w stanie stworzyć jeszcze związek z mężczyzną?

Karolina: Ciężko mi to ocenić, bo jestem panseksualna, więc zakochuję się w osobach bez względu na ich płeć. Gdybym poznała kogoś fajnego, myślę, że byłabym w stanie związać się z płcią przeciwną.

Agnieszka: Cały czas jej to powtarzam, ale wciąż się z tego śmieje i zaprzecza (śmiech). Zresztą ja też byłam w sześcioletnim związku z kobietą, a potem związałam się z mężczyzną, z którym mieszkałam i który poznał moich rodziców, więc wszystko jest możliwe. W relacji nie chodzi o płeć tylko o charakter. Trafiałam na mężczyzn, z którymi po prostu się nie zgrywałam. Nie pasowaliśmy do siebie charakterami i każdy miał inne oczekiwania wobec siebie nawzajem. Myślę, że tak jest z miłością. Znam kobiety, które w pierwszy związek z drugą kobietą weszły po 40. Wszystko jest możliwe.

Ten mit zresztą często powraca. "Miały złe doświadczenia z mężczyznami, to związały się z kobietą". Może to dobry moment, żeby go obalić?

Karolina: U mnie to tak nie działało, mimo trudnych przeżyć z mężczyznami. Nie było tak, że "źle mi z mężczyznami, więc spróbuję z kobietą”. Zresztą poznawałam wielu skrajnych mężczyzn. Byłam w długim związku, w którym mój partner był czuły i opiekuńczy, przejmował wszystkie stereotypowe obowiązki kobiece, gotował, sprzątał. Tu decyduje po prostu miłość.

Agnieszka: I pożądanie.

Karolina: Tak, i chemia.

Agnieszka: Mój pierwszy związek z facetem był bardzo udany. Mam do niego sentyment do dzisiaj i bardzo miło go wspominam. Nie mam złych przeżyć z mężczyznami.

Karolina: Zresztą, gdyby ludzie myśleli takimi kategoriami, nie mogliby stworzyć udanej relacji. Nie można ot tak wybierać sobie orientacji. Związek z kobietą wcale nie jest prostszy. My miałyśmy dużo ścian do pokonania. Obalanie schematów, w związkach jednopłciowych nie ma przypisanych ról, trzeba się dogadać. Gdyby to było takie proste, byłoby fajnie, ale takie nie jest.

Agnieszka: Wszystko zależy też od tego, czego oczekujemy od życia. Mnie cholernie irytowało wchodzenie w przypisane role. Nie lubię stereotypów, że mężczyzna powinien wbijać gwoździe, a kobieta gotować obiady. Odwrócenie tych ról nie jest złe. Każdy powinien robić to, co lubi i w czym czuje się dobrze. Świat zmierza w kierunku, w którym każdy może być tym, kim chce.

Zresztą ten mit mogłybyśmy obalić, przytaczając historie ze związków z kobietami. Agnieszka, ty dwa razy rozstałaś się z dziewczyną bez rozstawania. Po prostu zobaczyłaś swoje partnerki z nowymi partnerkami i to był znak, że wasza relacja dobiegła końca.

Agnieszka: Życie pisze różne scenariusze. Ja miałam pecha w życiu. Dzięki temu niewiele rzeczy mnie dziwi i jestem w stanie wszystko przetrwać.

Karolina: Dla mnie te sytuacje to oznaka braku szacunku.

Agnieszka: To ludzie, którzy żywią się czyimiś emocjami i krzywdami. Takie wampiry energetyczne.

Podobny zawód spotkał cię zresztą przy pierwszej relacji z kobietą podczas obozu, która podczas wspólnej nocy zrobiła ci malinkę, ale… nie przyznała się do tego i zrobiono z ciebie "puszczalską", która miała romans z "monterem żarówek". Nie chciałaś, żeby to zdementowała? Żeby wzięła cię w obronę?

Agnieszka: Ja wtedy już naprawdę nie miałam siły. Byłam w niej zakochana. Myślałam, że coś z tego będzie. A ona wstała rano i opowiedziała wszystkim zmyśloną historię, że przyszedł do nas jakiś pan zmienić żarówki. Stary pan z dużym brzuszkiem i wąsem, według jej wersji, zrobił mi malinkę. Jak się o tym dowiedziałam od swojej wychowawczyni, ścięło mnie z nóg. Zaprzeczyłam. Powiedziałam, że to nieprawda. To zresztą zakrawało o pedofilię. Jako nauczyciel nie tylko zawiadomiłabym tego pana i prosiła go o wyjaśnienia, ale przede wszystkim zgłosiłabym taką sytuację. Nie powiedziałam wtedy wychowawczyni prawdy, bo nie chciałam zdradzić swojej przyjaciółki, a widocznie nie chciała, żeby wszyscy wiedzieli, skoro się nie przyznała. Nie było żadnej akcji. Nikt się tym nie zainteresował. Prawdę powiedziałam tylko mamie, ale ona o monterze dowiedziała się dopiero na etapie pisania książki. Wyrwało ją z butów. Nie rozumiem tych zachowań.

