Programy

Łukasz z "HP" oświadczył się po 6 miesiącach! Tylko nam opowiedział o ukochanej i zdradził ślubne plany

Programy

Autor:
Aleksandra
Głowińska
Łukasz Jaros, zaręczyny, "Hotel Paradise"

Łukasz Jaros zyskał popularność dzięki udziałowi w 4. edycji "Hotelu Paradise". Jego profil na Instagramie śledzi prawie 70 tysięcy osób. To właśnie tam kilka dni temu opublikował post, w którym podzielił się swoim szczęściem. "Powiedziała 'tak" - napisał, informując o zaręczynach. Jak poznał swoją ukochaną? Skąd wiedział, że to ta jedyna? Kiedy ślub i czy koledzy z programu dostaną zaproszenie? Na te pytania Łukasz Jaros odpowiedział w rozmowie z Aleksandrą Głowińską dla cozatydzien.tvn.pl.

Łukasz Jaros o tym, jak poznał ukochaną

Aleksandra Głowińska, cozatydzien.tvn.pl: Łukasz, serdecznie gratuluję zaręczyn! Opowiadaj, jak się poznaliście?

Łukasz Jaros, "Hotel Paradise": Nasze poznanie to nie jedna z romantycznych filmowych scen, w których to główna bohaterka siedzi na ławce, czyta książkę, a w pewnym momencie zaczepia ją przystojny brunet z kawą. W trakcie świąt Bożego Narodzenia byłem w jednym z zielonogórskich klubów, gdzie spełniałem jedno ze swoich małych marzeń, bo wspólnie zrobiliśmy akcję charytatywną. Zbieraliśmy artykuły dla domu dziecka. Gdyby nie udział w "Hotelu Paradise", rzecz jasna, nie byłoby mnie tego dnia w tym klubie.

Agata też tam była?

O dziwo, Agata nie miała w planach wizyty w klubie i przyszła tam bardzo późno za namową swoich znajomych. Minęliśmy się tego wieczoru na jednej z sal i właśnie wtedy pierwszy raz wymieniliśmy się spojrzeniami i to jest ten kluczowy moment, bo już wtedy widzieliśmy to coś w swoich oczach. Następnego dnia zobaczyłem u Darka z mojego sezonu zdjęcie na InstaStories. Była na nim Agata. Powiem ci, że już wtedy byłem trochę zazdrosny. Zacząłem obserwować Agatę na Instagramie.

Wysłałeś jej wiadomość?

Agata w styczniu zachorowała na COVID-19 i w pewnym momencie umieściła zdjęcie na Instagramie. To był właśnie mój punkt zaczepienia, na który tak czekałem. Zaczęliśmy ze sobą pisać i powiem ci, że początki nie były takie kolorowe.

Dostałeś kosza?

Agata w pewnym momencie napisała mi wiadomość w stylu: bardzo miło się gadało, życzę ci wszystkiego dobrego, trzymaj się. Ja wtedy powiedziałem, że choć by nie wiem, co się działo, nie odezwę się pierwszy. Nastała cisza. W międzyczasie uratowałem małego szczeniaka, który był nieudanym prezentem gwiazdkowym dla dziecka. Opublikowałem ogłoszenie, że szukam dla niego nowego domu. Nagle wiadomość. Agata!!! Zaoferowała, że może stać się jego nowym właścicielem. Znowu zaczęliśmy pisać. Zaproponowałem jej wspólny spacer z psem, żeby lepiej go poznała, zobaczyła na żywo, czy rzeczywiście będzie na to gotowa, bo piesek był po przejściach. Umówiliśmy się na weekend i wiedziałem, że to może być moja jedyna szansa, więc postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę.

Czyli jednak trochę jak z filmu.

(Śmiech). Umówiłem się szybko do barbera, nowe ubrania, kupiłem wielki bukiet róż. Pomyślałem: co ma być to będzie. Agata podjechała pod klatkę. Przyszła pod drzwi, otworzyłem i przywitałem ją wielkim bukietem róż. Była strasznie zmieszana, nie wiedziała, co ma zrobić i nie za bardzo chciała wziąć bukiet. Pomyślałem: ale wtopa.

I co było dalej?

