Wywiady

Daniel Olbrychski wspomina w rozmowie z nami Tadeusza Łomnickiego w 30. rocznicę jego śmierci. "Wszystko robił bezbłędnie"

Wywiady

Autor:
Aleksandra
Czajkowska
Źródło:
cozatydzien.tvn.pl
Daniel Olbrychski wspomina Tadeusza Łomnickiego w 30. rocznice jego śmierci

22 lutego minęła 30. rocznica śmierci Tadeusza Łomnickiego. Wybitny aktor pozostawił po sobie wiele filmów, w których nadal możemy podziwiać jego kunszt. Widzowie kochają go za rolę Michała Wołodyjowskiego w "Panu Wołodyjowskim" i w "Potopie", u boku którego zagrał Daniel Olbrychski. Teraz w rozmowie z nami filmowy Kmicic wspomniał współpracę z Tadeuszem Łomnickim.

Tadeusz Łomnicki na przestrzeni lat wykreował wiele wyśmienitych ról, m.in. w produkcjach takich jak "Niewinni czarodzieje", "Przypadek", "Człowiek z marmuru", "Pan Wołodyjowski" czy "Potop". W tych dwóch ostatnich częściach trylogii Henryka Sienkiewicza, na planie towarzyszył mu Daniel Olbrychski.

Daniel Olbrychski wspomina Tadeusza Łomnickiego

W filmie "Pan Wołodyjowski" Daniel Olbrychski wcielił się w postać Azji Tuhaj-Bejowicza, natomiast w "Potopie" zagrał samego Andrzeja Kmicica. To właśnie tam widzowie mogli podziwiać wybitny pojedynek na szable w deszczu i błocie, który przeszedł do klasyki kina.

22 lutego 1992 r. w Poznaniu Tadeusz Łomnicki pracował nad spektaklem "Król Lear". Podczas jednej z prób zasłabł na scenie. Doznał ataku serca, w skutek którego zmarł. Teraz, 30 lat po jego śmierci, Daniel Olbrychski w rozmowie z Aleksandrą Czajkowską wspominał pracę z wybitnym aktorem.

Aleksandra Czajkowska, cozatydzien.tvn.pl: Widzowie kochają postać Jerzego Michała Wołodyjowskiego, którą świetnie wykreował Tadeusz Łomnicki w "Panu Wołodyjowskim i "Potopie". Ponadto panowie zagraliście razem w kilku filmach. Jak wyglądała ta współpraca?

Daniel Olbrychski: My aktorzy bywamy często prywatnie trudnymi ludźmi, natomiast w pracy Tadeusz Łomnicki był wzorem. Wielkość takich gwiazd wyraża się w tym, że byli przykładem, jak należy pracować w zespole, a także jak należy traktować młodszych kolegów. Pierwszy raz spotkałem się z Tadeuszem Łomnickim na planie filmu Janusza Morgensterna "Potem nastąpi cisza". To był mój trzeci film. Łomnicki grał tam oficera Wojska Polskiego, a my z Markiem Perepeczko dwóch młodych żołnierzy. Już wtedy zwróciłem uwagę, jakim on jest czułym partnerem w pracy, niezwykle zdyscyplinowanym, przykładnym. 

Pamięta pan wasze pierwsze spotkanie?

Pamiętam, że pierwszy raz zobaczyłem Tadeusza Łomnickiego na scenie, kiedy mama zawiozła mnie i brata do ojca do Warszawy. Wychowywaliśmy się na Podlasiu, więc teatrem był dla mnie Teatr Polskiego Radia, a aktorów poznawałem po głosach. Wtedy Tadeusz Łomnicki był młodym aktorem, ale już partnerował Aleksandrowi Zelwerowiczowi, Ludwikowi Solskiemu, Aleksandrowi Dzwonkowskiemu czy Elżbiecie Barszczewskiej, pięknie działało to na wyobraźnię. Na deskach teatru pierwszy raz zobaczyłem Tadeusza Łomnickiego w 1955 r., gdzie grał tytułową rolę w "Kordianie" w reżyserii Erwina Axera w Teatrze Narodowym. To właśnie wtedy poznawałem go po głosie, podobnie jak Igora Śmiałowskiego czy Jana Kurnakowicza. Niedługo po tym, podczas jednego z kiermaszu książek, stałem w kolejce do Tadeusza Łomnickiego z jego zdjęciem, na którym on mi się podpisał. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że kiedyś razem staniemy przed kamerami.

