Wywiady

Paulina Smaszcz o pasji, rozwodzie, synach i smakowaniu życia tuż przed 50-tką

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Głowińska
Paulina Smaszcz

#COZAKOBIETA! Dosięgnęła ją choroba, która wywróciła jej życie do góry nogami. Przeszła kilka operacji, by wrócić do pełnej sprawności. Rozwodziła się na oczach całej Polski. Do sieci trafiły nawet zdjęcia z sali sądowej. Tabloidy wieszały na niej psy, a kobiety do dziś podszczypują ją w komentarzach. Ale nie poddała się. Nie obniżyła poprzeczki, którą zawiesiła sobie wysoko przed laty. Dziś frunie jeszcze wyżej. O kobietach, marzeniach, porażkach, macierzyństwie i budowaniu relacji po zakończeniu małżeństwa w rozmowie z Aleksandrą Głowińską opowiedziała Paulina Smaszcz.

Aleksandra Głowińska, cozatydzien.tvn.pl: "Bądź kobietą petardą! Jak zająć się sobą i żyć świadomie" – wydałaś książkę, w której podpowiadasz kobietom, co zrobić, żeby żyć szczęśliwiej. To dobra definicja?

Paulina Smaszcz: Szczęśliwiej tak, szczęśliwie nie. Bo żyć szczęśliwie, to wata językowa. Chodzi o to, żeby żyć samoświadomie. Po swojemu. Każda z nas ma zupełnie inną definicję szczęścia i sukcesu. Często łapiemy się w pułapkę; żyjemy szczęśliwiej nie dla siebie, a dla kogoś innego. Staramy się sprostać i spełnić oczekiwania innych.

My, kobiety, szczególnie często staramy się uszczęśliwić wszystkich wokół, zapominając o sobie. Poświęcamy się w imię… No właśnie. W imię czego?

My dokładnie wiemy dlaczego. Przyczynowość jest bardzo złożona, ale skutek jest zawsze ten sam.

To znaczy?

Zacznijmy od początku. W szkole, w domu, nikt nie uczy nas komunikacji i budowania relacji. Nie uczy nas partnerstwa. A my, od wczesnych lat dziecięcych, musimy spełniać jakieś normy i oczekiwania. Dziewczynka ma być ładnie ubrana, najlepiej w różowe ciuszki. Zawsze miła, sympatyczna i niekrzycząca. Taka sama jak wszyscy inni. Spełniać wymogi szkoły, nie mieć żadnych problemów i zawsze mówić, że wszystko jest dobrze. Bo przecież dziewczynki nie sprawiają problemów, prawda? 

Prawda. A potem dorasta...

... młoda kobieta wychowana w układzie patriarchalnym w katolickim kraju, gdzie rząd w ogóle nie sprzyja rozwojowi kobiet. Jesteśmy wychowywane na służebnice, a nie na partnerki. I to jest problem braku edukacji, bo gdyby ktoś nas nauczył, umiałybyśmy budować relacje, rozumiały, czym jest partnerstwo i potrafiły komunikować swoje potrzeby. 

Paulina Smaszcz o edukacji kobiet

Czyli co teraz powinnyśmy zrobić?

Jeżeli szybko nie nadrobimy tej edukacji, nie będziemy w stanie budować swojego życia szczęśliwiej. Zawsze to powtarzam na warsztatach, które prowadzę. Musisz znać odpowiedzi na pytania: kim jestem, jaki jest mój cel, co jest moim marzeniem, jakie mam wady i zalety, czego potrzebuję. Bo jak można prosić, kiedy nie wie się o co?

Z moich obserwacji wynika, że coraz więcej kobiet chce przebić ten szklany sufit i uwolnić się z ram, w które zostały włożone. 

Bo tak jest. Bardzo chcemy, ale nie mamy narzędzi. Kobiety nie są zatrudniane na umowy o pracę. Boją się mówić pracodawcy o planach macierzyńskich, nawet dalekosiężnych.

Jak to naprawić? Poza oddaniem głosu w najbliższych wyborach.