Poszliśmy na spacer i uwierz mi, że od pierwszego spotkania było super. Pożegnaliśmy się i pamiętam to jak dzisiaj. Zamknąłem drzwi od mieszkania, wziąłem telefon do ręki, usiadłem na kanapie przy oknie i mówię sobie: "Jak teraz nie napiszę, to jest po wszystkim". Nie zdążyła wyjechać ode mnie z osiedla i nagle beng, wiadomość od Agaty. Wtedy wiedziałem, że będzie z tego coś więcej. Następnego dnia kombinowała, jak się ze mną spotkać i uwierz mi, że od tamtej pory nie było chyba ani jednego dnia, w którym byśmy się nie widzieli. Wtedy byłem przekonany, że nie mam czasu na psa, a znalazłem go nagle nie tylko dla psa, ale i dla dziewczyny. Agata przyjeżdżała do mnie codziennie. Spędzaliśmy czas do 4-5 rano, gdzie musiałem wstać o 5:30 do pracy, ale jej o tym nie mówiłem, bo chciałem jak najwięcej czasu spędzać z nią. Po 5 dniach Agata pierwszy raz została u mnie na noc i już więcej jej nie wypuściłem. Po miesiącu mieszkaliśmy już razem w nowym mieszkaniu.

Łukasz Jaros o miłości

Czyli to była miłość od pierwszego wejrzenia, skoro zaledwie pół roku od pierwszego spotkania, jesteś pewny, że to ta jedyna?

Idąc do "Hotelu Paradise", powtarzałem sobie, że jest to mój ostatni moment na to, by się wyszaleć. Dokładnie wiedziałem, czego chcę od życia. Czy jest to miłość od pierwszego wejrzenia? Zdecydowanie tak, bo właśnie od tego zaczęła się nasza znajomość. Życie uczestników "HP" zmienia się po programie. Wtedy każdy ma swoje 5 minut, jest nagle wielkie bum wokół twojej osoby. Tysiące imprez, wyjazdów, znajomych. I co z tego, jak wracasz do domu, zamykasz się w czterech ścianach, bez tego całego zgiełku i poza wibrującym telefonem z kolejnymi powiadomieniami, tak naprawdę nie masz nic. I powiem ci taką małą ciekawostkę: Agata nie widziała do tej pory ani jednego odcinka HP. Ona dała mi coś, czego tak długo szukałem. Dała mi "dom". Tak naprawdę przy niej uczę się życia na nowo, gdyż dla mnie jest to pierwszy raz, gdy mieszkam ze swoją drugą połówką. Mam teraz swoja małą rodzinę. Ja, Agata i nasza psina. Łączy nas coś więcej niż miłość.

To znaczy?

Miłość jest ważna, ale czasami sama nie wystarcza. Bardzo ważny jest szacunek, kompromisy, wspólne spędzanie czasu i celebrowanie każdej z chwil. Bo życia nam nikt nie dołoży i każda chwila jest niepowtarzalna i nigdy więcej drugi raz jej nie przeżyjemy. Jesteśmy ze sobą dopiero pół roku, a już tyle wydarzyło się w naszym życiu, że jestem pewny, że niektóre pary z wieloletnim stażem tyle nie przeżyły. Agata jest moim najlepszym przyjacielem. Mieszkamy razem zaledwie 6 miesięcy, od niedawna pracujemy nawet razem. I tak jak niektórzy uciekają od swoich drugich połówek, tak my, im więcej czasu spędzamy razem, tym lepiej się dogadujemy i naprawdę tęsknimy za sobą. Nie zamykamy się w złotej klatce. Nie ograniczamy się i wspieramy we wszystkim, co robimy. Ciężko opisać to uczucie, ale jest między nami pewna magiczna więź.

Hotel Paradise, Łukasz Jaros
Łukasz Jaros z "Hotelu Paradise" zaręczył się z partnerkąŹródło: instagram.com/lukasz_jaros_official/
Hotel Paradise, Łukasz Jaros

I zawsze jest tak pięknie czy zdarzają się tarcia?

Wiadomo, nie zawsze jest kolorowo, bo czasami mamy ochotę się udusić, ale nie potrafimy pójść spać pogniewani na siebie, czy nie odzywać się do siebie dłużej niż kilkadziesiąt minut. Oboje jesteśmy po przejściach, oboje wiemy, czego dokładnie chcemy od życia i myślę, ze to właśnie te wartości pozwoliły nam tak dobrze się dobrać.

Quiz z Elizą i Jayem z "Hotelu Paradise"
Quiz z Elizą i Jayem z "Hotelu Paradise"Źródło: cozatydzien.tvn.pl

Widziałam, że rozglądacie się już za salą weselną.