Karolina, ty po tym, jak zakochałaś się w przyjaciółce bez wzajemności, stałaś się z kolei radykalną homofobką.

Karolina: Zaczęłam się spotykać w tym czasie z chłopakiem, który miał takie poglądy i pod jego wpływem przeszłam na ciemną stronę mocy. Używałam wielu brzydkich słów w stronę osób LGBT. Klasyczny przypadek. Często się słyszy, że naczelny homofob odkrywa swoją orientację i jest to poniekąd próba wyparcia. Myślę zresztą, że gdyby nie ta sytuacja z Kasią, inaczej potoczyłoby się moje życie. Może nie weszłabym wtedy w toksyczną relację z mężczyzną, w której tkwiłam ponad trzy lata. Dużo czasu zajęło mi odkopanie się z uczuć. Byłam zimną suką. Nie miałam w sobie żadnych uczuć. Dopiero po kilku latach to wszystko się odmroziło i zaczęłam czuć emocje.

Ale w końcu trafiłyście na siebie. I to był strzał w dziesiątkę. Jesteście zaręczone, żyje wam się super. Myślicie o ślubie?

Karolina: No, zbieramy się prawie trzy lata.

Agnieszka: Pandemia nam pokrzyżowała plany. Ślub jest głównie dla nas. Nikt nas nie pogania. Nie mamy dziecka w drodze. Nie musimy tego robić tu i teraz. A chcemy, żeby był wyjątkowy. Na razie nasze plany stanęły na Las Vegas i musimy to zrobić jak najszybciej, bo moja narzeczona się bardzo niecierpliwi (śmiech).

Agnieszka Skrzeczkowska i Karolina Brzuszczyńska o ślubie

Jesteście zupełnie różne. Jedna niepoprawna marzycielka, druga mocno stąpająca po ziemi realistka. Wasze wizje ślubu mocno się od siebie różnią czy łatwo było wam znaleźć kompromis?

Karolina: Chociaż trudno w to uwierzyć, ale w takich sytuacjach, jak ślub, dziecko, remont, mieszkania, to mamy podobne poglądy. Lubimy spontaniczne sytuacje. Jesteśmy zgodne, co do Las Vegas.

Agnieszka: Tak, ta wizja do nas pasuje. Chciałybyśmy, żeby ślubu udzielał nam Elvis Presley (śmiech). Jestem jego fanką.

Karolina: Ja mam już wizję sukienki, ale Aga jest bardziej niezdecydowana.

Agnieszka: Jeszcze nie wiem, czy założę sukienkę czy garnitur. Zdecyduję pewnie ostatniego dnia. Karolina, ja Ciebie pewnie nie zobaczę w sukience wcześniej, nie? Nie pozwolisz mi?

Karolina: Nie, nie ma mowy (śmiech).

Agnieszka: Ja podejmę decyzję pod twoją wizję. Ale nie zdziwiłabym się, gdybyśmy poszły do ślubu w podartych jeansach i z rozmazaną szminką.

A wesele? Po waszych przygodach z warszawskim klubem disco polo ten gatunek muzyki jest kategorycznie zakazany?

Karolina: Nie mamy nic do disco polo, chociaż to nie jest nasz ulubiony gatunek muzyki. Ludzie przy tym się świetnie bawią. Na pewno będzie miks. Ale zawsze to disco polo rozkręca imprezę.

Agnieszka: Ja tam lubię disco polo. Nie słucham na co dzień, ale zawsze można sobie fajnie pokręcić piruety (śmiech).

"Od kiedy mamy dwa koty to ta myśl zeszła na dalszy plan” – tak mówiłyście o macierzyństwie ostatnio. A jak jest teraz?

Agnieszka: To zależy od naszego poziomu hormonów.

Karolina: Czasem jest tak, że włącza nam się instynkt macierzyński i bardzo już chciałybyśmy być mamami.

Agnieszka: Ten proces jest u nas utrudniony. Para hetero w przypływie tych emocji może sobie zrobić dziecko w tej samej chwili, w której o nim pomyśli. U nas nie może się to wydarzyć w ciągu jednego dnia.