Potrzebny jest nam dialog. Wyraźna komunikacja naszych potrzeb. Ucho Thuna podpowiada nam, by działać emocjonalnie, więc jak już walczymy o swoje prawa to ogniem i mieczem. Niestety, musimy pamiętać, że nie walczymy tylko dla siebie. Walczymy dla naszych córek, dla naszych wnuczek. Jeśli nie chcesz tego zmienić dla siebie, bo uważasz, że to życie, którym żyjesz, jest ok — pomyśl, że tworzysz ten świat dla swojego dziecka. Każdy rodzic chce, żeby dziecku było lepiej i nie chodzi o dawanie ryby zamiast wędki. W moim doktoracie wszystkie kobiety deklarowały: moja córka może żyć po swojemu według swoich zasad. Ale w wywiadach biograficznych i tak wychodziło, że ma oczekiwania. Chciałaby, żeby jej córka znalazła dobrego męża i urodziła dziecko. A ona może tego nie chcieć.

I zawsze w życzeniach dla kobiet pojawia się mężczyzna.

Mnie po rozwodzie nikt nie pytał, jak sobie radzę materialnie, czy mam pomysł na drugą połowę życia, czy jestem zadowolona z zawodowych wyzwań, tylko pytają: a masz już faceta? Tak jakby to było najważniejsze wyzwanie kobiety w życiu: znaleźć partnera. 

Trochę sami na to zapracowaliśmy.

I dlatego tak ważna jest edukacja. Zawsze powtarzam kobietom: zdobywajcie kompetencje, doświadczenie. Wszystko może się wydarzyć w życiu. Możesz stracić osobę, którą kochasz. Ona może porzucić ciebie. Możesz stracić wszystkie pieniądze. Firma się załamie. Kto przewidział pandemię? Nikt. Tyle firm upadło. Umiejętności, kompetencje, doświadczenie — na tym zawsze coś zbudujesz. Przetrwasz.

Ty jesteś tego najlepszym przykładem. Był moment, w którym życie zawaliło ci się na głowę, ale przetrwałaś. 

Walczyłam o to, co stworzyłam. Powołałam do życia moje dzieci. One chcą mieć matkę, która istnieje dla nich, nie tylko, kiedy są małe, ale też jak dorosną. Nie wiem, czy walka to jest dobre słowo. To chyba raczej przetrwanie w godności, albo nawet w życiu w godności i z szacunkiem do samej siebie. Tego się trzymam.

A wiesz, że ostatnio w sieci trafiłam na artykuł, w którym ekspert radził kobietom, by obniżyły standardy wobec partnerów? Ponoć mamy za duże wymagania.

Daj mi nazwisko tego eksperta, pójdę podpalić mu dom (śmiech). To nie jest żaden ekspert. Jeśli tak mówi, to znaczy, że w ogóle nie zna się na kobietach i z nimi nie rozmawia. Na swoich szkoleniach uczę, że asertywność to nie jest tylko mówienie "nie" i wyznaczanie granic, ale również trzymanie swoich standardów i swojego poziomu. Jeżeli twoja poprzeczka jest wysoko, to czasem lepiej być samą niż być z byle kim, byle gdzie i byle jak i byle po co. Partner nie musi ci pomagać, ale ważne, żeby nie przeszkadzał. A tym partnerom, którzy nas wspierają i dodają skrzydeł, musimy umieć podziękować.

Trudno jest przetrwać w godności, będąc na celowniku tabloidów? Obnażając przed ludźmi swoją kruchość?

Nie patrzę na to w tych kategoriach. Po prostu staram się być szczera w tym. Nie maluję swojego obrazu kolorowymi kredkami, żeby innym pokazać coś, czego nie ma w rzeczywistości. I stąd bierze się sukces moich mentoringów, warsztatów. Mówię o tym, co przeżywam. O swoich sukcesach i porażkach. Wszystkim się wydaje, że teraz należy mówić tylko o sukcesach. A ja nie wierzę w takich ludzi. Tacy ludzie nie istnieją. 

A ty nie miałaś łatwo. 

Wszystko dzieje się po coś. W moim życiu po to, żebym nauczyła się cieszyć drobnostkami. Tym, że kiedy rozmawiamy, moje mopsy się ze sobą bawią, że zaraz mój syn wróci ze szkoły na obiad, a wieczorem powie mi, że mnie kocha. Że mój starszy syn, chociaż mieszka z żoną za granicą, codziennie do mnie dzwoni. Że rozmawiam z tobą. Jestem zaszczycona, że robisz ze mną wywiad. To, że na moich campach są cudowne kobiety. To jest dla mnie ogromna lekcja. I tę samą lekcję przekazuję dalej: nie czekaj na coś wielkiego. Ciesz się tym, co jest. Moim sposobem radzenia sobie z problemami jest robienie rzeczy dla innych. Opiekuję się nimi, mentoruję ich, przygotowuję szkolenia. Ktoś inny może potrzebować zaszycia się w czterech ścianach. Ja chcę pokazywać, że można inaczej.

