Wywiady

Ewa Szykulska pierwszy raz o śmierci męża. "Mogliśmy się jeszcze zestarzeć. We dwójkę starzenie mniej boli"[WYWIAD]

Wywiady

Autor:
Kalina
Szymankiewicz
Źródło:
cozatydzien.tvn.pl, "Gazeta Wyborcza"
Ewa Szykulska wspomina zmarłego męża

Mąż Ewy Szykulskiej, Zbigniew Pernej zmarł 25 grudnia 2021. Ukochany aktorki odszedł w wieku 78 lat. Małżeństwo przeżyło razem 44 lata. Ewa Szykulska opowiedziała o tym, jak radzi sobie po stracie męża. W rozmowie z cozatydzien.tvn.pl przyznała, że otrzymała ogromne wsparcie. Życie nauczyło ją oswajania ze śmiercią bliskich. Jednak tym razem jest inaczej.

Pod koniec roku w "Gazecie Wyborczej" ukazał się nekrolog, w którym Ewa Szykulska poinformowała o śmierci męża.

"25 grudnia 2021 r. zmarł mgr inż. Zbigniew Pernej. Mój ukochany MĄŻ. Przez kilkadziesiąt lat ochraniał mnie miłością. Przy Nim czułam się bezpieczna i potrzebna. Jego pasją była praca. Był człowiekiem codziennej, bezinteresownej pomocy dla nas wszystkich. Jak wytrzymać Twoją nieobecność kochany? Twoja Ewa" - zamieszczono w nekrologu.

Pogrzeb Zbigniewa Perneja odbył się 10 stycznia 2022 r. na Cmentarzu Wojskowym przy ul. Powązkowskiej. Do mediów dopiero teraz dotarła informacja o śmierci męża artystki. Kalina Szymankiewicz z serwisu cozatydzien.tvn.pl zapytała aktorkę o przeżywanie żałoby. Ewa Szykulska podzieliła się wzruszającymi wspomnieniami o ukochanym.

Ewa Szykulska w żałobie. Aktorka wspomina zmarłego męża

Kalina Szymankiewicz, cozatydzien.tvn.pl: Pani mąż odszedł w święta Bożego Narodzenia...

Ewa Szykulska: Niestety tak, mówię to z gorzkim uśmiechem. Jednym słowem mogę odpowiedzieć na to pytanie. Tęsknię... Odszedł po 44 latach wspólnego życia. W czwartek, 23 grudnia wyjechaliśmy wspólnie na spacer z naszym psem. Mąż kupił mi kwiaty na zbliżające się imieniny. W Wigilię miał bardzo rozległy zawał, to nie były sprawy covidowe. Zmarł przed świtem w Boże Narodzenie. Serduszko usnęło.

Wiele osób okazało pani wsparcie. To pomaga w tych trudnych chwilach?

Tak, to ma miejsce od samego początku. Mój mąż był niezwykle lubianą osobą, wspaniałym człowiekiem i w związku z tym część uśmiechów przeznaczonych kiedyś dla niego przechodziła też na mnie. Dzwonią do mnie jego znajomi, w różnym wieku, nawet tacy, którzy mają po dwadzieścia kilka lat! Bo on naprawdę potrafił zainteresować ich tym, co miał do powiedzenia. Uśmiechają się na wspomnienie o moim mężu. Mnie to bardzo cieszy. Całe życie stał pół kroku za mną w cieniu. A mnie wypychał do pierwszego rzędu, czego nie lubiłam. Trudno mi pogodzić się teraz z jego nieobecnością.

Pani żyła w świecie artystycznym, a mąż był inżynierem, zajmującym się motoryzacją. Dzieliliście jakieś pasje?

Cały czas spędzaliśmy razem. Tworzyliśmy dom, który był najwspanialszym miejscem na ziemi, z którego gdzieś wspólnie wylatywaliśmy i potem dofruwaliśmy z powrotem. Zawsze był to dom pełen zwierząt. Nie mieliśmy dzieci i to właśnie one były naszym oczkiem w głowie.

Od razu wiedziała pani, że chce się związać z tym mężczyzną?

Nie było tak. Po pierwszym spotkaniu nie widzieliśmy się przez dwa lata i potem nagle nastąpiło olśnienie i przypadek, zawsze przypadek decyduje o najlepszym.

Za co ceniła pani męża?

Za to, że był człowiekiem przede wszystkim. Mniej myślał o sobie, a więcej o innych. A ja byłam chroniona przez niego bez przerwy i tak naprawdę nie wiedziałam, co to jest realne życie, którego w tej chwili muszę się nauczyć. Przynajmniej próbuję... To niesamowite, jak byłam zawsze przy nim w jakimś przytuleniu.

Anna Świątczak miała myśli samobójcze
Anna Świątczak miała myśli samobójcze Źródło: Co za Tydzień

Dziś Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Czy panią również dotknęła ta choroba?

O depresji należy mówić głośno, a wiem coś na ten temat. Moja młodsza siostra odeszła dwa lata temu. Oprócz walki z rakiem zmagała się z niezwykle zaawansowaną depresją. Mieszkała w Austrii, a ja nie wszystko mogłam wyczuć, rozmawiając z nią tylko przez telefon. W środowisku aktorskim również jesteśmy narażeni na depresję. Pracujemy na emocjach. Nie wiem, czy w tym momencie mam depresję. Teraz walczę o pamięć swojego męża, o to, żeby go nie zawieść. Chcę mu udowodnić w jakiś sposób, że spróbuję dać sobie radę dla niego. Ale tak naprawdę walczę o siebie. O coś takiego, co się nazywa życiem. Oboje kochaliśmy życie.

Czy powiedzenie - "czas goi rany" okazuje się prawdą?

Nie po raz pierwszy odchodzi ode mnie ktoś bliski. Ale to, co się teraz zadziało, zdziwiło mnie i czuję się jak ośmioletnia dziewczynka. Przeżywałam już śmierć rodziców, dziadków, mojej fantastycznej siostry, ale coś się takiego zadziało, że śmierć męża odbieram jak dziecko. Przecież rozumiem, że go po prostu nie będzie, choć niekoniecznie przyjmuje to do wiadomości 24 godziny na dobę.

Czy najgorszym uczuciem jest teraz samotność?

Otaczają mnie fantastyczni ludzie. Po odejściu mojego męża dzwoniły do mnie głównie kobiety z mojego środowiska artystycznego. Były to osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji i również zostały same. To mnie bardzo wzruszyło i dawało siłę. Świadomość, że nie jestem sama. Samotność jest najgorsza. Kocham samotność, ale taką kontrolowaną — tak nazywaliśmy to z moim mężem. Nie wchodziliśmy sobie w drogę, gdy pracowaliśmy, ale zawsze mieliśmy siebie na wyciągnięcie ręki. Cholera jasna! Mieliśmy przed sobą jeszcze trochę wspólnego czasu. Mogliśmy się jeszcze zestarzeć. We dwójkę starzenie mniej boli.

Przeczytaj więcej:

Autor:Kalina Szymankiewicz

Źródło: cozatydzien.tvn.pl, "Gazeta Wyborcza"

Źródło zdjęcia głównego: PAWEL WRZECION/MWMEDIA

Pozostałe wiadomości