Karolina: Bardzo chciałybyśmy mieć dziecko. U nas pewnie wyglądałoby to tak, że Agnieszka oddałaby swoją komórkę, a ja byłabym w ciąży. Dziecko nie musi mieć moich genów. Nie jest to dla mnie ważne. Aga chciałaby mieć córkę ze swoimi genami, a ja bardzo chciałabym urodzić jej dziecko. Będę nosić je pod sercem i byłoby to piękne.

Agnieszka: Mamy ogromne szczęście, że się dogadałyśmy w tym temacie. Po prostu obie się zgodziłyśmy z tym, że ten plan jest idealny i daje nam on dużo radości.

Mówicie o rodzinie, pokazujecie swoje życie. Waszym zdaniem ważne jest, by osoby publiczne mówiły o swojej orientacji otwarcie?

Karolina: Dużo osób nadal się ukrywa. Myślę, że boją się, jak coming out wpłynie na ich karierę. My też się bałyśmy. Działałam w Internecie już jakiś czas, zanim się wyoutowałam. Bałam się, że to wpłynie na moje kontrakty, współprace…

A wpłynęło?

Karolina: Zupełnie nie.

Agnieszka: Wiele lat, pracując na wyższym stanowisku w marketingu, ukrywałam się. Firma liczyła ok. 500 osób. Bałam się, że to negatywnie wpłynie na naszą współpracę. Co osoba, to inne zdanie. Najważniejsze żyć w zgodzie ze sobą. Ja w pewnym momencie powiedziałam „dość”. Nie da się tego ukryć. Mimo że nie ujawniałam się i nie mówiłam otwarcie, że jestem lesbijką, nie chodziłam i nie rozpowiadałam, że mam chłopaka. Nie podrywałam kolegów z pracy. Nie pokazywałabym zdjęć facetów podczas plotek z koleżankami. Nie okłamywałam nikogo. Nie grałam w ich grę. Irytuje mnie to, że wiele osób w show-biznesie wciąż udają hetero, wrzucają udawane związki, szukają dziewczyny, a są gejami. To nie jest fair. To oszukiwanie ludzi. I w drugą stronę. Nie podoba mi się, kiedy osoby heteroseksualne udają osoby homoseksualne dla podbicia zasięgów. Chcą coś osiągnąć, oszukując fanów.

Ostatnio miałyście sporego pecha, zostałyście okradzione. Co się stało?

Karolina: Wstałyśmy rano i pojechałyśmy na trening. Do domu wróciłam po około dwóch godzinach. Aga pojechała do fryzjera. Kiedy próbowałam otworzyć drzwi, zorientowałam się, że nie ma w nich zamka. Złapałam za klamkę. Drzwi się otworzyły. W środku zobaczyłam ogromny bałagan. Wszędzie były porozrzucane rzeczy. Najpierw sprawdziłam, czy są koty, a potem zadzwoniłam na policję. Ktoś musiał wiedzieć, że nas nie będzie w domu. To było szczęście w nieszczęściu, bo często do naszego mieszkania kurierzy dostarczają paczki. I prawdopodobnie jeden z nich wystraszył złodziei. Nie okradli nas doszczętnie. Ukradli nam komputer, ekspres do kawy, perfumy. Mogło tego być o wiele więcej. Widać, że się wystraszyli, bo złapali worek, który miałyśmy w mieszkaniu i z nim wybiegli. Takie były ustalenia policji.

Agnieszka: Ukradli nam rzeczy z wierzchu, ale widać było, że szukali pieniędzy i biżuterii, bo rzeczy z szaf były powyrzucane.

Nie udało się ustalić sprawcy?

Karolina: Niestety nie. Kiedy policja szukała odcisków palców, znalazła tylko ślady rękawiczek. Śledztwo umorzono.

Nie myślałyście, żeby teraz zamontować sobie alarm? Albo się przeprowadzić, żeby czuć się bezpiecznie?

Agnieszka: Mamy alarm, mamy kamery.

Karolina: Zaczęłyśmy myśleć o przeprowadzce. Przez pierwsze tygodnie w mieszkaniu czułyśmy się naprawdę dziwnie. A jeszcze gorzej było, kiedy z niego wychodziłyśmy. Najbardziej boje się o koty. Że ktoś je ukradnie, albo zostawi otwarte drzwi i one wybiegną. Teraz cały czas sprawdzamy kamery. Boimy się, że przyjdą ponownie, bo nie ukradli nam wszystkiego.

Zobacz także:

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: arch.prywatne/Instagram

Pozostałe wiadomości