Jaką wyciągnęłaś z tego lekcję?

Że nasze życie składa się z codzienności, nie z wielkich wydarzeń. Że nie każda z nas będzie miała męża milionera, który w spadku zostawi jej dużo pieniędzy. Że nie każda spotka mężczyznę, który będzie umieć być partnerem. Że nie każda z nas wywodzi się z rodziny, która da jej wsparcie. Że nie każda z nas ma strukturę społeczną wokół siebie, która będzie ją wzmacniać. Ale mimo wszystko — nie można zdradzić siebie, swoich wartości i ideałów. 

Paulina Smaszcz o rozstaniu z Maciejem Kurzajewskim

Bolało cię, jak czytałaś, co piszą na twój temat? 

To zawsze boli. Ale umiem sobie z tym radzić. Po to też prowadzę i będę prowadzić pewnie do końca życia, szkolenia z asertywności. Mam bardzo prosto określone życiowe priorytety. Słucham osób, którym ufam i które są dla mnie inspiracją i wartością. Reszta mnie totalnie nie interesuje. Oblewam ich totalną obojętnością. Inaczej bym nie dała rady. Nie obchodzi mnie, co mówią o mnie ludzie, którzy mnie nie znają, a ci zawsze mają najwięcej do powiedzenia. 

Cena za popularność w twoim wypadku nie była zbyt wysoka? Nawet zdjęcia z sali rozpraw z waszego rozwodu trafiły do sieci.

Nie masz na to wpływu. Jesteśmy dorośli. Żyjemy, dzięki Bogu, w kraju, w którym mamy wybór. Nikt nie zmusza nas do małżeństwa. Same wybieramy sobie partnerów. A jeżeli później jesteś niezadowolona z tego życia, to wypij mleko, które nawarzyłaś. Jeśli wybrałaś taką drogę zawodową, to twoja decyzja. Nikt cię nie zmusił do wzięcia tej pracy. Jeszcze w naszym kraju nie ma niewolnictwa. A skoro się zgodziłaś i bierzesz za to pieniądze, musisz ją wykonywać i liczyć się z konsekwencjami. Jeśli zdecydowałaś się na dziecko, jesteś odpowiedzialna za człowieka, którego stworzyłaś. Nie możesz go porzucać. Nie może być narzędziem w twoich rękach. Nie na tym polega odpowiedzialne macierzyństwo. 

Jak rozpoznać moment, w którym nie ma już co zbierać z małżeństwa i trzeba ratować siebie?

Jeśli patrzysz na siebie w lustrze i czujesz: zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby uratować ten związek, podjęłam każdą próbę, ale bez skutku, to uśmiechnij się i powiedz "papa". Do tanga trzeba dwojga.

Mimo że wam się nie udało uratować małżeństwa, jesteście dowodem na to, że można utrzymywać przyjacielskie stosunki.

A portale i tak piszą głupoty. Musiałam oświadczenie wydać w tej sprawie. Odpryskami plotek na temat życia mojego byłego męża ja dostałam najbardziej po nosie. Nie mój były mąż. Nie jego potencjalna partnerka. Tylko ja. A co ja złego zrobiłam? Wspieram. Dlaczego się na mnie mszczą? Dlaczego na mnie szczują?

No właśnie. Opowiedziałaś się po jego stronie i wsparłaś publicznie, kiedy tego potrzebował. Nie każda eksżona byłaby do tego zdolna. Szczególnie w show-biznesie.

Na szczęście w show-biznesie jestem tylko jedną nogą. Moja postawa wynika przede wszystkim z szacunku do dzieci, które mamy razem i 23 lat przeżytych ze sobą. Wesprę Maćka w każdej sytuacji, w której on będzie szczęśliwy i spełniony, bo dzięki temu nasze dzieci będą szczęśliwe i spełnione. 

A ty jaką jesteś mamą? 

