Wywiady

Dawid Woskanian zwyciężył w 8. edycji "Top Model". Powiedział nam, co zrobił z wygraną [WYWIAD]

Wywiady

Autor:
Kalina
Szymankiewicz
Źródło:
cozatydzien.tvn.pl
Top Model. Dawid Woskanian o życiu z zespołem Tourette'a

Dawid Woskanian wygrał 8. edycję programu "Top Model". Gdy stanął przed jurorami czuł motywujący stres. Był pewny siebie i świadomy tego, że nie ukryje choroby, która towarzyszy mu od 6-7 roku życia. Zespół Tourette'a nie przekreślił jego marzeń. W rozmowie z Kaliną Szymankiewicz z serwisu cozatydzien.tvn.pl model opowiedział o swojej codzienności po programie, związkach i reakcji społeczeństwa.

Fani "Top Model" poznali Dawida w 2019 roku. Chłopak odważnie wkroczył do świata show-biznesu i sam nie mógł przypuszczać, że zwycięży ósmą edycję. Razem z nim rywalizowała Klaudia El Dursi, znana teraz jako prowadząca show TVN "Hotel Paradise". Dawid zaskoczył jurorów i widzów. Jak wygląda jego życie po "Top Model"?

Dawid Woskanian - życie po "Top Model"

Kalina Szymankiewicz, cozatydzien.tvn.pl: Do udziału w programie namówiła cię siostra. Nigdy nie patrzyłeś na siebie, jak na przyszłego modela?

Dawid Woskanian: Myślę, że gdyby nie jej motywacja, to raczej nie wziąłbym udziału w programie. Miałem 19 lat, chodziłem do liceum i nie myślałem o tym, żeby być modelem. Miałem gigantyczne problemy z cerą. Zmagałem się z trądzikiem, który kompletnie mnie wtedy dyskwalifikował w tej branży. Jak już udało mi się go wyleczyć, kilka miesięcy po skończeniu liceum, to zacząłem inaczej patrzeć na siebie w lustrze. Siostra robiła mi zdjęcia, a ja zacząłem dostrzegać charakterystyczne rzeczy w moim wyglądzie: wystające kości policzkowe, mocne rysy twarzy. Ale do "Top Model" nie przygotowywałem się długo. Trochę ćwiczyłem chodzenie w domu. Nie miałem też wcześniej żadnej profesjonalnej sesji, tylko zdjęcia robione telefonem.

Gdyby nie przygoda z modelingiem, czym byś się teraz zajmował?

Przed "Top Model" pracowałem jakiś czas w fabryce słodyczy. To była taka standardowa praca w magazynie. Oczywiście nie wyobrażałem sobie tego na całe życie. To była tylko młodzieńcza praca, chciałem się trochę usamodzielnić. Myślę, że związałbym swoją przyszłość ze sportem. Pewnie zostałbym trenerem personalnym. Sam trenuję street workout, kalistenikę.

Czy sport pomaga ci w chorobie?

Sport buduje charakter. Całe dzieciństwo trenowałem piłkę nożną, tenis stołowy. W wieku nastoletnim zacząłem trenować również street workout. Chciałem nauczyć się ciekawych figur i poprawić swoją sylwetkę. To dodało mi pewności siebie. Sport mnie ukształtował i przygotował mentalnie do tego, co spotkało mnie później. Przydało się to w domu modelek i modeli, gdzie uczestnicy są odcięci od świata, z dala od rodziny. W wieku 18-19 lat pogodziłem się z chorobą, zaakceptowałem ją, zrozumiałem, że trzeba korzystać z życia, ile się da. Sport wymaga skupienia, a to przekłada się na to, że potrafię powstrzymać swoje tiki. Dzięki temu w programie potrafiłem skoncentrować się na konkretnym zadaniu, pozować do zdjęć, chodzić po wybiegu.

Opisz emocje, jakie towarzyszyły ci przed samym wejściem na casting. Jak wspominasz konfrontację z jurorami?

