Wywiady

Felicjan Andrzejczak o 40-leciu "Jolki", żonie, dzieciach i Romualdzie Lipko

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Głowińska
Felicjan Andrzejczak, Budka Suflera, Romuald Lipko

Felicjan Andrzejczak jest niekwestionowaną legendą polskiej muzyki. Zasłynął jako wokalista zespołu Budka Suflera. To właśnie on zaśpiewał hit "Jolka, Jolka", który właśnie świętuje swoje 40. urodziny. Co jest takiego wyjątkowego w tym utworze, że stał się hymnem pokoleń? Jak wspiera go żona w muzycznej karierze? I czy tęskni za Romualdem Lipko, wieloletnim przyjacielem, z którym tworzył duet nie tylko na scenie, ale i w życiu? O tym Felicjan Andrzejczak opowiedział Aleksandrze Głowińskiej w rozmowie dla cozatydzien.tvn.pl.

Aleksandra Głowińska, cozatydzien.tvn.pl: Polacy po raz pierwszy usłyszeli "Jolka, Jolka" w 1982 roku. Szmat czasu, a utwór nie tylko się nie zestarzał, ale i łączy pokolenia. W czym tkwi sekret? Felicjan Andrzejczak: Często o tym myślę. Kiedy ten utwór ujrzał światło dzienne, byliśmy w środku stanu wojennego. Ta piosenka traktowała o sytuacji, jaka panowała wtedy w naszym kraju. I te słowa trafiały dokładnie w punkt. W to, co ludzie zapamiętali z tego fatalnego okresu, bo przecież jest w niej i "żebranie o benzynę", są mety z alkoholem. Tyle że o stanie wojennym większość z nas już nie pamięta, a Jolkę, po czterdziestu latach kojarzą nawet ci, których nie było wtedy na świecie. I tą właściwą odpowiedzią jest miłość. Miłość nieidealna, trudna i skazana na niepowodzenie. Ale to ona na koniec obroniła ten utwór .

Niewiele osób podjęło się nagrania coveru "Jolki". Dlaczego? Z szacunku do oryginału? Ze strachu przed "położeniem" utworu? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. „Jolka" na pewno zdecydowanie kojarzy się z moim głosem. Śpiewam ją w końcu od 40 lat. Jest też okrzyknięta nieformalnym hymnem pokoleń. A hymnów się nie rusza — może dlatego.

Artur Rojek o artystach i organizacji OFF Festiwalu
Artur Rojek o artystach i organizacji OFF Festiwalu Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Bywa Pan zmęczony "Jolką"? Kilka... no może kilkanaście swoich koncertów w karierze próbowałem zakończyć inną piosenką. Nie dało się. „Jolka, Jolka pamiętasz" musi być na końcu w repertuarze i bez niej po prostu nie da się pożegnać z publicznością. Mam czasami wrażenie, że przez cały koncert wszyscy czekają na moment kiedy wybrzmią pierwsze charakterystyczne dźwięki tego utworu. Czekają na Jolkę. Jestem bardzo szczęśliwy, że mam taką piosenkę w dorobku, bo to jest najprościej mówiąc, hicior na cztery pokolenia. Mimo popularności utwór doczekał się teledysku dopiero teraz - 40 lat po premierze. Jak to się stało? Od 40 lat - za każdym razem, gdy wykonuje ten utwór, wszyscy ze mną go śpiewają.. To właśnie „Jolce" - zawdzięczam większość najwspanialszych muzycznych chwil w moim życiu. Teledysk – jest prezentem urodzinowym w 40 rocznicę premiery tej wyjątkowej ballady, ale nie tylko. Liczę, że dzięki zobrazowaniu tej historii, kolejne pokolenie będą słuchać i śpiewać tę pieśń. To trochę tak jakby zapewnić nieskończoność temu co kocham – przy świadomości, że ja wieczny nie jestem. Spełniło się moje marzenie.

Felicjan Andrzejczak wspomina Romualda Lipko

Nie da się nie łączyć Budki Suflera z "Jolką", z Romualdem Lipko i z Felicjanem Andrzejczakiem. Tworzyli Panowie legendarny duet. Tęskni Pan za swoim przyjacielem? Oczywiście że tak. Nigdy nie przypuszczałem, że w utworze „Czas Ołowiu" będę śpiewał Romek L. Pustkę, jaka pozostała, wypełnia muzyka, którą pozostawił z nami na zawsze. Co było wyjątkowe w Waszej relacji - poza tworzeniem niesamowitej muzyki do głębokich tekstów?

Przyjaźń, zrozumienie, wzajemny szacunek i wspólna pasja. Pamięta pan ostatnie spotkanie? Rozmowę? Ostatnie wspólne granie? Ostatnie spotkanie odbyło się dzień przed śmiercią mojego przyjaciela. Trafiłem na Romka, kiedy był jeszcze w takiej formie, że można było z nim porozmawiać, powspominać. Widziałem, że nawet kilka razy się uśmiechnął. Ale łezka nam się w oku pokazała, bo wiedzieliśmy, że może być bardzo źle. Romek też zdawał sobie z tego sprawę. A ja szczególnie. Do dzisiaj jest mi bardzo trudno przyjąć tę wiadomość.

Felicjan Andrzejczak o żonie i dzieciach

Nie marzył Pan, by dzieci poszły w pana ślady? Mimo uzdolnień muzycznych nie widziałem w moich dzieciach pasji. Dlatego też nigdy nie naciskałem, by poszły moją drogą. Dla mnie zawsze najważniejsze było to, by moje dzieci były po prostu szczęśliwe. I chyba to się udało... Mimo upływu lat wciąż pan czynnie koncertuje. Żona Jadwiga, z którą ostatnio udostępnił pan zdjęcie, nie złości się czasem, że nie spędza pan z nią czasu w domowym zaciszu? Moja żona jest moją największą przyjaciółką. Nigdy nie kazała mi dokonywać wyborów pomiędzy nią a sceną. Teraz gdy mamy już dorosłe dzieci, a nawet wnuki, na koncerty jeździmy razem. W domowym zaciszu rzadko przebywamy. Jaki jest sekret udanego małżeństwa? Co trzeba robić, by cieszyć się takim stażem, mimo życia "na świeczniku"? Z moją żoną jesteśmy razem od 52 lat. Wychowaliśmy dwójkę dzieci, doczekaliśmy się trojga wnucząt. Dla mnie rodzina jest najważniejsza. Wsparcie żony pomogło przetrwać niejedną burzę. W związku trzeba sobie ufać i wzajemnie się szanować . Oczywiście nie może zabraknąć miłości...

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA/Jarosław Antoniak

Pozostałe wiadomości