Mega rozrywkową! Śmieję się, że moi synowie pytają, czy ja nie mogę być taka, jak inne mamy. Kiedy pytam, co to znaczy, odpowiadają: poważna, która nam zabrania i daje kary. Ale to nie ja. U mnie jest luz. Jesteś odpowiedzialny za swoje życie. Uczysz się dla siebie. Zawsze masz w życiu wybór. Nie dasz rady? To nie dasz. Ale zawsze rób wszystko, co w twojej mocy, żeby podołać. 

Teściową też? Czy jednak synowa się boi? (śmiech)

(Śmiech). Nie mamy w ogóle relacji teściowa-synowa. Jesteśmy raczej koleżankami. Rozmawiamy o polityce, ekonomii, filozofii. Nie mogę powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółkami, bo nie chciałabym aż tak wchodzić w życie mojego syna. Chcę być partnerką do rozmowy. Jeśli to się uda, to będzie to dla mnie zaszczyt. 

Trudno jest wychowywać dzieci w blasku fleszy? 

Mi się wydaje, że udało mi się ochronić przed nimi moje dzieci. Ich życie zawodowe czy szkoła nie są w ogóle z tym światem związane. Dzięki Bogu. A jeśli chodzi o zainteresowanie mediów... Jak każda matka jestem dumna ze swoich dzieci. Z tego, jakimi są ludźmi, jak rozumieją świat i jak bardzo są na niego otwarci. Jakie mam relacje z nimi i jakie relacje ma Maciek. Widzę, jak wiele nieszczęścia powoduje brak oparcia i umacniania poczucia własnej wartości przez rodziców. Moi synowie wiedzą, że zawsze będą mogli wrócić do domu, niezależnie, jakie decyzje podejmą. To nam się udało.

Nie da się ukryć. Twój były mąż po waszym rozstaniu powiedział coś, co mnie wzruszyło. "Kocham moją rodzinę. To, że się rozstaliśmy, to nie zmienia tego, że jesteśmy rodziną". Piękne słowa.

Tak. Nasz rozwód był porażką. Jedni wyciągają wnioski szybciej, inni później. Ale ważne, że je wyciągają. 

Nie obawiałaś się, tuż po zakończeniu sprawy rozwodowej, że może nikogo już nie spotkasz? Że się nie zakochasz?

No coś ty! Nie mam w ogóle żadnych wątpliwości. Przede mną jest druga połowa życia, ja dopiero nabieram wiatru w skrzydła! Mam nowe wyzwania, mam cudowną pracę ze wspaniałymi ludźmi, jeden mój syn jest już dorosły, drugi zaraz będzie... Myślę, że jeszcze będę miała kilku facetów, ale może pokocham jednego. 

Media spekulowały jakiś czas temu, że ten jeden do pokochania to już trwa u twojego boku.

Naprawdę? 

Wszyscy o tym pisali. 

Muszę zacząć czytać (śmiech). 

Dlatego nie mogę nie zapytać. Jesteś zakochana?

Nie jestem zakochana, od razu mówię, ale to nie oznacza, że w moim życiu nie ma mężczyzn. 

Jedno drugiego nie wyklucza (śmiech).

Ja uwielbiam mężczyzn! Uważam, że świat bez nich byłby strasznie nudny. Oni dostarczają nam tylu ciekawych przygód (śmiech). 

Po rozwodzie jest łatwiej budować relacje z mężczyznami?

O jaką sferę pytasz? (śmiech)

O emocjonalną (śmiech).

Łatwiej. Wiesz już, czego nie chcesz.

Czyli w seksualnej jest trudniej?

Wręcz przeciwnie (śmiech). Najtrudniejsze jest odnaleźć kogoś, kto ci odpowiada na wielu płaszczyznach.

Mogłabyś być z młodszym facetem?

Gdyby był mądry, to mogłabym. Weźmy na prezydenta Francji. Emmanuel Macron potrafi całemu światu powiedzieć: odpie***cie się od mojej Brigitte, ona jest najpiękniejsza, najmądrzejsza i dzięki niej jestem tu, gdzie jestem. Trzeba mieć jaja. 

To prawda. Szczególnie że oni muszą naprawdę mierzyć się z ogromną falą hejtu. I to głównie ze strony kobiet. To przez zazdrość? Kompleksy?