Miałem w głowie różne scenariusze. Zastanawiałem się, w jaki sposób odbiorą mnie jurorzy. Ale byłem dobrej myśli, bo wierzyłem w to, że nadaję się do tej branży. Stres mnie nie sparaliżował, był raczej motywujący. Myślę, że jurorzy docenili to, że postawiłem na szczerość i pokazałem, jaki naprawdę jestem. Wiedziałem, że "Top Model" to tak naprawdę program o ludziach. Przypuszczałem, że mój występ będzie dla wielu osób z zespołem Tourette’a, czy z innymi przypadłościami, motywacją i przykładem, że można wziąć udział w takim przedsięwzięciu. Ludzie chętnie mnie oglądali i z ciekawością śledzili to, jak daleko uda mi się zajść.

Dawid Woskanian o Top Model

Wciąż zgłaszają się do ciebie osoby z zespołem Tourette’a?

Najwięcej osób pisało do mnie oczywiście po programie. Teraz też to się zdarza. Czytam w wiadomościach, że dzięki mnie uwierzyli w siebie. Pokazałem im, że mimo trudności można zrobić w życiu to, co tylko się wymyśli. Trzeba nad tym ciężko pracować i mieć trochę szczęścia, ale to jest możliwe. Najgorszy jest moment przełamania. Dla mnie to był sam casting. W domu modelek i modeli było już normalnie, trzeba się było starać, ale to już nie było dla mnie takim wyzwaniem, jak pierwszy występ przed jurorami i telewidzami.

Co sprawiło ci największą trudność w programie?

Zdecydowanie najtrudniejsze były dla mnie zadania grupowe, nie sesje, nie wybiegi, tylko współpraca z innymi. Jestem stuprocentowym indywidualistą. Osiągam najlepsze efekty, gdy sam nad nimi pracuję.

Pochwalisz się, co zrobiłeś z wygraną? To było 100 tys. złotych.

Nie miałem jakiegoś konkretnego celu. Nie wiedziałem, co sobie mogę za to kupić. Nie mam specjalnych wymagań, więc postawiłem na oszczędności. Nie chciałem wydać całej kwoty w pięć minut. Nie czułem potrzeby, żeby kupować drogie samochody czy markowe ciuchy. Chodzę na zakupy do second handów, tam wynajduję ubrania, które kupię za 15 zł i jestem zadowolony. Można tam znaleźć perełki za grosze i mnóstwo modnych inspiracji.

Dalsza część rozmowy poniżej.

Dawid Woskanian o życiu z zespołem Tourette'a

Czy uważasz, że w społeczeństwie jest wystarczająca wiedza na temat zespołu Tourette’a?

Kompletnie nie. Społeczeństwo jest zerowo poinformowane w tej kwestii. Oczywiście mój udział w programie otworzył wielu osobom oczy, ale ja nadal spotykam się z brakiem świadomości. Zauważam to np., gdy idę ulicą, ktoś się we mnie wpatruje i sugeruje, że jestem czymś odurzony albo niespełna rozumu. Może przydałby się jakiś film o tej tematyce, ale musiałaby być to duża produkcja, coś na większą skalę, niż to, co do tej pory powstało.

Znam swoją wartość, wiem kim jestem. Zawsze staram się wytłumaczyć ludziom, o co chodzi. Wiele osób chorych na zespół Tourette’a zmaga się z depresją, ma stany lękowe. Dlatego warto mieć jakąś pasję, coś co uskrzydla i pozwala się rozwinąć. Dla mnie każde spotkanie z ludźmi, którzy zwracają na mnie uwagę na ulicy, sprawia, że jestem mocniejszy. Niektórzy turetycy twierdzą, że to ich nie rusza, a jednak serce w środku krwawi. Ja już to przeszedłem. Teraz machnę na to ręką i idę przed siebie.

Co radzisz osobom, które mają do czynienia z chorymi na zespół Tourette’a? Jak powinni się według ciebie zachować?

Zdecydowanie najlepszą reakcją jest obojętność. Po prostu przejść obok tej osoby, jakby nigdy nic. Jeżeli nie wiemy o co chodzi, to przejść obojętnie. Tak samo, gdy znamy tę przypadłość, to nie chcemy słyszeć od kogoś: "O, jak ja cię szanuję i podziwiam", bo to jest tak samo, jak z ludźmi, którzy jeżdżą na wózku. Nie trzeba ich dotykać, poklepywać po ramieniu. Najlepsza dla turetyków jest obojętność. Myślę, że z każdą chorobą tak jest. Tacy ludzie oczekują normalności. Nie chcemy litości ani hejtu.