Nasze zaręczyny traktujemy bardzo poważnie. Wiesz, jak to jest w tych czasach. Ludzie żyją ze sobą bez większych zobowiązań. Zaręczają się, bo wypada, bo nic w ich związku się nie dzieje lub czasem, co gorsza, żeby ratować relację.

Masz takie doświadczenia czy to obserwacja?

Sam kiedyś byłem w takiej sytuacji. To cudowne uczucie być z kimś, z kim możesz planować swoją przyszłość. Agata sama powiedziała mi, że czuje się przy mnie pewnie i bezpiecznie. Nawet powiedziała mi, że zawsze jej rodzice interesowali się, jak sobie radzi finansowo, nawet będąc z kimś, a teraz po prostu mi ją powierzyli. Dla mnie to wielki zaszczyt i odpowiedzialność. Ja jestem taki, że zawsze daję z siebie 110%. Obydwoje chcemy wspólnie przeżywać to, co czeka nas w przyszłości, a przede wszystkim chcemy przeżywać to razem. Ja jestem tradycjonalistą i osobą wierząca, ale nie będę się w to zagłębiał. Wiadomo, najpierw ślub, później dzieci i tak również w tym przypadku dało to o sobie znać.

Wasze wizje tego najważniejszego dnia w życiu się pokrywają?

Obydwoje marzymy o pięknym ślubie. Bierzemy dwie opcje pod uwagę: tradycyjny ślub w Polsce lub piękną ceremonię w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół w Grecji. Agata właśnie krzyczy, że Grecja, więc chyba nie mam nic do gadania i decyzja podjęta (śmiech).

Macie już termin?

Co do terminu... Wszystko tak naprawdę zależy od dostępności sali weselnej oraz innych spraw organizacyjnych i jak najbardziej się z tym liczymy. Każdy pewnie chciałby poznać datę, ale sami niestety jeszcze dokładnie nie znamy, ale z tego co się orientowaliśmy, nie będzie to szybciej niż w przyszłym roku. A tak jeszcze dopowiem, że naprawdę mam cudownych ludzi, którzy śledzą mnie w mediach społecznościowych, bo to po części oni pomagają nam wszystkiego szukać, dzielą się z nami swoimi przeżyciami. Uczestniczą tak naprawdę w jednym z ważniejszych wydarzeń w naszym życiu, za co jestem im bardzo wdzięczny.

Zaprosisz na wesele przyjaciół z "Hotelu Paradise"?

Oczywiście, że zaproszę! Udział w tym programie to jedna z największych przygód, jaka mnie w życiu spotkała. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że jedziesz na drugi koniec świata, zamykają cię w hotelu z bandą obcych sobie ludzi, a od pierwszej minuty czujesz się wśród nich, jak wśród przyjaciół i ludzi, których znasz od dawna. Dla mnie był to początek wielu pięknych przyjaźni i znajomości. Wielu z nich uczestniczyło w moim poznawaniu się z Agatą. Przeżywało wszystko ze mną, nie raz już bawiliśmy się właśnie wspólnie i wszyscy nam kibicują. Nie wyobrażam sobie, by świętować ten dzień bez nich. W końcu jesteśmy jedną, wielką hotelową rodziną.

Łukasz Jaros o szczegółach dnia zaręczyn

Wróćmy jeszcze na chwilę do waszych zaręczyn. Stresowałeś się?

To jest dobre pytanie. Myślę, że do ostatniego momentu była to bardziej ekscytacja niż stres, choć przed samymi zaręczynami wszystko obróciło się o 180 stopni. Niejednokrotnie rozmawialiśmy z Agatą o przyszłości. O tym, że chcemy być razem i o tym, co będziemy razem robić. Więc w teorii zaręczyny były tylko formalnością i przepustką do kolejnych pięknych wydarzeń w naszym życiu. Po cichu wiedziałem, że Agata się zgodzi i trochę na to już czeka. Możesz wierzyć lub nie, ale już w pierwszym tygodniu naszej znajomości wiedziałem, że się jej oświadczę i że to z nią chcę spędzić życie. I, jak to ja, oczywiście nie mogę przecież nic zrobić normalnie. Na jesieni czeka nas wycieczka do Dubaju na event z mojej grupy, którą prowadzę. I plan był taki, by oświadczyć się tam w trakcie eventu, na scenie przy 40 tys. publiczności z całego świata. Ale po potajemnej konsultacji z Agatą, szybko wybiłem sobie ten pomysł z głowy, ponieważ Agata to straszny wstydzioch. Więc zaplanowałem ten dzień od nowa.