Niedługo potem zagraliście razem w dwóch częściach trylogii, a słynny pojedynek na szable pomiędzy Kmicicem a Michałem Wołodyjowskim w "Potopie" przeszedł do historii kina.

Kiedy Jerzy Hoffman zdecydował się, że rolę Michała Wołodyjowskiego zagra Tadeusz Łomnicki, ten miał już 40 lat. Nigdy nie jeździł konno, nigdy wyczynowo nie uprawiał żadnego sportu. Raptem do tej roli schudł 20 kg i zaczął się uczyć w pocie czoła jazdy konnej i szermierki, a wszystko robił bezbłędnie. To było coś niesamowitego. Już widać ten kunszt w "Panu Wołodyjowskim", a jeszcze będąc starszym w "Potopie", (ponieważ Jerzy Hoffman kręcił trylogię odwrotnie), potrafił utrzymać formę i wagę, i fantastycznie udowadniać nie tylko, że jest wspaniałym aktorem, ale i wspaniałym jeźdźcem i szermierzem. Przykro powiedzieć, że dużo młodszy kolega Zbigniew Zamachowski, który w ostatniej, a zarazem pierwszej części trylogii "Ogniem i mieczem", w której wcielił się w postać Michała Wołodyjowskiego, tego nie opanował. Ani jazdy konnej, ani szermierki. Co ciekawe, wzorem dla wszystkich aktorów świata jest pojedynek, w którym miałem przyjemność wziąć udział w "Potopie". Choreografię do niego ułożył profesor szkoły filmowej Waldemar Wilhelm, a sam pojedynek jest uważany za najlepszy pojedynek na białą broń w historii kinematografii. 

Ja wcześniej uprawiałem szermierkę sportową, musiałem się później dostosować do tych ciężkich szabli, musiałem się skupić na tym, żeby nie skaleczyć swojego przeciwnika. Grałem człowieka, który miał machać tak jak "cepem", ale z Tadeuszem Łomnickim ćwiczyliśmy cały czas.  Pamiętam, jak jechaliśmy do Mińska w Białorusi samochodem, ponieważ wiele scen do "Potopu" było tak kręconych, jak dworek Oleńki czy dworek w Lubiczu, gdzie odbywał się ten pojedynek. Po drodze co godzinę przystawaliśmy i powtarzaliśmy tę choreografię, tak, że zatrzymała nas drogówka radziecka i musieliśmy się tłumaczyć (śmiech). 

W wywiadach wspominał pan, że przed słynnym pojedynkiem w ostatniej chwili wprowadzono zmiany w scenariuszu.

Mieliśmy pewne utrudnienie w tym pojedynku, ponieważ u Sienkiewicza pojedynek odbywa się w nocy i palą łuczywa, żeby nam przyświecić, ale kiedy Jerzy Hoffman wraz z operatorem zobaczyli, jak my to wykonujemy, to powiedzieli, że szkoda tego pojedynku na noc, bo ludzie niedokładnie to zobaczą. Pojawiło się pytanie, skoro mamy to kręcić w dzień, to jak zagramy scenę, kiedy Wołodyjowski, patrząc na stojących Butrymów mówi: "Istny kondukt żałobny", na co Kmicic odpowiada: "Pułkownika będą chować, więc i pompa być musi"? I tutaj Hoffman i Wójcik wymyślili, że aby uatrakcyjnić wizualnie tę scenę, to Kmicic z Wołodyjowskim swój pojedynek stoczą w deszczu. Straż pożarna polewała nas zimną wodą i dialog został zmieniony. 

Wołodyjowski powiedział: "Smutno umierać  w taki deszcz", na co Kmicic: "Pułkownika chowają, więc niebo płacze", po czym zaczyna się pojedynek, który na ekranie trwa dwie minuty, a kręciliśmy go dwa dni. W przerwach, czekając na ujęcie, wchodziliśmy do baseniku z wodą straży pożarnej, ponieważ był to kwiecień, a nam w tych mokrych ubraniach było bardzo zimno. Po szyje staliśmy w tym baseniku w wodzie i wychodziliśmy kompletnie mokrzy, a w buty mieliśmy wkręcone specjalne korki, które uniemożliwiały nam ślizganie się po tej mokrej ziemi. Podziwiałem Tadeusza za to, że nadążał za moją szybkością, ponieważ miał już wtedy prawie 50 lat.

Zobacz również:

Autor:Aleksandra Czajkowska

Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA

Pozostałe wiadomości