Chciałbyś założyć rodzinę, mieć dzieci?

Dużo o tym myślałem. Narodziły się w mojej głowie obawy, czy poradzę sobie z ojcostwem, czy to jest w ogóle dla mnie. Teraz wiem, że chciałbym założyć rodzinę. Myślę, że dość późno mnie to czeka, bo chciałbym najpierw spełnić się życiowo. Ale jest to dla mnie ważne, nie chcę żyć sam, skupiając się tylko na karierze.

Czujesz wsparcie od swoich bliskich? Czy pogodzili się z tym, co cię spotkało?

Moja rodzina dawała mi ogromne wsparcie i w dalszym ciągu to od nich czuję. Rodzice to również moi przyjaciele. Pogodzenie się z moją chorobą było dla nich ciężkie, szczególnie dla mamy. Najgorsza była dla niej niewiedza, chodzenie po lekarzach i poczucie bezsilności. Rodzicom potrzebny był czas. Gdy zauważyli, że radzę sobie w życiu, sami zyskali spokój i już się tak o mnie nie martwili.

Jak stworzyć związek z osobą, która ma zespół Tourette’a?

Byłem ponad dwa lata w związku z dziewczyną, od której otrzymałem dużo wsparcia. Ta osoba zaakceptowała mnie w stu procentach. Pod tym aspektem miałem dużo szczęścia. To było jeszcze przed "Top Model", więc miałem pewność, że nie była to udawana miłość. Niektóre dziewczyny z pewnością nie mogą być z turetykiem, bo przeszkadzają im różne zachowania. Nie wyobrażają sobie zasypiać w łóżku obok osoby, która ma niekontrolowane ruchy, wydobywają się z jej ust dziwne odgłosy. Niektóre tiki mogą brzydzić, wyglądają dość niechlujnie, np. wystawianie języka.

Nie każdy jest w stanie stawić temu czoła...

Niektóre osoby są w stanie, to kwestia oswojenia, ale żeby do tego doszło, to musi być chęć. Jeśli już na początku chłopak lub dziewczyna jest zniechęcona, to nie ma mowy o oswojeniu. Dojrzalsze kobiety zupełnie inaczej na to patrzą. Gdy zrozumieją, że w życiu z turetykiem da się funkcjonować, to częściej decydują się na związki. Jednak na randkach żadna osoba nie przyzna się, że czuje niechęć. Zazwyczaj takie osoby znikają po cichu i kontakt się urywa. Uważam, że w tych czasach ciężko nawiązać szczerą relację. Dlatego rzadko się w nie angażuję. Jednak jestem dość czułym i wrażliwym facetem. Gdy poznam kogoś, kto wydaje się być wartościową osobą, nie ukrywam swoich uczuć.

Jak toczy się twoje życie poza Warszawą? Czy stolica przytłoczyła cię, gdy przyjechałeś na nagrania do "Top Model"?

Zrobiła na mnie wrażenie na samym początku. Inne budynki, miejsca, celebryci. Ale bardzo szybko można się do tego przyzwyczaić. Nie mieszkam w Warszawie na co dzień, ale przyjeżdżam na różne projekty. Biorę udział w sesjach zdjęciowych, współpracuję z różnymi markami, co widać na Instagramie. Jednak zawsze wracam do rodziny. Lubię miejsce, w którym mieszkam, ale nie wykluczam w przyszłości wyprowadzki do większego miasta. Czas pokaże, jak życie się potoczy. Jeśli sytuacja będzie tego wymagać, podejmę kolejne wyzwanie.

Zobacz więcej:

Sylwia Graff o nowej miłości
Sylwia Graff o nowej miłości Sylwia Graff szybko zaskarbiła sobie sympatię widzów jako jedna z bohaterek programu "Żony Miami". W rozmowie z cozatydzien.tvn.pl opowiedziała, jak wyglądały początki jej miłości. Źródło: Co za Tydzień

Autor:Kalina Szymankiewicz

Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Źródło zdjęcia głównego: Fot. Bartosz Krupa East News/X-News

Pozostałe wiadomości