Skoro nie Dubaj, to...?

Padło na Wrocław. Wynająłem apartament w popularnym Sky Tower z konkretnym wyposażeniem i widokiem. Długo szukałem restauracji we Wrocławiu, do której chciałbym ją zabrać, żeby był taki klimat i nastrój, na którym mi zależało. Popytałem znajomych i padło na piękną restaurację na rzece z cudownym widokiem na most uniwersytecki oraz cały budynek uniwersytetu. Oczywiście wcześniej zadzwoniłem do restauracji i opisałem całą sytuację. Cała oprawa, o jaką zadbała restauracja, była na najwyższym poziomie. Cała magia tego miejsca zaczęła się po zachodzie słońca. Jeszcze przed wyjazdem do Wrocławia postanowiłem uśpić trochę czujność Agaty i do samego Wrocławia się z nią droczyć i być trochę wrednym.

Świetny pomysł (śmiech). Nie wyrzuciła Cię z auta?

(Śmiech). Koniec końców finał mojego beznadziejnego pomysłu był taki, że po dojechaniu na miejsce Agata nie chciała nawet wyjść z samochodu. Wyobraźcie sobie wtedy moją minę. Lecz tak jak mówiłem, nie potrafimy się na siebie długo gniewać i po kilkunastu minutach zameldowaliśmy się w apartamencie. Nawet nie wiesz, jak ciężko było przemycić wieki bukiet róż w torbie z ciuchami. Porozmawialiśmy, powspominaliśmy, co już razem przeżyliśmy, bo był to właśnie nasz wyjazd z okazji naszego pół roku razem. Zamknąłem ją w sypialni, a sam wszystko przygotowałem. Wszedłem do pokoju z kwiatami, pierścionkiem i zapytałem, czy chce spędzić ze mną resztę życia.

Szczęściarz. Czym cię uwiodła?

Czym mnie uwiodła? To jest piękne pytanie, ale i również jedno z najtrudniejszych pytań. Nie można chyba kogoś kochać za coś. Bo co by się wydarzyło, gdyby coś się zmieniło i nagle tego zabrakło? Agata jest moim lustrzanym odbiciem. Ma cudownie dobre serce i jest bardzo zaradną kobietą, strasznie mi to imponuje. Agata ma w sobie to coś, ma jakiś dar. Od pierwszych chwil razem czuliśmy się, jak byśmy byli dla siebie stworzeni. Przecież my przez pierwsze 3-4 tyg. naszej znajomości mieliśmy takie motyle w brzuchu, że nie mogliśmy jeść, spać ani pracować. Ten wewnętrzny stres i ekscytacja były tak wielkie. A żeby było ciekawiej, to jeszcze chwilę wcześniej obydwoje mówiliśmy, że my już chyba nigdy nie będziemy potrafili się zakochać. Dała mi to, o czym zawsze marzyłem: dom. I nie chodzi tutaj o to, że mieszkamy razem, tylko o to, jak się przy niej czuję. Nigdy nie byłem dla kogokolwiek tak ważny, jak dla niej i nikt nigdy nie dbał o mnie tak, jak ona. Agata zna się na samochodach, uwielbia spotykać się z moją rodziną, co dla mnie jest strasznie ważne, nie boi się moich szalonych pomysłów, jest cudowną panią domu, docenia mnie nawet za każdy mały gest i wspiera we wszystkim, co robię, ale najważniejsze: kocha mnie. Tak naprawdę. A to, że jest najpiękniejszą kobietą na świecie, dostałem w gratisie.

Oczy całego świata skierowane są w stronę Ukrainy i nasze również. Redakcja cozatydzien.tvn.pl pisze przede wszystkim o rozrywce, kulturze i show-biznesie, ale trudno przejść obojętnie wobec tego, co dzieje się u naszego sąsiada. Dlatego będziemy pisać o wsparciu, jakie płynie z Polski dla mieszkańców Ukrainy. Najważniejsze informacje znajdziecie TUTAJ.

Autor:Aleksandra Głowińska

Źródło zdjęcia głównego: materiały prasowe

Pozostałe wiadomości