Na moim profilu hejterskie komentarze też piszą głównie kobiety. To nie wynika z zazdrości, tylko braku czułości, zrozumienia, miłości, seksu. Dlatego. Pragniemy być kochane i kochać. To element kobiecego dekalogu.

Paulina, piękna, soczysta piątka na horyzoncie. Jakie refleksje?

Udało mi się własnymi siłami wyedukować, zrozumieć siebie. Staram się zbudować samoświadomość. Wiem, czego chcę, a czego nie. Uważam, że największą wartością w życiu prywatnym to kochać i być kochaną, a w zawodowym robić to, co jest twoją pasją. I mnie się to udało mimo wszystkich wybojów, porażek, błędów, upadków. Fruwam. A jak ktoś wyrywa mi pióro, zdarza mi się obniżyć lot, ale wiem, jak wysoko jest moja poprzeczka i staram się ją tam trzymać. Wiem, kim jestem. 

Nie przejmujesz się upływem czasu?

Im jestem starsza, tym lepiej czuję się ze sobą. Daje mi to poczucie lekkości bytu i zrozumienia różnych zachowań, emocji, ludzi dookoła. Chciałabym jak najdłużej pracować i jak najdłużej żyć. Nie chciałabym zaznać tej biednej i samotnej starości, którą nam przygotował nasz rząd. W tym kraju nie lubi się starych ludzi. A oni mają nam naprawdę wiele do przekazania.

Walczysz z oznakami starzenia?

Oczywiście! Robię wszystko, żeby być w dobrej kondycji. To, że mam 50 lat, nie oznacza, że mam przestać o siebie dbać. Całe życie o siebie dbałam, chodzę do fryzjera, na paznokcie, uprawiam sport, chodzę do gabinetu medycyny estetycznej, jem hummus z zielonym ogórkiem. Będę dbać o siebie do trumny! Chcę zawsze być umalowana, mieć czerwone usta, świetne okulary i kolorowe ubrania. Chcę być sobą. Nawet jak będę miała 99 lat. Albo 102 lata. Jeśli dożyję. To jest bycie sobą niezależnie od wieku.

Dlaczego niektóre kobiety tak niechętnie przyznają się do ingerowania w wygląd zewnętrzny? Przecież to nic złego.

Chcą być postrzegane jako naturalnie piękne. Albo uważają, że ludzie, którzy ich słuchają, są głupi, ślepi i nie mają porównań. To brak szacunku do ludzi, do których się mówi,

Zdjęcia z twojej sesji zdjęciowej w bieliźnie jeden z portali opatrzył w taki nagłówek: "Paulina Smaszcz pozuje w bieliźnie. Widać prawie wszystko! Przesadziła?". Przesada?

Może dziennikarz lub dziennikarka, a raczej twórca contentu, który to pisał, myślał, że ja nie noszę bielizny? (śmiech). Że chodzę cały czas bez gaci? To jest brak szacunku do czytelnika. Czy to jest przesada, że w wieku 50 lat noszę bieliznę? Dlaczego ktoś daje sobie prawo do tego, żeby mówić nam, jakie mamy być, co nosić, co robić, z kim się spotykać, jak żyć? Ja się śmieję, jak słyszę takie coś. Kim ty jesteś, żeby mówić, jak mam żyć? Ja wiem, jak mam żyć. Nie ty. 

Chciałabyś wrócić do pracy w telewizji? Czy nagłówki skutecznie cię odstraszają.

W życiu. Po co? Wszystkiego, czego mogłam się tam nauczyć, już się nauczyłam. Nic nowego stamtąd nie wyniosę.

A gdybyś dostała propozycję, że możesz poprowadzić własny program na swoich zasadach. Co by to było?

Mogłabym poprzez mentoring pomagać młodym ludziom, którzy pochodzą z trudnych rodzin, z ciężkich środowisk, którzy nie mają pieniędzy na edukację, ale pod jednym warunkiem: bez robienia show wokół tych ludzi. 

#CoZaKobieta! to cykl rozmów Aleksandry Głowińskiej z wyjątkowymi kobietami, których droga i postawa mogą inspirować inne kobiety do walki o siebie. To historie gwiazd, które odważyły się być sobą, stawiły czoła przeciwnościom i dziś zbierają plony decyzji, które nie zawsze były oczywiste, ale okazały się słuszne.

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: archiwum prywatne

Pozostałe wiadomości